I znów wybieram się do Trapani na 3 i pół dnia! (jak tutaj - Trapani Amore Mio). Tylko że tym razem jadę do Trapani po raz czwarty, jak do rodziny, ktoś tam na mnie czeka, ktoś mnie zaprasza, ktoś coś szykuje. I nie jest to tylko jeden ktoś ;) Jadę jako Sława, przedstawicielka Jedziemy na Sycylię. Nie byle co!

Zatrzymam się w B&B Aromi Diversi, B&B Il Belveliero (i opowiem Wam, jak było, czy warto, choć wiem, że na pewno warto!) oraz ... niespodzianka ... przenocuję w tej przepięknej kamienicy (Palazzo Mokarta) na ostatnim piętrze, z widokiem na morze...
AromiBelvelieroMokarta

 

 

 

 

Podróż opisana w blogu na portalu Jedziemy na Sycylię, dokładnie tutaj, zostanie również dodana na tej stronie.

Opublikowano: 30 maj 2015
Odsłony: 231

Myślałam, że w tym roku to mi się nie uda, jednak zdecydowałam się, właśnie kupiłam bilety i lecę! 17 października lecę na trzy dni do Trapani! Jednak będę miała wakacje!!! Lecę z Modlina w piątek po południu, wracam we wtorek o 14.20 do Krakowa, stamtąd Polskim Busem do Warszawy, dzięki temu spędzę tam półtora dnia dłużej, bo wylot do Modlina jest w poniedziałek rano i to byłobu już przesadnie krótko.

Mam nadzieję, że uda mi sie wejść do ciepłego morza, mam nadzieję na masę ciekawych spraw i przeżyć! To mój czwarty raz w Trapani - tak się cieszę!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 155

To ma być podróż przede wszystkim, jako przedstawicielki tego portalu! Nastawiam się na spotkania, rozmowy, liczę na to, że moi trapanesi wymyślą mi jakieś atrakcje, które będę mogła później Wam podsunąć. Chcę też "wypróbować" dwa B&B, które tutaj prezentuję, ale których jeszcze nie sprawdziłam osobiście.

Kiedy napisałam do Trapani, że przyjeżdżam, otrzymałam kilka zaproszeń: "musisz być moim gościem!" Trochę mi się w głowie zakręciło, bo nie wiedziałam co wybrać, jak kogoś nie urazić, jak zrobić też przyjemność dla mnie samej - w końcu to moja podróż:) No i w tej chwili jakiś plan się krystalizuje: 

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 204

Modlin rozpracowany. Dzięki radom na fb dowiedziałam się, że można się dostać na lotnisko nie tylko autobusem z centrum (za 28 zł, choć podobno jak się kupi dużo wcześniej – więcej niż na 2 tygodnie przed odlotem – to bywają bilety i za 9 zł), ale też pociągiem. Ponieważ autobus nie zatrzymuje się już na Młocinach, nie bardzo mi się podobała jazda do centrum, żeby potem wracać autobusem przez Mościska. Więc pojechałam metrem do Dworca Gdańskiego, stamtąd pociągiem do Modlina. Bilet na pociąg+autobus na lotnisko kosztuje 15 zł. Z moją zniżką dla dinozaurów wyszło 12,60. (Dopisek z 2015 - teraz znów autobusy zatrzymują się na Młocinach, tylko, że jest ich mniej niż z Centrum).

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 181

No, to tutta pronta siedzę i czekam na Gianniego. Jest ciepło, a może i upalnie, przede mną całodzienna wycieczka, mam nadzieję, że podołam po wczorajszym jedzonku, piciu i mało przespanej nocy. Ale najpierw będą flamingi!!!

Wczoraj dotarłam do mojego gościnnego B&B Aromi Diversi, zostałam oprowadzona po pokojach (wszystkie piękne, i naprawdę ładnie pachnące :), później pojechaliśmy do portu, gdzie spotkałam się na smakowitej kolacji z moimi trapanesi :)

