MonopoliAni2021... Po roku niemalże beznadziei, roku kiedy nie ośmielałam się nawet marzyć o podróżach pojawiło się jakby światełko w tunelu...

O Monopoli zamarzyłam ze dwa lata temu, kiedy od Ani dostałam to zdjęcie (obok). Zapytałam - a gdzie jest tak cudnie - napisała: Monopoli. Przyznam się ze wstydem, że po raz pierwszy usłyszałam tę nazwę, ale te łódki na tle jasnych kamienic zrobiły na mnie takie wrażenie, że zaczęłam szukać.

Monopoli, urocze miasteczko nad morzem, niedaleko Bari, Apulia (po włosku Puglia). Urokliwe stare miasto, liczne plaże, a do tego blisko i łatwo dojechać do wielu pobliskich atrakcji. Już wtedy postanowiłam, że muszę tam dotrzeć. Półtora roku temu, kiedy wróciłam z Neapolu doszłam do wniosku, że najbliższe moje podróże to krótka, parę dni, najchętniej wiosną - Neapol, sam tylko ON, bo będąc tam widziałam wiele, ale w Neapolu zostało tak dużo do zobaczenia. A ta długa, jak się uda - to właśnie Monopoli, dwa tygodnie tam, na spokojnie, z odwiedzaniem pobliskich miasteczek. 

Potem się zrobiło nieciekawie, bo nie tylko z powodu pandemii, ale też z powodów rodzinnych musiałam marzenia o podróżach odłożyć na później. Ale ja w tym jestem dobra - ciekawą podróż zawsze lepiej mieć przed sobą... Czasami zaglądałam na airbnb szukając możliwości, czytałam blogi nie tylko o Monopoli ale też o Apugli, szukałam połączeń. Tak na potem. 

W tym roku przyszła nadzieja. Wierzę, że szczepienia pozwolą nam za kilka miesięcy zacząć nieśmiało wracać do normalności. Jestem już po pierwszej dawce. Zaczęłam marzyć, że może uda się tej jesieni. I znów zajrzałam na Airbnb i trafiłam na niezwykłą okazję. Mieszkanko na Starym Mieście, dwa kroki od morza, doskonałe opinie, w sezonie oferowane za typowe 50-60 euro za dzień - ale w terminie jaki sprawdzałam - 27 września - 11 października, kiedy latają do Bari samoloty z Modlina kosztuje tylko 18 euro za noc! Sprawdzałam wiele razy, czy jest tu jakiś haczyk, czy coś może pomyliłam, ale nie. Do tego opinie wszystkie chwalą ogromnie tak mieszkanie, lokalizację jak i właścicielkę. Nie miałam zamiaru jeszcze rezerwować, ale chodziłio mi po głowie, że jest to okazja, jaka potem może się nie trafić, a do tego do połowy września można zrezygnować otrzymując pełny zwrot... No więc kości zostały rzucone! Zarezerwowałam!

Luzia, właścicielka mojego mieszkanka to przemiła młoda osoba, tak ona jak jej mama obiecują mi wszelaką pomoc w poznawaniu ukochanego przez nie miasta. Teraz tylko trzymać kciuki, żeby się udało! (a Neapol, miejmy nadzieję, przyszłą wiosną...)

Opublikowano: 10 kwiecień 2021
Odsłony: 190

Do mojego wyjazdu jeszcze trzy miesiące, więc jak na razie nic specjalnego się nie dzieje ;) Od zarezerwowania mieszkania w Monopoli obserwuję co pewien czas ceny biletów z Modlina do Bari. Interesują mnie tylko bilety z bagażem rejestrowanym. Do tej pory cena biletu się nie zmieniała, było to ok. 790 zł (z bagażem, w obie strony). Dziś cena trochę spadła, jest to 700 zł. Ciekawe, co będzie dalej...  Wiem, że Ryanair oferuje sporą zniżkę jako promocję biletów w miesiącu poprzedzającym lot. Ciekawe, czy na wrzesień taka promocja będzie... No i czy można z niej skorzystać, jeśli wylatuje się w jednym miesiącu a wraca w drugim. No i ciekawe, czy wytrzymam do sierpnia z zakupem biletów...

Ważne, że zniesiony został nakaz noszenia maseczek na ulicach. Nie chciałabym odwiedzać tych miejsc w maseczce, ani też chodzić między ludźmi w maskach. Rozumiem, że maski chronią, noszę kiedy trzeba, jestem zaszczepiona. Jednak nigdy się nie przyzwyczaję do widoku ludzi w maskach i chciałabym bardzo, żeby to minęło...

Opublikowano: 29 czerwiec 2021
Odsłony: 100

Dziś kupiłam bilet w tamtą stronę! Zgodnie z tym, co zaobserwowałam, od 1 sierpnia spadły ceny na bilety we wrześniu. A więc udało mi się kupić bilet z Modlina do Bari za 200 zł. Myślę, że taniej już się nie dało, biorąc pod uwagę, że zniżki dotyczą jedynie tego najtańszego możliwego biletu (bez bagażu rejestrowanego), a wszystko co ponad jest stałe. W ten sposób mam już bilet w tamtą stronę no i po drugie, minimalizuję ryzyko straty w przypadku, gdyby nic z wyjazdu nie wyszło... We wrześniu mam nadzieję kupić również jak najtaniej bilet powrotny...

