Poggioreale - miasto widmo...

Zielone i złote wzgórza, przestrzeń, cisza, spokój.  Na zboczu szare miasto. Miasto szkielet. Brama do miasta z jednej strony zamknięta na kłódki. Zajeżdżamy z drugiej. Tu stoją samochody straży pożarnej. Carmelo pyta, czy pozwolą nam wejść. Na własne ryzyko pozwalają, tym bardziej, że on jest stąd, a ja jestem przybyszem z innego kraju.

Ja patrzę na miasto w ruinie, na zieleń wplatającą się w poranione mury, na ślady dawnego życia. On patrzy na znajome budynki: tu był dom dziadków, tu szkoła (gdzie zachowała się metalowa rama ławki), tu poczta (gdzie zachowały się malunki na ścianie). Dla niego to co widzi jest szczególnie bolesne. Mówi, że to miasto nie zostało tak bardzo zniszczone, żeby trzeba je było porzucić, można było je odbudować, ale niektórym wygodniej było właśnie tak, niektórym się opłaciło... Potem z miasta chciano zrobić miasto pomnik, zabytek, ale jakoś nikt się za to nie bierze, a kamienie jak to kamienie, po trochę się zapadają, po trochę nikną w ziemi lub w zieleni. Połowa domu jego dziadków się zawaliła. To był arystokratyczny dom, całkiem niezwykle jest słyszeć, że był tam prywatny teatr, że był pokój, z którego można było będąc w domu być jednocześnie na mszy w przyległym kościele... Widać owalne sklepienia, łuki, w niektórych miejscach zdobienia, resztki fresków. Niestety, Carmelo opowiada, że po trzęsieniu ziemi przyjeżdżali tu ludzie zobaczyć to miejsce i często wyjeżdżali wywożąc ... pamiątki... A to ceramikę z posadzki, a to fragmenty fresków, a to zdobione kamienie...

Widzialam w pomieszczeniu koło zawalonego kościoła rozbite na drobne części organy. Nawet nie próbowałam ich fotografować, zdjęcie nie pokazałoby pochodzenia tych deseczek, listewek, kawałków drewna, a klawisze dawno stąd wywieziono...

Biedne, opuszczone, pokaleczone miasto, jakich tu więcej w Valle del Belice...

on 06 czerwiec 2016
Odsłony: 431

You have no rights to post comments