Opublikowano: 25 sierpień 2015
Odsłony: 158

Rano Gianni podjechał pod B&B Aromi Diversi. Całkiem niedaleko B&B znajduje się niezwykłe miejsce i niezwykły człowiek – Signor Noto, właściciel prywatnego kantoru z winem, nawet nie wiem jak się takie miejsce nazywa. Nie ma szyldu, żadnej informacji, ale co chwilę ktoś przychodzi z butelką plastikową, kanistrem. W środku przeogromne beczki z winem i puste, na wino. Te największe z XIX wieku! Pan Noto opowiedział mi, że te beczki przypłynęły statkiem, ale nie w całości, tylko rozłożone na deseczki, na których do dziś widać liczby – numery kolejne, pomagające złożyć beczkę na nowo. Niestety, nie ma komu przekazać swojej działalności, oraz tych imponujących, zabytkowych beczek, bo nikt z rodziny nie jest zainteresowany kontynuowaniem działalności…
Pan Noto sprzedaje wino – znane tutaj marki, takie jak Marsala, Zabibbo, a również własne wino, jak też ocet balsamiczny. Ale nie tylko z tego jest znany, bo pan Noto jest poetą, kiedyś mieszkał i pracował w Hiszpanii, gdzie śpiewał we włoskich lokalach. Udało mi się nakręcić – za jego zgodą – fragment piosenki i wiersza, specjalnie dla mnie… Niezwykłe miejsce, niezwykły człowiek!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 182

Palazzo Mokarta to niesamowite miejsce! Przepiękna kamienica z XVIII wieku, duże mieszkanie, bardzo ładnie urządzone. Wyjście na taras - dach z widokiem na morze – od Torre Ligny aż do Erice. Pod oknami ciągnie się miejska plaża. Aż szkoda było wychodzić stamtąd!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 180

Później pojechaliśmy na targ rybny, Gianni kupił trochę frutti di mare na kolację i witał się ze znajomymi, w sklepie obok kupił oliwki, a mnie się udało wreszcie kupić ser ricotta salata do penne alla Norma.

Później na samiutkim koniuszku Starego Miasta, tam gdzie miasto klinem wchodzi w morze zatrzymaliśmy się na ulicy metr od brzegu. Moje ulubione miejsce, domy rybaków nad morzem, ławeczka. Okazało się, że ten najładniejszy, niewielki domeczek z ławeczką należy do niego! Można tam sobie wynająć mieszkanko! Coś przepięknego!

Niedaleko przejeżdżając zaułkiem zobaczyliśmy starszego pana naprawiającego sieci – to jego zajęcie, całymi dniami siedzi tak na progu warsztatu i pracuje. Oczywiście, pozdrowiliśmy go...

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 175

W moim wspanialym, naprawde, palacu nie ma w tej chwili internetu, wiec wiecej jutro pewnie wieczorem z B&B. Teraz pisze na komputerze Gianniego, ale nie jest to zbyt wygodne, bo klawiatura inna i tak dalej. Wiec tylko powiem, ze dzis bylo super, kapalam sie, flamingi byly choc z daleka i troche po ciemku, a teraz czekam na kolacje, ktora szykuje Lilian. Wiec do jutra i pojechaliśmy do mieszkania Gianniego i Lilian. Malenka Vittoria, urodzona w lipcu dostała koszulkę - body z Jedziemy na Sycylię, dorośnie do niej na wiosnę.

Po południu pojechaliśmy wszyscy nad morze: Gianni, Lilian, Vittoria na rękach rodziców (goły brzuszek, gołe rączki i nóżki, bez czapeczki – nasze polskie mamy by chyba zawału dostały…) i Mateusz, który od roku mieszka w Trapani i współpracuje z Easy Trapani. Pojechaliśmy do Cornino, w miejsce, które się nazywa Scivolo di Cornino, czyli zjazd. W sezonie są tu drewniane platformy, żeby łatwiej wejść do morza, teraz niestety już zdemontowane, no bo jest po sezonie, choć upał i dużo plażowiczów. Atmosfera domowa, zaraz się znalazły jakieś ławeczki, Vittoria dostała coś w rodzaju łóżeczka.