Opublikowano: 02 sierpień 2021
Odsłony: 84

Moja stratega w celu kupienia jak najtaniej biletu powrotnego nie wypaliła... Ryanair we wrześniu nie zrobił oferty zniżkowej na bilety w następnym miesiącu, zmienił propozycję, dając zniżkowy bilet tym, co kupują dwa bilety w jednym kierunku (co mnie nie dotyczy). I co gorsza, od kilku dni cena biletu 11 października zaczęła gwałtownie rosnąć... Najpierw przyglądałam się temu uważnie, ale po paru dniach, kiedy z 54 Euro za lot (z walizką oczywiście) zrobiło się 85 E, wpadłam w popłoch. Oczywiście, cena może jeszcze spaść, ale nie mogę ryzykować. Na szczęście następny lot jest we wtorek, 12 października, i tu jest cena taka jak kilka dni temu za 11 października. Niestety, we wtorki samolot startuje z Bari o 9 rano, czyli trzeba będzie wyjechać z Monopoli przed świtem...

Szybkie sprawdzenie, mój dom w Monopoli w następnych dniach jest wolny, więc zapytałam Luzię tak dla formalności, czy się zgadza, sugerując, że załatwimy to jak już będę na miejscu. Po chwili odpisała, że oczywiście, więc bilet kupiłam. W międzyczasie cena wzrosła o 5 E... Za bilet zapłaciłam 59,99. Będę się wkurzać, jeśli ceny spadną, szczególnie przez tę konieczność wstania tak wcześnie rano, ale nic na to nie poradzę. Oczywiście, trzeba będzie zapłacić za jeden dodatkowy nocleg, ale przynajmniej wiem, za co płacę...

Opublikowano: 02 wrzesień 2021
Odsłony: 66

Sassi di MateraBędąc w Monopoli mam zamiar odwiedzić kilka pobliskich ciekawych miejsc. Chyba najbardziej pociąga mnie skalne miasto - Matera. Właściwie Matera znajduje się nie w Apulii ale w regionie Basilicata, jednak jest to bardzo blisko Monopoli. Żeby móc przeżyć w pełni pobyt w tym niesamowitym miejscu (opiszę je dokładniej kiedy już tam będę...) postanowiłam zatrzymać się tam na jedną noc. Dzisiaj zarezerwowałam nocleg w bardzo ciekawym pensjonacie, znajdującym się w pomieszczeniach, wydrążonych w skałach Sassi. Będę tam 6 i 7 października.

Opublikowano: 06 wrzesień 2021
Odsłony: 75

Siedzę na lotnisku w Modlinie, jak narazie procz maski nie ma zadnej kontroli w kierunku covidu, nikt nie sprawdza nic procz biletu. Zobaczymy co dalej. Lece z walizka i tzw malym bagazem ( mały trekingowy plecak), jakos calkiem nie moglam sie pomiescic... Jest wyjatkowo cieplo u nas rano, a co dopiero bedzie w Bari.,. Dzis ma byc najcieplej, pozniej niestety pogoda ma sie popsuc, ma padac i temperatury tak 22-23 stopnie nie wiem jak z plywaniem bedzie...

Opublikowano: 27 wrzesień 2021
Odsłony: 70

Mimo prognoz, według których dzisiaj powinno być upalnie i słonecznie, jest raczej ciepło, ale niebo zachmurzone... Czy to znaczy, że pogoda się popsuje wcześniej, niż przepowiadają prognozy? Nikogo na lotnisku ani w samolocie nie interesował ani mój green pass, ani wypełnione formularze...

Wymyśliłam sobie, że nie spiesząc się pojadę autobusem miejskim z lotniska na dworzec, przyjrzę się miastu, zanim tu wrócę na dokładniejsze zwiedzanie no i przy okazji zaoszczędzę odrobinę, bo zamimast 5 euro za pociąg lub 4,50 za Shuttle zapłacę tylko 1,60 za bilet autobusowy. No cóż, pomyliłam się w tych planach, jedyne co się udało, to zaoszczędzić i to jeszcze więcej: okazało się, że nieprawdą jest to, co przeczytałam w przewodniku, kierowca nie sprzedaje biletów, a ja znalazłam się w autobusie po dłuższym oczekiwaniu i nie miałam biletu... Już miałam wysiadać (w tłumie i z walizką), kiedy jakieś miłe panie dały mi skasowany bilet, chciałam zapłacić, ale nie chciały pieniędzy...

Natomiast kompletnie nie zobaczyłam miasta, bo raz że w autobusie było pełno, a dwa, choć siedziałam przy oknie (z nogami na walizce...), to na oknie były podobno nalepione reklamy, których nie widać było od wewnątrz, za to były na oknie drobne wzorki przez które prawie kompletnie nic nie było widać. Autobus jechał długo, siedziało się niewygodnie i trochę pożałowałam mojego wyboru.

Kupując bilet na pociąg do Monopoli zapytałm kiedy i skąd najbliższy pociąg i dokąd dalej jedzie. Pani mi powiedziała, że z pierwszego peronu i już nie pamiętam dokąd. Wsiadłam, a później konduktorka mi poradziła, żeby na następnej stacji się przesiąść, bo ten pociąg zatrzymuje się na wszystkich stacjach i jedzie dużo dłużej od pociągu, który jedzie do Lecce, który będzie w Monopoli pół godziny wcześniej. Tak zrobiłam, i już niedługo na dworcu spotkałam się z Luzią :)

 

Opublikowano: 28 wrzesień 2021
Odsłony: 63

Luzia, sympatyczna dziewczyna, właścicielka mojego mieszkania (MeLu Home, możecie znaleźć  na Airbnb) czekała na mnie przed dworcem i już niedługo kluczyłyśmy w labiryncie białych uliczek starego miasta Monopoli. Oj, będzie się trzeba nauczyć jak wrócić do domu kiedy z niego wyjdę :)

Moje mieszkanko mieści się na pierwszym piętrze, niewysoko, ale trzeba tu wejść po stromych schodach, pocieszałam się wciągając walizkę, że czeka mnie tylko jeszcze schodzenie z nich z walizką za dwa tygodnie i jeden dzień, bo bez walizki to żaden problem :) Mieszkanko jest nieduże, ale bardzo wygodne i ładne, na podłodze leżą kamienne płyty, a sufit jest również wykończony tak, jak podcienia z kamienia na starym mieście. Mam kuchnię połączoną z jadalnią z kanapą i sypialnię, a także dwie małe łazienki i dwa małe balkony. Myślę, że będzie mi tu dobrze...

