Jest 9 rano, jestem spakowana i mam godzinę na pisanie. Dziś zmieniam mój pokój w San Miguel Rooms na mieszkanie u Nonna Nina (Babcia Nina) dosłownie kilka domów dalej, przy tej samej ulicy. Z bardzo nowoczesnego pokoju do staroświeckiego mieszkania w budynku z lat 60-tych. Tutaj jest ładnie, kolorowo, sympatycznie, ale pewnych rzeczy mi brak: przede wszystkim jakiegoś stołu czy blatu gdzie mogłabym pisać. W kuchni jest ekspres na kapsułki (wcale mi to nie smakuje), ale brak łyżeczek,noży - są za to widelce i łyżki (jednorazowe) w dużej ilości. Jest płyta grzejna ale brak jakiegokolwiek garnka. No i brak mi żelazka, nie lubię chodzić w wygniecionych ciuchach... U Nonna Nina będzie wszystko choć z pewnością będzie moca zamiast ekspresu na kapsułki i o to chodzi:)
O 10 mam opuścić pokój a tam mogę się pojawić o 10.30, mam nadzieję, że ze 20 minut uda mi się posiedzieć jeszcze tutaj, choćby w kuchni. Jestem bardzo wdzięczna że Nonna Nina zaproponowała żebym przyszła rano z rzeczami, mam dostać klucze, załatwić wszystko i wrócić jak mieszkanie będzie gotowe. Check in jest o 15, więc jest to naprawdę duże ułatwienie, a z tego co czytałam w komentarzach na airbnb ta Nonna nie wydała mi się osobą układną... Czyli zostawię rzeczy i pójdę w świat, a wieczorem jadę na lotnisko odebrać mój samochód!
Mam nadzieję, że to wszystko się jakoś uda, choć mam spory stres. Wczoraj wieczorem poszłam na spacer na stare miasto i przy okazji miałam wziąć pieniądze na dzisiejszą opłatę za końcowe sprzątanie mieszkania u Nonna Nina (taki tutejszy zwyczaj, żeby cena za wynajem wydawała się niższa...) i na jutrzejszy rejs Pescaturismo. No i się zaczęło: żaden bankomat nie chciał uznać mojej karty! A użyłam ją już trzykrotnie, zakupy, lody, i nie było problemu! Spędziłam sporo czasu na próbach znalezienia bankomatu który byłby dla niej bardziej przychylny, ale tu są prawie wszystkie bankomaty jednego banku, Banco della Sardegna. Już miałam przerażenie w oczach, no bo to byłby spory problem, również z odebraniem samochodu - jest opłacony ale z karty pobierany jest depozyt... Na szczęście znalazł się w końcu bankomat Paribas, który wydał mi uprzejmie wszystko co chciałam...
Drugi mój stres to parkowanie, byłam przerażona widząc, że wszystko wszędzie zapchane, jak tu znaleźć miejsce do parkowania? Ale wczoraj wracając z Dzikich plaż trochę zabłądziłam i znalazłam się na takiej bocznej ulicy, jakieś 20 minut od domu i co ja widzę? Nie tylko na ulicy stoją samochody i jest mnóstwo miejsca ale jest tam też duży plac, gdzie stoi kilka samochodów! Zapytałam pana, który właśnie wsiadał do samochodu, czy ten parking naprawdę jest darmowy, a on potwierdził. Czyli, mam gdzie zaparkować, wygodnie, nie wciskając się o milimetry. A że nie będzie pod domem, co za problem :)
Właścicielka mieszkania to przemiła starsza pani (ale Nonna Nina to nie ona tylko jej mama która zostawiła jej w spadku to mieszkanie). Wszystkie wygody, będzie ok. Mieszkanie bardzo tradycyjne ale czyściuteńkie, chyba niczego mi tu nie zabraknie.
Bardzo mnie stresowała ta sprawa wynajęcia samochodu. Nigdy dotąd w podróży tego nie robiłam (nie liczę Lampeduzy, bo tam po pierwsze, wynajęłam jakiegoś grata i nikogo nie interesowało, w jakim stanie go oddam, a po drugie, jeździłam po pustych drogach gdzie rzadko pojawiał się jakiś samochód). Na Sycylii dawałam wszędzie radę dojechać autobusem. Tutaj jednak stanęłam w sytuacji rozpaczliwej: aby wziąć udział w wycieczce łodzią na Asinarę ze Stintino miałam do wyboru albo pojechać autobusem o godzinie 4.30 (z przesiadką w Porto Torres) - to o której miałabym wstać??? - albo no cóż, albo samochód.
To nie tak, że ja nie jeżdżę, jeżdżę prawie codzienie, ale po Warszawie i niedalekich okolicach. Moje autko ma 23 lata i nie zapuszczam się nim dalej niż ma zasięg opcja pomocy drogowej w ubezpieczeniu. Jeżdżę po szerokich, płaskich ulicach, nie umiem parkować na wcisk, boję się zrobić jakieś szkody, boję się mandatów i tutejszych kierowców...
No tak, ale jak trzeba to trzeba. Jadę po auto na lotnisko na 19.00, oddam za dwa dni. Nie miałoby sensu płacić 60 euro jedynie za dojazd 55 km do Stintino i powrót. Dlatego w niedzielę zrobię sobie całodzienną wycieczkę. Ale na razie muszę się nauczyć jeździć takim nowym, tutejszym samochodem... Dostaję kluczyk, pokazują mi samochód i radź sobie człowieku...
Kiedy pytam jak otworzyć bagażnik i wlew paliwa, patrzą na mnie z uśmiechem. Wystarczy otworzyć samochód z pilota i wszystko jest otwarte. No dobra, a co z tym kluczykiem, to co dostałam nie wygląda jak kluczyk... Muszę znów poprosić o pomoc. Okazuje się, że trzeba nacisnąć guziczek i kluczyk wyskakuje jak nóż sprężynowy! No, sama bym do tego nie doszła.
Potem w drodze jeszcze raz staję przed przeszkodą: wjeżdżam nie tam gdzie trzeba i muszę cofnąć. Wrzucam wsteczny a Pandina rusza do przodu. Im bardziej wrzucam wsteczny tym bardziej ona do przodu. W końcu proszę o pomoc jakiegoś pana. Okazuje się, że wybierając wsteczny trzeba pociągnąć gałkę do góry. Hmm, no tak.
Potem już zaczynamy z Pandiną się dogadywać. Jadę do Lidla i nie bez obaw zostawiam ją tam na parkingu. Ciekawe, czy jutro będzie tu stała, ciekawe, czy się nie okaże, że mam do zapłacenia mandat...