Zejście do wody niełatwe (bez tych drewnianych ułatwień, po których zostały tylko belki), można naprawdę się ześlizgnąć. Woda chłodna na początku, a potem jest bardzo ciekawie bo miesza się tam zimna woda z cieplejszą, i pływając wyraźnie można to odczuć. Udało mi się trochę popływać z maską i fajką no i troszkę nakręcić – były ryby i różne porosty. Upalnie nie było, szczególnie po wyjściu z wody, ale pływało się fajnie. Potem pochodziłam trochę, bo nie powiedziałam, że jest to miejsce u podnóży Monte Cofano. Byłam tu w zeszłym roku, ale wtedy się nie kąpaliśmy.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 165

Wracając zajechaliśmy do prehistorycznej groty Scurati, gdzie jeszcze do lat 50 zeszłego stulecia mieszkali ludzie. Można tam zobaczyć jak żyli, jak pracowali, jak przetwarzali żywność. W Boże Narodzenie w głównej grocie urządzana jest Żywa Szopka, są zwierzęta i ludzie w dawnych strojach. Nasz przewodnik, w niezwykle charakterystyczny sposób pokazywał i opowiadał o życiu w wykutych w grocie pomieszczeniach.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 175

Wieczorem pojechaliśmy do salin w Nubii, gdzie zobaczyłam flamingi, co prawda z daleka, ale były. A zmrok w salinach to coś zupełnie niezwykłego... No i wieczorem Lilian przygotowała sutą kolację na bazie frutti di Mare, insalata pantesca, ośmiornica a na deser były owoce kaktusa i winogrona, do tego oczywiście wino – to od pana Noto, i również wino Gianniego. Na kolacji pojawiła się znajoma Gianniego, Giuseppina, dziewczyna z Pantellerii, która pracuje jako kucharka w różnych luksusowych restauracjach. Rozmawialiśmy długo o warunkach życia na wyspach, o problemach z pracą i różnych takich życiowych sprawach… Giusy pochwaliła Lilian za sałatkę (bo pantesca znaczy pantelleryjska ;)
W końcu późno w nocy dotarłam do mojego pałacu…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 189

Dziś jestem gościem w B&B Il Belveliero, które znajduje się w samiuteńkim porcie. Z okna widzę port, statki, wodoloty, o morzu już nie wspominając ;). B&B prowadzone jest przez Destination Trapani, którego przedstawicielem jest przemiły Giovanni. Destination Trapani wynajmuje kilka mieszkań w Trapani i pod miastem, oraz właśnie to B&B w mieszkaniu rodzinnym, a także przygotowuje się do otwarcia nowego B&B, które mamy niedługo obejrzeć.

Niepokoiłam się, że spanie w Il Belveliero będzie trudne, no bo przecież B&B znajduje się przy głównej ulicy, w porcie, skąd też wyruszają wodoloty. Podeszłam do sprawy na poważnie – zamknęłam szczelnie drzwi balkonowe i włączyłam klimatyzację na 18 stopni. Owszem, szumiała, ale był to jednostajny dźwięk, łatwy do zaakceptowania nawet, jeśli ktoś jest tak czuły na brak ciszy jak ja. Lepsze to niż co chwila przejeżdżające samochody, skutery, klaksony no i wodoloty. Spałam całkiem nieźle. Tym, którzy krytykują uliczne i portowe hałasy, polecam ten sposób.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 183

Giovanni należy do grupy Destination Trapani. Najpierw oprowadził mnie po B&B a potem pojechaliśmy zobaczyć inne prowadzone przez nich obiekty – najpierw urocze Il Cortiletto, niesamowicie charakterystyczna kamieniczka z wewnętrznym podwórkiem. Mnie się to miejsce ogromnie podoba i polecałabym je wszystkim, za wyjątkiem osób, dla których wejście po stromych i wąskich schodach może być problemem.

Później pochodziliśmy trochę po uliczkach starego miasta, a następnie Giovanni zawiózł mnie do kamienicy, w której urządzają drugi obiekt, będzie się nazywał, do pary z Il Belveliero - Il Gran Veliero (veliero to żaglowiec, a więc nocuję w Pięknym Żaglowcu, a ten nowy to będzie Wielki Żaglowiec…). Są tam gotowe już chyba 2 mieszkania, ale niezwykle ciekawe było zobaczyć, jak wygląda renowacja takiej starej kamienicy, gdzie zachowały się w doskonałym stanie wiekowe kafle na podłogach – kompletnie bez uszkodzeń (taki kafel jest chyba 3 razy grubszy od tych, które produkowane są dzisiaj…), częściowo też malowidła na ścianach, a projektanci starają się utrzymać styl, wyszukując meble i rozmaite dodatki, w stylu wnętrz wnętrz… W tej kamienicy, która ma być gotowa na wiosnę będzie więcej mieszkań do wynajęcia, ale też planowane jest tam urządzenie sal do prezentacji tutejszych zwyczajów, pracy rzemieślników, rybaków czy do prezentacji kulinarnych. W Destination Trapani młodzi ludzie mają masę pomysłów i propozycji: kto wynajmuje u nich pokój czy mieszkanie może też wziąć udział w wycieczce, prezentacji, degustacji czy innych atrakcjach…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 157