Opublikowano: 28 wrzesień 2021
Odsłony: 65

Rano wybrałam się na większe zakupy, wczoraj próbowałam to zrobić, ale znalezienie jakiegoś większego sklepu w pobliżu naprawdę nie jest łatwe. Wczoraj udało mi się jedynie kupić kawę i mleko no i amaretti do kawy :). Dziś idąc i rozglądając się zauważyłam jakąś panią z zakupami w reklamówkach z Carefura. Nie to, żebym marzyła o tym właśnie sklepie, ale lepszy taki niż nic. Więc poprosiłam o wskazówki, jak go znaleźć, było skręcić w lewo, potem w prawo potem i  potem i potem, jak zwykle za chwilę przestałam łapać o co chodzi, ale podziękowałam i poszłam w tym pierwszym kierunku...

Najpierw doszłam do plaży, tej najbliżej, przy Porta Vecchia. Nie wyglądało to zachęcająco, jakoś tak  ponuro, ktoś tam się kąpał, ale czy ja się zdecyduję? Potem kluczyłam, zobaczyłam reklamę jakiegoś innego supermarketu, ale wcale go nie znalazłam, postanowiłam wrócić bliżej domu i niemal na jakimś podwórku znalazłam Carefour... Dzięki temu mam co jeść na najbliższe dni, jeszcze tylko owoce no i jakaś oliwa w małej butelce by się przydała...

W południe zrobiło się troche ładniej, pokazało się słonko, więc postanowiłam wypróbować tę plażę... I było super, bo choć woda idealnie ciepła nie jest, to da się pływać, na plaży tłumów nie ma, a potem słonko zrobiło się bardziej energiczne :) Popływałam z godzinkę, poleżałam z kwadrans i postanowiłam wrócić do domu i coś zjeść, aż tu nagle zwróciłam uwagę na bar przy Porta Vecchia - różnych barów jest tu pełno, ale ten oferuje moje ulubione tak zwane puchary z owocami morza! No więc natychmiastowa decyzja i dzisiejszy obiad to smażone kalmary... I z pewnością wrócę tam nieraz!

Opublikowano: 28 wrzesień 2021
Odsłony: 56

Po południu wyszłam z myślą, żeby trochę zorientować się w plątaninie uliczek, a także chciałam znaleźć jakiś inny większy sklep, żeby dokupić to, czego mi brak. Co z tego wynikło? Może zacznę od końca: chodziłam tak jakieś trzy, cztery godziny i nie znalazłam po prostu żadnego, ale to żadnego sklepu! Owszem, bywają nieczęsto małe sklepiki (mówię o spożywczych), takie jak sklep z serami czy z wędlinami i mięsem, a także takie z tutejszymi specjałami. Ale ja potrzebowałam jakiegoś zwykłego supermarketu, gdzie mogłabym kupić na przyklad małą butelkę oliwy, długopis, coś na śniadanie... Po raz kolejny się dziwię, jak oni to zorganizowali... U nas takie sklepy są dosłownie co dwa kroki. Wiem, tutaj to nie u nas, zwyczaje są różne, ale ten akurat jest bardzo, bardzo niewygodny.

planDruga sprawa, że usiłując połapać się w kierunkach w okolicy domu najpierw - kiedy postanowiłam pójść trochę dalej, wciąż niechcący wchodziłam na moją ulicę, nawet, jak mi się wydawało, że jestem już w całkiem innej części miasta. Potem, kiedy chciałam już wrócić, wciąż dochodziłam gdzieś dalej, ale nie tam, gdzie mi się wydawało. Jakby to stare miasto co chwilę zmieniało kształt... Może to dlatego, że jeśli popatrzeć na plan, to stare miasto ma kształt odrobinę podobny do koła, więc idąc niby prosto wciąż kręcę się w kółko...

I jeszcze to słońce: wstrzymywałam się wcześniej ze zdjęciami, bo czekałam, aż sfotografuję te miejsca w ładnym oświetleniu, ale choć słonko już całkiem energicznie świeci, to oświetla szczyty domów i najczęściej nie dociera w uliczki... No to wzięłam się za pstrykanie, co robić...

Dotarłam do tego słynnego miejsca z łodziami - Porto Vecchio, którego zdjęcie kiedyś tak mnie zachwyciło, że postanowiłam tu przyjechać. Zaintrygowała mnie katedra, wciśnięta między uliczki, z ostrą bramą, którą trudno zobaczyć w całości, a już objąć w kadrze, prawie się nie da. Tuż pod jej szczytem, prawie w niebie, umieszczony jest obraz Matki Boskiej.

Po powrocie do domu sprawdziłam prognozy i z radością odkryłam, że zlitowały się i odsunęły gdzieś tam na dużo później zapowiadane wcześniej deszcze. Zastanawiam się, czy nie warto byłoby pomyśleć o jakiejś krótkiej wycieczce, może Ostuni? Chciałabym jutro wypróbować trasę od domu do dworca, no i koniecznie informacja turystyczna, gdzie muszę się dowiedzieć, jak to jest z tym dojazdem do Alberobello... 

