Dzień 1 - w drodze

Dzień zaczął się bardzo wcześnie, bo pobudka o 4.15 i wyjazd z domu za 15 piąta, żeby zdążyć na samolot o 7.00. Oczywiście, tradycyjnie prawie wcale nie spałam, bo co z tego, że dwa budziki ustawione, i co z tego, że zawsze budzę się przed budzikiem… Na lotnisku wszystko poszło szybko i sprawnie, w samolocie (wiz zair) jakoś wyjątkowo mało było działalności komercyjno-markietingowej. I największa radość – przed lądowaniem zobaczyłam Procidę z nieba! Wygląda trochę jak taka ameba z różnymi odnogami J

Jeszcze nigdy nie widziałam takiego lotniska! Po wyjściu z samolotu poszliśmy do budynku lotniska, gdzie dokładnie przyloty były wymieszane z odlotami. Weszliśmy do miejsca, gdzie pasażerowie czekali na odlot, szliśmy przez halę razem z tymi, co spieszyli się do swoich gate’ów… Dokładny misz-masz…

Na lotnisku kupiłam Artecard, taką kartę turystyczną, na podstawie której można najważniejsze atrakcje Neapolu i Campanii zwiedzić za darmo, a inne ze zniżką. Moja to Artecard Campania 7 dniowa. Trochę mnie to stresuje, bo trzeba będzie dobrze pokombinować jak to poukładać i kiedy zacząć (karta jest ważna 7 dni od pierwszego użycia) żeby na tym zyskać, a nie stracić. Ale o tym za tydzień.

Autobuse Alibus dojechałam do portu, niestety, na to żeby zdążyć na prom nie było co liczyć. Jak na razie widziałam głównie port. Nasz wodolot był ogromny, a jeszcze więcej ludzi do niego wsiadało, trudno było zrozumieć, jak się tam mieszczą. Ale kiedy weszłam do środa, nie było widać tłumu, wszyscy siedzieli… Niestety, po stronie gdzie znalazłam miejsce po pierwsze okna były bardzo brudne, i większość zasłoniętych, a do tego późno się zorientowałam, że my widzimy wodę, a ci po prawej stronie mają przed oczami piękny widok na Neapol! Bałam się zostawić walizkę, bo jej kółka są takie chętne do jazdy, że przydałby jej się jakiś hamulec… ale w końcu nie wytrzymałam i stanęłam z walizką przed drzwiami na trap. To już nie był taki widok, bo już minęliśmy centralną część Neapolu ale i tak było na co popatrzeć.

I w pewnym momencie zaczęła się pojawiać Procida… Moje zdziwienie budzi fakt, że jest ona tak bardzo blisko lądu i z drugiej strony też blisko Ischii, widać bardzo wyraźnie ląd od strony portu…

W barze kupiłam 5 biletów na autobus, mam tu zamiar głównie chodzić (wyspa ma raptem 4 km2), ale wyliczyłam, że te 5 pewnie mi się przyda. Tak jak Leonardo mi wytłumaczył, w porcie znalazłam przystanek autobusu L1 i poprosiłam kierowcę, żeby mi powiedział, kiedy będzie przystanek „La Torre”. Potem w autobusie był hałas, wszyscy głośno, jak to oni, przekrzykiwali się i bałam się, że nie usłyszę, czasem mi się wydawało że coś podobnego słyszałam, no najwyżej dojadę do końca i wrócę… Ale jak przyszło co do czego, zawołał naprawdę głośno, żeby ta signora, co chce wysiąść przy La Torre przygotowała się, bo to już następny przystanek J I pasażerowie też, zrobili mi miejsce, rozstąpili się…

on 17 wrzesień 2019
Odsłony: 215

You have no rights to post comments