Giovanni pokazał mi też wnętrze kościoła Matki Boskiej opiekunki Trapani. Posąg Madonny jak mówi legenda, znalazł się, nie wiadomo skąd, w porcie. Postanowiono go przetransportować wozem sycylijskim na inne miejsce, więc załadowano go na wóz, ciągnięty przez dwa woły, które w pewnym momencie zatrzymały się i nie chciały już iść dalej. Tam więc postawiono kościół, w którym umieszczono posąg. Ludzie gęsiego podchodzą do ołtarza, kłaniają się Matce Boskiej, po czym okrążają ołtarz i zachodząc od tyłu dotykają ręką posągu, prawdopodobnie prosząc o coś Madonnę. Mnie spodobał się ogromnie wystrój kaplicy – majolikowe bogato zdobione ściany. Zaszliśmy do Muzeum, które znajduje się tuż za kościołem, ale nie wchodziliśmy do środka. W parku przylegającym do Muzeum bawiły się dzieci i panowała świąteczna atmosfera.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 206

Na 15 umówiłam się z Silvio Salerno, który wynajmuje dom w Bonagia pod Trapani. Silvio pracuje jako strażak i coś w nim jest ze strażaka – zdecydowany, energiczny, szczupły z krótkimi siwymi włosami, bardzo charakterystyczna twarz i sposób mówienia. Silvio bardzo chce, żebym na własne oczy zobaczyła jego dom i wszystkie jego zalety.A więc jedziemy tą samą drogą co wczoraj z Giannim w kierunku Monte Cofano. Bonagia jest trochę bliżej niż Cornino – w miasteczku najpierw Silvio pokazuje mi, że wszystko można tam znaleźć – pizzeria, sklep z pieczywem, mięsem, restauracja, trattoria i tak dalej. Przy głównej drodze panuje parterowa zabudowa.

Później skręcamy i krętą wąską uliczką dojeżdżamy do domu w niezwykle cichej i spokojnej dzielnicy. Muszę przyznać, że mieszkania w domu są urządzone bardzo ładnie, gustownie i do tego sympatycznie. Mieszkania na piętrze są w tej chwili w trakcie urządzania, a w sumie może tu zamieszkać grupa 13 osobowa. Na zewnątrz jest kącik do grillowania, zadbany ogród i sad, po jednej stronie domy wznosi się Erice, z drugiej strony widać za zielenią morze i Monte Cofano. Dla kogoś, kto podróżuje samochodem i szuka spokojnego wypoczynku miejsce idealne.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 148

Później zajeżdżamy na chwilę do domu Rino, brata bliźniaka Silvio. Tak samo charakterystyczny, podobny sposób mówienia. Rino wynajmuje turystom nieduże mieszkanko na Starym Mieście w Trapani. Później jedziemy zobaczyć to mieszkanie i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba. Znajduje się w starej dzielnicy miasta, okolica może nie jest szczególnie atrakcyjna, to znaczy budynki stare, odrapane i mało zadbane, ale nie należy się zrażać, bo takie już jest Stare Miasto, tu do renowacji jest masa budynków. Jednak już podwóreczko robi wrażenie, a te niesamowicie strome schody, prowadzące aż pod sam dach zapierają dech w piersiach. Mieszkanie jednak mieści się na parterze, jest nieduże, no ale kto zatrzymuje się na kilka dni, nie potrzebuje przecież salonów. Mogą tu się zatrzymać 2 – 4 osoby – jest podwójne łóżko, jest też drugie na antresoli. Urządzone znów z pomysłem, wdziękiem i starannością, które podziwiam… W kuchni powieszono długie stare lustro, okazuje się, że jest są to po prostu drzwi od starej szafy ze starym lustrem… Bardzo mi się tu podoba, a że w dodatku dwa kroki stąd czy do portu, czy do głównej trasy spacerowej starego miasta – via Vittorio Emanuele, wydaje mi się, że również to mieszkanie jest warte polecenia, szczególnie dla osób, które chcą zamieszkać w centrum starego miasta i mieć wszędzie blisko.