Opublikowano: 29 wrzesień 2021
Odsłony: 49

Dziś rano wybrałam się na dworzec, przede wszystkim żeby mieć orientację w stronach świata, no i z dworca będę nieraz wybierać się na wycieczki a na koniec przed świtem będę tam musiała przyciągnąć walizkę... Dotarłam, faktycznie, jest to jakiś kwadrans. Przed dworcem w informacji turystycznej dostałam rozkład jazdy autobusów do Alberobello (w internecie kompletnie nic nie dało się znaleźć, a nawet na stronie przewoźnika Lentini Alberobello nie istnieje. To będzie za parę dni, a dziś... skoro już tu jestem to pomyślałam, a co tam, mogę skoczyć do Ostuni. To blisko, miasteczko malutkie, pojadę, obejrzę i wrócę... Zrobiło się może nie dokładnie tak po prostu, z różnych powodów, wróciłam nieźle zmęczona pod wieczór, ale zadowolona bo wracając z dworca całkiem przypadkiem trafiłam na Despar, tutejszy supermarket i wreszcie mam oliwę :)

OstuniNo dobra, a teraz Ostuni, najpierw jak tam jechałam: kupiłam bilety w automacie (5,20 w obie strony) i pracownika dworca zapytałam, jaki to kierunek, dokąd jedzie pociąg. Powiedział, że Fasano, pociąg za 35 minut, no to sobie trochę połaziłam dookoła dworca i w końcu ruszyłam. Nie wiedziałam ile to będzie przystanków, no ale jak zobaczyłam, że pociąg zatrzymuje się na pierwszej stacji i jest to ... Fasano, to zgłupiałam. Wszyscy wyszli, no to i ja. Okazało się, że pociąg do Fasano jedzie tylko do Fasano, proste, no nie? Ale ja nie wiedziałam co jest pierwsze, Fasano czy Ostuni, jednak pan na dworcu powinien to wiedzieć... Okazało się że muszę się przesiąść w inny pociąg, który jedzie do Lecce, tylko że ... za godzinę... Próbowałam się przespacerować, ale w okolicy dworca było bardzo nieciekawie więc spędziłam godzinę na ławce... (to już półtorej, z oczekiwaniem na dworcu w Monopoli). Gdybym wiedziała, że pociąg jest za półtorej godziny to bym raczej dziś się nie decydowała, albo bym jakoś ten czas sensowniej spożytkowała... (zdjęcie powyżej nie jest moje, źródło)

Kiedy przyjechałam do Ostuni, trzeba było dostać się do miasta, bo dworzec jest jakieś 4 km od centrum. Z rozkładu niewiele można było się zorientować, za to co chwilę na przystanek przyjeżdżali taksówkarze i namawiali na kurs za 5 euro... Ktoś tam się skusił, ale większość nas nie. No więc tak minęło chyba jakieś 45 minut... W końcu przyjechał autobus, wspiął się na wzgórze, gdzie znajduje się miasto i wysadził nas przed jakimś placem, w miejscu, które bardzo trudno było zapamiętać, żeby tam się dostać jadąc spowrotem...

Nie miałam planu, poszłam oczywiście na oko i wlazłam chyba najwyżej jak się dało, żeby się zorientować, że to raczej nie o to chodzi, miasto było współczesne i niezbyt ciekawe. W końcu zdecydowałam się zasięgnąć języka i zeszłam w dół gdzie ... no cóż, zaczęło się to czego bardzo nie lubię. Pamiątki, sklepy z ciuchami, butami, turyści, przewodnicy, zamieszanie... Jakoś tak wyobraziłam sobie, że Ostuni to małe, ciche miasteczko i będę kręcić się po białych uliczkach. Tymczasem było tak jak na Sycylii w sierpniu... Wiadomo, że to wpłynęło na moje postrzeganie tego miejsca, a szkoda...

Bardzo poprawiło mi nastrój, kiedy - głodna jak wilk - zamówiłam sobie tutejszy smakołyk: bułkę z ośmiornicą :) Szykowałam się na ten specjał od przyjazdu. Było dobre i miasteczko zrobiło się dużo ładniejsze :)

Trochę udało mi się zboczyć z głównych tras i zgubić tabuny turystów, szkoda że słonko się trochę zamgliło i znów jakość zdjęć spadła... Olśniewających widoków, opisywanych w przewodniku nie znalazłam, po prostu widok na dolinę a w oddali owszem, jest morze. Wybredna się stałam, czy jak?...

Opublikowano: 29 wrzesień 2021
Odsłony: 70

Dzisiaj po wczorajszej wycieczce spokojny dzień. Przed południem pochodziłam trochę po moim starym mieście, wciąż usiłuję się tu jakoś zorientować w kierunkach i wciąż docieram nie tam, gdzie bym chciała. Idę w prawo, a docieram w lewo i tak dalej... Dziś ładne słoneczko, więc troszkę popstrykałam. Ładne to moje Monopoli!

Na koniec spaceru poszłam zobaczyć jaka sytuacja na mojej plaży, dużo ludzi, ale nie to, żeby tłumy, a do tego w ich porze obiadowej Włosi idą jeść. A więc wracam do domu przebrać się w kostium, a wcześniej jeszcze idę kawałek dalej, zobaczyć jak daleko są następne plaże. Daleko nie idę, tylko kawałeczek, jak będzie ciepło i będzie czas, spróbuję się tam dalej wybrać, ale dzisiaj zostanę na mojej plaży tuż koło domu. (po pływaniu wracam do domu na bosaka...)

Wieczorem poszłam znów na krótki spacer po okolicach, znów oczywiście poszłam w przeciwną stronę niż chciałam... Wieczorem jest tu bardzo bardzo ładnie zobaczcie tylko...