Później jeszcze smakowite lody i rozstajemy się z Silvio, umawiając się na wieczór, kiedy to zaproszona jestem do pizzerii Da Calvino, tej najstarszej, słynnej, niezwykłej, mieszczącej się ponoć w niegdysiejszym domu publicznym…

A Internet w netbooku w ogóle przestał działać, już nawet nie widzi możliwych połączeń. Tajemnicza sprawa…
Jutro rano Favignana, po powrocie spotykam się z Polką, mieszkającą w Trapani od lat 80-tych, przewodniczką po Zachodniej Sycylii, Eleną.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 190

Teraz zbieram się, o 9.15 wyrusza mój wodolot linii Ustica. Mam zamiar wypożyczyć na wyspie rower, a może popłynę na wycieczkę łodzią, zobaczę. Mam czasu dość, wracam najprawdopodobniej o 17.

(po powrocie, pierwsza część relacji...)

Wróciłam do moich zwyczajów – zmęczyć się do granic możliwości, albo nawet poza – to mój styl… A żeby było jeszcze fajniej, rano doznałam po raz enty w tym roku czegoś, co po włosku nazywa się „colpo di strega”, czyli kopniak wiedżmy – czyli, strzyknęło mi w kręgosłupie. Fajna sprawa, jak się ma przed sobą całodzienną wycieczkę po wyspie. A więc bez leków się nie obeszło, i sykając co chwilę wyszłam z domu. Do portu z B&B jest minuta drogi, trzeba przejść przez jezdnię i już.

W porcie na Favignanie najpierw porozglądałam się za wycieczkami łodzią, ale nic takiego nikt nie ofertował. Potem jeszcze podeszłam do przetwórni tuńczyka, chcąc ją zwiedzić, ale nie znalazłam wejścia, kasy, nic w tym rodzaju. Więc wypożyczyłam rower (5E), wrzuciłam do koszyka plecak i pojechałam na objazd wyspy. Wiedząc, że chcę absolutnie popływać w zatoce Cala Rossa, która jest na tej wschodniej, płaskiej stronie wyspy, pojechałam w drugą stronę, objeżdżając górę Monte di Caterina. W pewnym momencie droga była zagrodzona szlabanem, tu nie wolno wjeżdżać, niebezpieczeństwo, mogą się osuwać kamienie. Droga prowadzi więc tunelem. Hm, co robić – w tunelu będzie chłodno, to jest plus. Ale mój rower nie ma lampki, to minus. Jest chodnik za barierką, ale tam nie pojadę, musiałabym iść, a to trochę za długo by trwało. Więc z narażeniem życia przejechałam po jezdni, licząc na to, że kierowcy będę mieli włączone światła. Ja, która przegoniłabym z wszelkich dróg rowerzystów, jako największe zagrożenie na drodze… Udało mi się przejechać przez tunel bez uszczerbku na zdrowiu. Pedałowałam wzdłuż domów, gospodarstw, domów do wynajęcia, mając wciąż słońce w twarz a morze z boku, w oddali. Po pewnym czasie postanowiłam posmarować twarz i ręce kremem z filtrem, który w tym celu zabrałam z domu – słońce paliło mocno, a ja w tym roku nie opaliłam się wcale. Tylko że niestety, okazało się, że nie wystarczy przywieźć krem na Sycylię, trzeba go jeszcze zabrać na wycieczkę… Skutek to czerwone ręce, dekolt i trochę nos… No trudno, co zrobić.

Nie da się okrążyć tak zupełnie Monte Caterina, ale dojechałam najdalej jak się dało, do Punta Faraglione. Miejsce piękne, przede mną niedaleko Levanzo, morze w kolorach nie do opisania… Połaziłam, a potem wróciłam do roweru. Teraz niestety, trzeba zrobić tę samą drogę z powrotem. Ale nic to, choć już nieźle zmęczona, dojechałam w końcu do tunelu i później do rozwidlenia drogi, na którym wcześniej skręciłam w kierunku zachodnim. 

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 155

Teraz przede mną okrążenie wschodniej części wyspy. Tu jest prawie zupełnie płasko. Jadąc wybrzeżem odwiedziłam prawie wszystkie zatoki, zrobiłam zdjęcia plażom. Kilka piaszczystych plaż z cudownie kolorową wodą kusiło, ale ja byłam twarda – mój cel to Cala Rossa. W końcu dojechałam do miejsca, które mi się bardzo podobało, Bue Marino czyli krowa morska, czy może morski wół… Tu bym mogła zostać. Plaża kamienista, ale płaski, wygodny kamień, widać jakąś grotę – patrzyłam z góry. Jak mi się nie spodoba w Cala Rossa, tutaj wrócę. Jadę więc dalej, wiem, że Cala Rossa jest niedaleko.

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 145

Pedałuję już naprawdę z trudem, nie przywykłam do kilkugodzinnego pedałowania… W końcu widzę tablicę – Cala Rossa. W dole cumują łodzie na cudownie krystalicznej wodzie, widzę ludzi, opalających się na kamieniach. Teren trudny, sterczące wielkie skaly, pocięte dla pozyskania tufu – wysoka skała, głęboka przepaść, i tak jedna koło drugiej. Ale ci ludzie tam się opalają, więc jakoś tam się można dostać…

Z trudem znajduję zejście po kamieniach, rozbijam się na niewielkiej półce skalnej. Stąd do morza trzeba się dostać po oblanych wodą głazach, śliskich a również kaleczących stopy. Wzięłam maskę, fajkę, aparat, ale butów do pływania nie wzięłam, za ciężkie. Jakoś udało mi się dotrzeć do morza, popływałam, poganiałam się z rybami, może coś wyjdzie z filmików. Potem trzeba wrócić na moją półkę skalną. Już samo znalezienie mojego miejsca nie jest łatwe. Ale widzę w końcu plecak za głazem, to tutaj. Morze było bardziej łaskawe niż w Cornino, gdzie nieźle pocięłam się na skałach. OK. to się udało.

Ale teraz trzeba się stąd wydostać na górę. Jak to zrobić? Jakoś zeszłam, to powinnam i wejść na górę, ale którą drogę wybieram, za każdym razem znajduję się na skale, z której nie ma przejścia dalej – przepaść i tyle. No to jak mam się stąd wydostać???? W końcu zauważam w dole ścieżkę. Idę tam, ścieżka prowadzi dość daleko od miejsca, w którym zeszłam, ale ścieżka jest dość zdecydowana więc gdzieś mnie zaprowadzi. I w końcu co widzę: przede mną plaża! Normalna plaża, łatwe zejście, ludzie się kąpią, dzieciaki taplają się w wodzie! Czyli mogłam wykąpać się w Cala Rossa zwyczajnie, po prostu, jak wszyscy normalni ludzie, nie ryzykując i nie utrudniając sobie życia! Może gdyby tablica, wskazująca nazwę Cala Rossa pokazała jeszcze strzałką drogę do plaży, byłoby łatwiej…

Kusiło trochę, żeby jeszcze tutaj popływać, ale jednak było to trochę skomplikowane – przebieranie się i tak dalej, no i czas mi się kończył. Pozostało jeszcze jedno do zrobienia – gdzieś na górze zostawiłam mój rower, przymocowałam go do tablicy informacyjnej. No i guzik, nigdzie go nie mogłam znaleźć, w ogóle, okolica jakaś inna się zrobiła. Pomyślałam, że może jadąc rowerem do plaży skręciłam w jakąś drogę, a teraz jestem na innej, więc poszłam w odwrotnym kierunku daleko, szukając takiego rozwidlenia – i nie znalazłam… W końcu stwierdziłam, że to nie ma sensu, wróciłam, jest zejście do Cala Rossa a roweru ani śladu… Zrobiło się nieciekawie, wiem, że rower gdzieś tu jest, ale co zrobię, jeśli go nie odnajdę??? Zeszłam w kierunku tego wysokiego brzegu ze skałami, poszłam mocno w prawo (podczas gdy plaża jest po lewej). Kiedy już myślałam, że to niemożliwe, w końcu zobaczyłam drania! Stał sobie spokojnie i czekał, przymocowany do tablicy! Uff!!!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 176

Teraz już przede mną jedno jedyne zadanie – dotrzeć do portu, gdzie mogę oddać mój odnaleziony pojazd, przyznam – uwolnić się od niego… Po drodze docieram jeszcze na cmentarz… Potem oddaję rower, kupuję bilet na wodolot. Tym razem wybieram Siremar (przypłynęłam Ustiką). Ustica płynie o 17.10, Siremar o 17.25. W ten sposób mam jeszcze odrobinę czasu, żeby pokręcić się po wyspie i zjeść granitę, która przywraca mnie trochę do życia, bo zgrzana, zmęczona ledwo żyję. Teraz dla odmiany robi mi się trochę zimno, bo granita jest nieźle schłodzona.