Opublikowano: 30 wrzesień 2021
Odsłony: 69

Od wczoraj zastanawiałam się nad dzisiejszym dniem, sprawdzałam prognozy, kominowałam - jechać do Alberobello czy lepiej jutro, no bo jak już tam będę, to ważne, żeby było ładne słonko, a nie to co w Ostuni. A jak nie tam, to może spacer wzdłuż wybrzeża, żeby spenetrować plaże? A może Cisternino?...

Pogoda ładna, ale chciałam najpierw opłacić wycieczkę przez airbnb na przyszły tydzień, no i zaczęły się schody: płatność nie przechodzi, karta się blokuje, telefony do banku, czekanie, odblokowują, znów to samo i w kółko. Rozmowy z bankiem początkowo przerywały się, dopiero potem zorientowałam się, że w mieszkaniu może być słabszy zasięg, więc przeniosłam się na balkon. W banku mi wytłumaczyli, że problem jest po stronie airbnb, bo kiedy klikam zapłać, pojawia się kółko, kręci się w  nieskończoność i powinnam zobaczyć okienko weryfikacyjne z banku, a tymczasem do banku nic nie dociera, więc system visa blokuje kartę. No i teraz mam czekać na to, co bank a również airbnb wymyślą... 

I zamiast pojechać do Alberobello albo choć pójść na spacer siedzę w domu i czekam na jakieś wiadomości... Niby mogłabym wyjść, niby chodzi o wycieczkę 7 października (zwiedzanie z przewodnikiem), ale wczoraj umówiłam się z nim, że dziś sprawę załatwię, a do tego nie wyobrażam sobie, że oni zadzwonią, z banku czy z airbnb  kiedy ja będę gdzieś na spacerze. Oczywiście, jestem wkurzona, bo najpierw się zdenerwowałam, co zrobię bez karty, potem, bo nie mogłam się dodzwonić, potem, bo musiałam sto razy tłumaczyć o co chodzi... A do tego jeszcze, zadzwoniłam do airbnb na polski numer, a odpowiedzieli mi po angielsku. Niby trochę znam, dogadam się, ale wyjaśnianie tych spraw po angielsku przez telefon przerasta moje nerwy... Poprosiłam o rozmowę po polsku albo włosku, a to się okazał poważny problem. Jak to, w Polsce, numer w Warszawie i po polsku nie można pogadać?

Na szczęście (?!?) się chmurzy, więc może dobrze że nie pojechałam do Alberobello...

To tak, jak na razie wiem, że bank ustalił, że wina jest po stronie airbnb i skończyliśmy rozmowę. W airbnb mają się ze mną skontaktować. Czekam, ale chyba jednak wyjdę z domu, bo ... w mieszkaniu któregoś z sąsiadów od godziny muzyka gra tak głośno, jakby była jakaś potańcówka czy coś, i trudno to wytrzymać... Już wolałam, jak sąsiedzi się kłócili i rzucali ciężkimi przedmiotami... Jest pochmurno, więc o zdjęciach nie ma mowy, ale pójdę spenetrować te plaże chyba... Mamma mia, wszystko się sprzysięgło przeciwko mnie...

Opublikowano: 01 październik 2021
Odsłony: 50

Zostawiłam problemy w domu i wyszłam na spacer. Dziś, po nocnej burzy jest chłodniej trochę i choć nie czuje się wiatru, morze się burzy. Na mojej plaży cały piasek jest zalany wodą a nieliczne osoby w morzu raczej skaczą przez fale niż pływają. Idę dalej, żeby poznać dalsze plaże po wschodniej stronie miasta. Co tam będę gadać, zobaczcie zdjęcia...

Opublikowano: 01 październik 2021
Odsłony: 50

Pierwsze spojrzenie na trulli:

Wiedziałam, że będą tłumy, pamiątki, ciuchy i takie tam, więc nastawiłam się na taką sytuację świadoma, że obok tego głównego Rione Monti jest druga dzielnica - Rione Aia Piccola, gdzie większość tego tłumu nie dociera. A więc przeszłam w miarę szybko przez Rione Monti, żeby ogarnąć całość, doszłam do kościoła, a potem zeszłam i dotarłam do spokojnego Rione Aia Piccola bez tego całego turystycznego koszmaru. Tu dało się pooddychać atmosferą trulli...

Muszę szczerze powiedzieć: nie rozumiem, jak można pozwolić na wykorzystanie autentycznych trulli (dziedzictwo Unesco) jako sklepów z pamiątkami, ciuchami i tym podobnymi przyciągaczami turystów. Gdyby wewnątrz trullo przeznaczono kąt na tutejsze specjały a reszta pozostałaby nietknięta - zrozumiałabym. Ale przy wejściu do tych trulli (Rione Monti) napisane jest, że wejście gratis, można zwiedzać, wchodzimy więc do środka a tu nie widać nic oprócz półek z pamiątkami i różnymi duperelami pod turystów. Ktoś powinien się za to wziąć. To przeszkadzało mi o wiele bardziej niż tłumek turystów...

Na szczęście w Rione Aia Piccola po wejściu do trullo (byłam w dwóch) jesteśmy witani przez gospodarza, widzimy autentyczne sprzęty, dowiadujemy się, jak tu wyglądało życie rodziny i nawet jesteśmy częstowani naparstkiem wina. Z  przyjemnością wrzuciłam pieniążek do miseczki jako podziękowanie za takie przyjęcie...

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia z Alberobello, prawdę powiedziawszy nie wiedziałam co myśleć. Jakieś takie mi się to wydawało... no nie wiem, naciągane?... No bo dlaczego, domki jak dla krasnoludków, jak z bajki, kto to wymyślił... Teraz już wiem, że nikt trulli nie wymyślił na potrzeby turystów, historia ich powstania jest ciekawa, no a dziś miałam możliwość zajrzeć do takiego prawdziwego domu i porozmawiać z panią, która do końca lat 80-tych zeszłego stulecia mieszkała w tym domu z rodziną. Wnętrze trullo, sprzęty, przedmioty, które w nim się znajdują przypomniały mi odwiedzone domy w okolicy Agrigento, dom w skale w Scicli, a sama konstrukcja trochę ma coś wspólnego z dammusi...

Na koniec przeszłam się po miasteczku i dotarłam do katedry i tzw Trullo Sovrano, wybudowanego w pierwszej połowie XVIII wieku. To wyjątkowe trullo - łączy w sumie 12 pomniejszych i co jest zupełnym wyjątkiem - posiada też pierwsze piętro, na ktore wchodzi się po schodkach. Wszystko to zbudowano zgodnie z wymogami trullo - bez odrobiny zaprawy!

Opublikowano: 02 październik 2021
Odsłony: 65

Taka sobie spokojna niedziela - rano pochodziłam trochę po starym mieście, po lungomare (bulwarze) obwerwowałam takie niedzielne tłumki...:

Potem, jak zamierzałam, wybrałam się do wybranej zatoczki, Cala di Porto Verde. Fale nie były takie silne jak przedwczoraj, ale morze spokojne nie było, więc pływać było trochę trudniej niż zwykle, szczególnie na plecach, bo nie wiedziałam, czy nie wyląduję na skałach wąskiej zatoczki. Udało mi się podejrzeć trochę małych rybek, no a potem miałam kolizję - wpadłam stopą na podwodną skałę i wybiłam sobie palec od nogi...

Zlamany chyba nie jest, choć wiem, że nawet jakby był, to się z tym nic nie robi. Zrobił się fioletowy a mnie zmroziło na myśl, co będzie dalej. Jutro chciałabym pojechać do Polignano a Mare i trochę liczę na wycieczkę łodzią, tu palec nie stanowi problemu, no ale choć miasteczko jest nieduże to chciałabym trochę pochodzić i  pooglądać, no i do dworca dojść i wrócić. No, ale do wieczora nic strasznego się nie dzieje, bardziej chyba już nie spuchnie, więc  mam nadzieję, że da się chodzić.

Opublikowano: 03 październik 2021
Odsłony: 61

Dziś wybieram się do Polignano a Mare. Jest nadzieja na ładną pogodę, zobaczymy, może uda się popłynąć łodzią... Natomiast co do pogody na następny tydzień, nie jest dobrze: wszystkie prognozy się zmówiły przeciwko mnie i już od środy ma padać, temperatura ma się obniżyć. I co ja będę robić, jak będzie brzydko? Wszystko robi się mniej piękne... Najgorsze, że w środę jadę na dwa dni do Matery, tam też ma być pochmurno i ma padać. A tak mi zależało na zobaczeniu Matery i w słońcu, i wieczorem... Potem chciałam jeszcze odwiedzić Lecce, Brindisi i Bari, ale jeśli będzie lało, to nie będzie to miało sensu...

No dobra, ale to dopiero za kilka dni. Dziś jest pięknie, ma być ciepło, więc trzeba się zbierać :) Mam nadzieję, ze spuchnięty palec nie przeszkodzi mi w podziwianiu Polignano. Z Monopoli to tylko 5 minut pociągiem!

(po powrocie). Trochę jestem zmęczona, ale palec nie sprawił mi problemu. Idąc z dworca w stronę centrum zobaczyłam agencję turystyczną oferującą wycieczki łodzią. Okazało się, że jest wycieczka za godzinę, z tym, że rusza z San Vito, miejscowości jakieś 3 km od Polignano. Zaoferowno mi transfer za 5 euro, plus wycieczka 30... Gdybym zarezerwowała przez airbnb, zapłaciłabym mniej, no ale nie zarezerwowałam... Postanowiłam pojechać tam za te 5 euro, ale wrócić piechotą. Uprzedzono mnie, że jest dość silna fala... Miałam nadzieję na pływanie w zatoczkach...

San Vito jest urocze, stoi tam nad zatoką ciekawy budynek opactwa Benedyktynów. Wycieczkę oceniłabym na jakieś 3+, z różnych powodów, niekoniecznie zależnych od organizatorów: silna fala by mi nie przeszkadzala gdyby nie to, że za chwilę byłam całkiem mokra. Miałam na sobie kostium, ale bryzgi morskie przemoczyły mnie zanim zdjęłam z siebie ubranie a koszulkę mogłam wyżymać. Nie było gdzie schować rzeczy, bałam się o aparat, koszulkę usiłowałam suszyć na wietrze, co było dość syzyfową pracą, jako że co chwilę dostawałam morską falą w twarz i wszystko co miałam w ręce... Nie miałam pojęcia jak potem wrócę...

Po drugie, jak się okazuje, płynąc wzdłuż wybrzeża trzeba skonfrontować skąd świeci słońce - niestety, świeciło od lądu, a więc wszystko co było ciekawe mieliśmy pod słońce. No i jeśli chodzi o zatoczki: groty były faktycznie ciekawe, wpływaliśmy do nich łodzią. Jednak tam gdzie zaproponowano nam kąpiel było to trochę bez sensu. Znam wycieczki łodzią z pływaniem w zatoczkach, tam można było faktycznie pływać, snorkować, oglądać podwodne cuda. Tutaj było tak płytko, że byłoby to raczej taplanie się w wodzie. Kilka dziewczyn weszło na chwilę do wody i zaraz wróciły. W tej zatoczce prócz nas była jeszcze jedna łódź a kto był w wodzie, niemal obijał się o łódkę... Do tego byłam już przemoczona, owinięta ręcznikiem, trochę zmarznięta. No i jeszcze, pewnie ze względu na warunki, wycieczka trwała ok półtorej godziny, zamiast dwóch - dwóch i pół... Czyli, mogłoby być duzo lepiej...