Mój wodolot to Calypso! Kto czytał mój blog z Wysp Eolskich może pamięta moją przygodę na Salinie, gdzie po odpłynięciu wodolotu zorientowałam się, że nie mam etui od aparatu fotograficznego z baterią! Było nieciekawie, ale po zgłoszeniu zguby w biurze Siremar, którego pracownicy zadzwonili na wodolot, moja zguba została odnaleziona, pozostał jeszcze problem, jak ją odebrać. Na szczęście ten wodolot – a było to Calypso! – przypływał na Salinę następnego dnia na pół godziny przed moim zaplanowanym rejsem! Dzięki temu udało mi się odebrać zgubę, i Calypso stało mi się bliskie, tym bardziej, że potem jeszcze parę razy nim płynęłam. I traf chciał, że z Favignany do Trapani tym razem popłynęłam znów wodolotem Calypso!!! Zauważyłam tu też kilka osób z obsługi, które zapamiętałam sprzed dwóch lat z hakiem!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 130

Jeszcze nie zdążyłam wejść do B&B kiedy dostałam wiadomość od Eleny – Polki, mieszkającej w Trapani, która pracuje tu jako przewodniczka turystyczna. Elena zaprosiła mnie na spotkanie, pogaduchy, spacer i kolację. To był przemiły wieczór, niezwykła osoba o ciekawej historii osobistej. Poznałam też jej męża, Adriano.

Na kolację poszłyśmy do restauracji Sapori Antichi, gdzie wreszcie spróbowałam doskonałego cous cous di pesce. Elena poprosiła szefa kuchni o przygotowanie mi tego dania w najbardziej tradycyjny sposób, opowiadając kim jestem i skąd się tu wzięłam. Dostałam talerz kaszy cous cous, a na półmisku owoce morza i gotowaną rybę, a wszystko w smakowitym rzadkim sosie. Wytłumaczono mi, że należy tym sosem polewać kaszę, a rybę nabierać z półmiska. Czyli, nie miesza się wszystkiego, jak myślałam, jak jedno danie. Objadłam się po uszy, zostawiłam trochę kaszy, ale rybom, owocom morza, małżom i innym smakowitościom nie darowałam!

Oczywiście, było wino, mój ulubiony żółty sycylijski chleb, potem amaro. No i pogadałyśmy z Eleną o życiu, o jej przeżyciach, o jej pracy. Myślę, że miło jej było porozmawiać po polsku… Znów przemiła, sympatyczna, niezwykła osoba…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 117

Umówiłam się z Angelo, że przedpołudnie przed odlotem spędzę w Bella Trapani. Więc rano spakowałam się, zjadłam smakowite śniadanie w B&B Il Belveliero, pożegnałam się z Giovannim, udało mi się jeszcze poznać jego wspólnika, Gaspare. Zabrałam walizkę i poszłam do Bella Trapani. Tu jak zwykle niesamowicie rodzinna, sympatyczna atmosfera. Pogadaliśmy o możliwościach i planach, potem pojawił się Ignazio, właściciel B&B, il Capitano. Poszłam pogadać do jego biura nieopodal, poznałam jego współpracowników i jego żonę, o której do tej pory tylko słyszałam. Wszyscy witają mnie tutaj jak bliską osobę…

Potem z Angelo poszliśmy na przystanek, jeszcze pogadaliśmy zanim nadjechał autobus – i pożegnaliśmy się, jak ze wszystkimi – do zobaczenia niedługo…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 118

Zaskoczona byłam po raz drugi, nie wiem, czy to nowe porządki w Ryanair, jeśli tak, to są to zmiany na lepsze: znów żadnego mierzenia, ważenia ani też oglądania bagażu. Kiedy zaczyna się boarding, każdy pokazuje jedynie kartę pokładową, a pracownica Ryanair zerka na dokument. Trwa to sekundę i następny. Czyli – koniec z tym nieprzyjemnym straszeniem ludzi wagą bagażu, z tym przepakowywaniem, upychaniem, sprawdzaniem ilości bagażu podręcznego? Tak było w Modlinie, to samo w Trapani, gdzie przecież rok temu i za każdym razem kiedy leciałam wszystko było skrupulatnie sprawdzane, a kto miał nadbagaż musiał zapłacić niemałą sumę. Nie wiem, czy ktoś kto się ucieszy z moich obserwacji może być pewien, że tak już teraz będzie, w każdym razie odetchnęłam z ulgą. Hm, mogłam więc kupić coś do domu, nie martwiąc się o wagę bagażu…

W Krakowie czeka na mnie Ania, sycylomaniaczka, która – jak w zeszłym roku – przyjedzie po mnie na lotnisko. I nie tylko, bo tak się składa, że jutro musi być w Warszawie, a więc pojedziemy razem! Hip hip hura!