Potem poszłam piechotą te 3 km do Polignano, nie było mi źle, rozgrzałam się na słońcu i szybko wyschłam :) Szlam wzdłuż wybrzeża,  podziwiając roślinność nadmorskich posiadłości. Prawie całą drogę szłam ścieżką rowerową (przeznaczoną również dla pieszych).

W Polignano zrobiło się oczywiście bardzo tłumnie. Najpierw ten słynny most z widokiem na tę słynną plażę między dwiema wysokimi skałami. Szkoda tylko, że przed mostem postawiono namioty restauracji, psujące bardzo skutecznie widok... Przeszłam się uliczkami malutkiego starego miasta, dotarłam do kilku miejsc widokowych, potem wróciłam przez most żeby znaleźć pomnik Domenico Modugno, który z Polignano pochodził, a następnie zeszłam jeszcze pod most i doszłam do plaży. No i to by było na tyle... Ładnie, ale czy zachwycająco?... Chyba coś ze mną nie tak...

Opublikowano: 04 październik 2021
Odsłony: 65

Dziś wszystko się udało: pogoda nie była taka zła, choć pod koniec wiał zimny wiatr, ale cały czas było trochę słonka. Dziwny autobus linii kolei (?!?) południowo-wschodnich przyjechał na dziwny przystanek, który zupełnie nie wyglądał jak przystanek i zmieścił się w kwadransie akademickim ;) Czyli, da się dojechać bezpośrednio z Monopoli do Cisternino!

No a miasteczko jest po prostu piękne, eleganckie, zadbane, nie zagracone marketingiem jak Ostuni. Jest tu wiele restauracji w małych uliczkach, ale te dodają jeszcze więcej uroku miasteczku. Oby udało się zachować ten niemarketingowy charakter i nie zamienić starego miasta w bazar...

Opublikowano: 05 październik 2021
Odsłony: 65

Dziś jadę do Matery, mam nadzieję że pogoda się zlituje. Po południu mam zwiedzanie Sassi z własnym przewodnikiem, śpię w bardzo ciekawym miejscu i jutro mam nadzieję na duuuży spacer...

(pisane wieczorem) DSC02637Pogoda się zlitowała, przewodnik, Anthony (choć rodowity Włoch z okolic Matery) pokazał mi najciekawsze miejsca Sassi podczas 2,5 godzinnego spaceru a mój pokój jest naprawdę niezwykły, co pokażę na zdjęciach już po powrocie do Monopoli. Na koniec znalazłam przytulną osterię w wąskiej uliczce, gdzie było mi tak dobrze, że nie zadowoliłam się  prostym daniem, którego nazwy nie zapamiętałam, ale pozwoliłam sobie na doskonałe ciacho na deser... Oczywiście, padam na nos, więc jutro dopiszę tu więcej....

Matera jest absolutnie niezwykła. Samo miasto tętni życiem, szczególnie wieczorem, ale to, po co tu przyjechałam (a Matera nie leży w regionie Apulia tylko w sąsiedniej Bazylikacie, podróż z Monopoli z dwiema przesiadkami trwa 3,5 godziny) to tak zwane Sassi (kamienie), czyli wykute w skałach miasto. To co widać to jakby dom nad domem, dom pod domem, uliczka na dachu poniższego domu... Jednak to co najważniejsze. mieści się głębiej - fronty domów, kościołów są zaledwie początkiem... Po wejściu znajdujemy się w wykutej w skale grocie, która najczęściej łączy się z kolejną, coraz głębiej, a powyżej, jakby na dachu jest kolejny dom, i kolejna grota i tak dalej... Żeby to zrozumieć, tu zamieszczam model jednego z domów-grot, jaki odwiedziłam. Po lewej stronie, tam gdzie schody, jest wejście do domu, inne pomieszczenia są wykute w skale po bokach i dalej wgłąb. A na zewnątrz widać tylko sam front domu, jak na zdjęciu obok.

DSC02591

 Matera jest jednym z najstarszych miast na świecie, już w paleolicie ludzie zamieszkiwali groty i wykuwali w miękkim tufie pomieszczenia. Do XVII wieku mieszkańcy Matery żyli tu w zgodzie z naturą, wykuwali w tufie nie tylko pomieszczenia do życia, ale też kościoły, piękne fronty kamienic. Później, kiedy Matera stała się stolicą Bazylikaty miasto zaczęło się przeludniać. Problem dotknął szczególnie najbiedniejszą ludność - podczas gdy bogatsze Sasso Barisano bogaciło się, tworząc nowe świątynie i wygodne pomieszczenia mieszkalne, w biedniejszym Sasso Caveoso warunki do życia stawały się coraz trudniejsze. I Sassi były zamieszkane w urągających warunkach do 1952 roku, brak w nich było elektryczności i wody, w izbach - grotach mieszkały wielodzietne rodziny razem ze zwierzętami gospodarskimi, panowała ogromna śmiertelność, szczególnie wśród dzieci.

W 1952 roku rząd włoski zdecydował o przeniesieniu wszystkich 18 tysięcy mieszkańców do specjalnie dla nich wybudowanych dzielnic mieszkalnych a dzielnica Sassi została opuszczona i niszczała, dopiero w latach 80-tych XX wieku zaczął się proces rekonstrukcji opuszczonych grot aby udostępnić je do zwiedzania.

DSC02451

Opublikowano: 06 październik 2021
Odsłony: 69

Rzadko zwiedzam z przewodnikiem, ale Matera wymaga poprowadzenia za rękę... Chciałam się zapisać na wycieczkę z przewodnikiem a tak wyszło, że miałam przewodnika dla siebie. Anthony to bardzo sympatyczny chłopak, jego pasją jest historia, musiałam go trochę przystopowywać, kiedy próbował mi zbyt precyzyjnie opowiadać ze szczegółami historię każdego miejsca. Jednak spacer z nim - 2,5 godziny w labiryncie Sassi pomógł mi zorientować się w tym, co chciałabym potem sama zobaczyć...

Po zakończeniu naszej wspólnej przechadzki pokręcilam się jeszcze uliczkami, schodkami w górę i w dół, i zaczęło się ściemniać... Matera wieczorem jest jeszcze bardziej magiczna... Znalazłam się w pewnym momencie w wąskiej uliczce, przy której stały drewniane stoły i postanowiłam tutaj się zatrzymać na kolację, tym bardziej, że zgodnie z menu, oferowano tu regionalną niewyszukaną kuchnię. Tego właśnie potrzebowałam!  Zapytałam kelnera, czy już można dostać coś do jedzenia (było chyba jakoś wpół do ósmej), a on mi odpowiedzał: oczywiście, im wcześniej goście zjedzą, tym szybciej pójdę do domu, do żony i dzieci ..."

Bardzo nie chciało mi się wstawać od stołu, no ale trzeba było w końcu wracać do mojego pokoju w grocie... Oczywiście, malutkie B&B w którym się zatrzymałam nie mieści się, jak wiele tutejszych hoteli, w dawnym domu - grocie, gdzie ludzie koczowali w nieludzkich warunkach. Mieszkam na ulicy Casalnuovo, która przylega do Sasso Caveoso, ale znajdujące się tu domy po prostu dostosowały się do niżej położonych autentycznych grot. A więc teraz Wam pokażę mój pokój, i przede wszystkim, moją łazienkę...

Opublikowano: 07 październik 2021
Odsłony: 59

Mimo bardzo niepokojących prognoz mój drugi dzień w Materze też był słoneczny. Ponieważ musiałam zwolnić pokój o 10.30, a pociąg powrotny wybrałam o 15.30, miałam przed sobą pięć godzin na nogach z plecakiem, w którym nosiłam między innymi kurtkę przeciwdeszczową - zupełnie się nie przydała. Oni tu mówią, że na prognozy nie trzeba zwracać uwagi...

Praktycznie cały ten czas spędziłam w Sassi, głównie w Sasso Caveoso, które mnie najbardziej interesowało. Okazało się, że wystarczyło z mojej ulicy skręcić w prawo i już byłam w Sasso Caveoso, tam gdzie zabudowania w tufie się zaczynają, z widokiem na wąwoz w dole i duże groty po drugiej stronie wąwozu. Już na początku drogi zauważyłam drzwi w skale a za nimi jakichś ludzi, okazało się, że znajduje się tam dawny klasztor Benedyktynów, w którym starszy pan oprowadzał chętnych po wydrążonych w skale pomieszczeniach, które zakonnicy oddali dla celów muzealnych. Pan Francesco Festa pokazał nam zbiory jego rodziny. Przyznam się bez bicia, że zrobiłam tam parę zdjęć, kiedy pan nie widział, a bardzo srogo zabraniał... Chciałam Wam jednak pokazać to co widziałam... Monastero Casalnuovo to nie było jeszcze to, czego najbardziej szukałam, bo nie bylo to miejsce, gdzie mieszkali ludzie. Tu odprawiano nabożeństwa, tu mieszkali zakonnicy. Zgromadzone przedmioty rodziny Festa zostały tu wyeksponowane, pochodzą jednak z wyższej części miasta.

Niedługo znalazłam to, czego szukałam - Casa Grotta del Casalnuovo... Tu można wyobrazić sobie, jak wyglądało życie ludzi, mieszkających w tych jaskiniach...

Niedługo po odwiedzeniu Casa Grotta del Casalnuovo trafiłam na drugą - Casa Grotta di Vico Solitario. Dziewczyna obsługująca zwiedzających zapytała mnie skąd jestem, i jak się zorientowałam, mimo, że rozmawiałam z nią po włosku, chciała dla mnie zamówić nagrany przewodnik po polsku. Poprosiłam jednak, żeby puściła nagranie po włosku, tym bardziej, że były ze mną inne osoby, mówiące w tym języku. Tu - podobnie jak w Monastero - trzeba było pokazać green pass. Anthony mówił mi, że praktycznie wszystkie te mini muzea są podobne do siebie, ale będąc w dwóch takich miejscach dużo lepiej zrozumiałam warunki życia, tradycje...

Dalsza część mojej wędrówki po Sassi, to błądzenie po wąskich uliczkach po dachach domów, położonych poniżej, zaglądanie do wąwozu, gdzie wiele osób schodziło do kładki, by następnie ścieżką dojść pod szczyt i zajrzeć do tam znajdujących się grot. Anthony namawiał mnie do zwiedzenia różnych kościołów i innych ciekawych miejsc, ale nie miałam już na to ani siły, ani czasu. Żałuję, że nie zdążyłam zwiedzić  podobno bardzo ciekawego ujęcia wody, jednak kiedy wreszcie wydostałam się z Sassi, była już pora obiadowa i wszystko było zamknięte.

Przed zakończeniem spaceru udało mi się znaleźć mały prosty lokalik nazwany Tipicamente, gdzie serwowano super proste jedzenie, taka cibo di strada, czyli street food. Zjadłam boską kanapkę z chrupiącego tutejszego chleba... Tego mi było trzeba! Teraz już mogłam pójść w kierunku dworca...

Opublikowano: 07 październik 2021
Odsłony: 70