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 117

Chciałabym przeprosić tych, których wprowadziłam w błąd informacjami na mojej stronie. Pewne rzeczy są już nieaktualne:

- pisałam często że bilet na autobus z lotniska do Trapani kupuje się w okienku na lotnisku. Tak było, ale już nie jest. Bilet sprzedaje kierowca. Natomiast kiedy się jedzie z portu na lotnisko, należy kupić bilet w agencji Egatour, naprzeciwko przystanku. Rok temu widziałam, że bilety sprzedawał kierowca, tym razem spojrzał mi głęboko w oczy. Musiałam szybko pobiec do agencji…

- pisałam też, że na lotnisku można poprosić kierowcę, żeby chwilę poczekał. Tak było, ale niestety, już nie jest. Widziałam jak kierowca odpowiedział takiej osobie – potem, potem. Czyli ten ktoś musiał poczekać na następny autobus – potem. Widziałam też ludzi, którzy z bagażami biegli do autobusu, kiedy ten ruszył. Kierowca się nie zatrzymał. Przykre, ale prawdziwe. Dowiedziałam się, jaka jest przyczyna takiej zmiany: niestety, na lotnisku trwa wojna między taksówkarzami a kierowcami autobusów. Jeśli taksówkarze zauważą, że kierowca odjedzie choćby chwilę po czasie, robią alarm, potrafią donieść do agencji na takiego kierowcę. Dla nich taki kierowca odbiera im potencjalnych klientów… Stąd, kierowcy, żeby nie mieć problemów niestety, nie mogą sobie pozwolić na uprzejmość…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 119

Bilet AST Trapani – Lotnisko kosztuje 4.90. Uwaga, informacje podane na stronie AST w wyszukiwarce są najbardziej wiarygodne! Byłam świadkiem, jak w agencji Egatour, która sprzedaje bilety na autobus, powiedziano dziewczynom, że autobus którym chciały jechać jeździ tylko w niedzielę, tymczasem na stronie AST na ten dzień (wtorek) był podany ten autobus. Na próbę Angelo zaprowadził dziewczyny na ten podejrzany autobus, i okazało się, że autobus był, czyli w Egatour mieli niesprawdzone informacje.

Jeśli na lotnisku musicie poczekać długo na autobus do miasta – bo rozkład jazdy niestety, jest tak sporządzony, żeby dać fory taksówkarzom – rozejrzyjcie się, czy razem z wami nie czekają inni Polacy. Dogadajcie się na wspólne wzięcie taksówki. Cena taksówki rozłożona na 4 osoby będzie niewiele wyższa niż cena biletu autobusowego. To może mieć sens, zamiast czekać np. godzinę na autobus.

Nie ma sensu kupować biletu powrotnego na wodolot. Są dwie linie (Siremar i Ustica), i na wyspie możecie zdecydować, że chcecie wrócić wcześniej lub później. Nie ma strachu, że biletów nie będzie. Sprawdźcie rozkład obu linii i kupcie bilet jak już będziecie się zbierać do powrotu.

Natomiast odwrotna sprawa z kolejką na Erice: zawsze kupujcie bilet tam i z powrotem! Bilet jest ważny jeden dzień i w przypadku, jeśli z powodu warunków atmosferycznych kolejka przestaje działać, ten bilet gwarantuje wam powrót autobusem.

Muszę już wyłączyć netbook, bo za chwilę lądujemy… Co prawda stewardessa przeszła obok mnie i nic nie powiedziała… Ciekawe jak będzie w Polsce, jestem w koszulce z krótkim rękawem… Tu nad chmurami świeci słońce i ma się wrażenie, jakby było tak samo ciepło i słonecznie jak tam…

Opublikowano: 24 sierpień 2015
Odsłony: 105