Dzień 12 - Ravello - widoki, ogrody i zejście piechotą do Amalfi

Pogoda faktycznie dzisiaj się udała, taka obowiązkowo powinna jak się odwiedza takie widokowe miejsca... Niebo jak  na widokówce, lazurowe, bez jednej chmurki, wszystko tyle razy piękniejsze... Rano zjadłam obite śniadanie, najadłam się na zapas i jeszcze wzięłam co nieco na drogę... Potem wzięlam rzeczy i poszłam na przystanek. Wymyśliłam, po tym jak wczoraj jadąc zauważyłam przystanek, na którym można się przesiąść na autobus do Ravello, że nie będę jechać do Amalfi, tylko wysiądę na tym przystanku i tam złapię autobus do Ravello. To miało wiele sensu, bo uniknęłam jazdy w korku tam i z powrotem. Wczoraj kupiłam bilet 24 godzinny, więc do 12.15 mogłam na ten bilet jeździć.

Ravello jest położone wysoko, ok 350 m ponad poziomem morza. Autobus jedzie tam serpentynami, widoki znów są porażające, choć tym razem na skaliste strome zbocza. Ale o zdjęciach nie było mowy, bo jechałam stojąc, ledwo utrzymywałam się na nogach podczas zakrętów. Ravello piękne przede wszystkim widokowo, z tej wysokości widać wybrzeże, góry, zbocza... Najpierw poszłam do willi Ruffolo, tu miałam zacząć korzystanie z karty Artecard, która obejmuje w Ravello aż 5 miejsc jako jedną atrakcję, no i na początek kubełek zimnej wody: nie działa internet, więc karta nie działa, trzeba wykupić normalny bilet! A w Ravello moja karta miała jako jedną atrakcję dać mi wejście w kilka miejsc... Jak rzadko się wkurzyłam, próbowałam perswazji, nic to nie dało... Zaplanowałam Ravello jako pierwszą z pięciu darmowych atrakcji, rozumiem problemy techniczne, ale to przecież nie moja wina! Kupiłam bilet, na szczęście zniżkowy, za 5 euro (65+) i trochę nadąsana zaczęłam zwiedzanie. Weszłam na wieżę, no cóż, zbyt to dla mnie nowocześnie zorganizowane, filmy, zdjęcia, na samej górze można zobaczyć widok 360 stopni, ale przez grubą szybę z plexi... no cóż, nie tego oczekiwałam. Ogrody piękne, muszę przyznać, choć takie klomby nie do końca w moim guście, widoki nie do pogardzenia, ale chyba jednak ta sprawa z internetem popsuła mi trochę odbiór...

Wyszłam z Willi Ruffolo, pokręciłam się po uliczkach. Najbardziej mi się podobają widoki. Strasznie tu dużo ludzi, wszystko pod turystów, sklepy, lokale, pamiątki. Jest rano, a co to będzie jak ludzi się tu zrobi więcej? Miałam pomysł, żeby z Ravello wrócić piechotą do Amalfi, szczególnie pociągał mnie spacer tymi okolicami, przez które jechaliśmy autobusem, jednak bałam się, raz, żeby się nie pogubić, nie zejść gdzieś, skąd nie ma przejścia dalej, nie stracić całego dnia na chodzenie tam i z  powrotem...

Potem poszłam w kierunku Villa Cimbrone, która znajduje się najbardziej na południe, pomyślałam, że może stamtąd jest zejście oznaczone do Amalfi. Tu przy wejściu zapytałam, czy działa karta artecard, i na szczęście tak! Jest internet, a więc tym razem nie muszę płacić (karta kosztowała 34 euro + 2 prowizja, nie wiem czemu, więc powinna mi się zwrócić...). I chyba tutaj, niezależnie oczywiście od kwestii karty i pieniędzy, najbardziej mi się podobało. Przepiękne krużganki, maleńkie, ale śliczne... Ogromny teren, cudne rośliny, widoki do zakochania... Chodziłam po tych ogrodach tam i z powrotem, nie zwracając uwagi na to, że minęły już 24 godziny od skasowania mojego biletu na autobus. A co tam, kupię jednorazowy!

W końcu wróciłam na główny plac, kupiłam bilet na autobus do Amalfi, w wypatrzonym małym lokaliku kupiłam dwa krokiety z mozzarellą (ceny tu są obłędne, pół litra wody 1 E, dwa krokiety 3 euro, i to tylko dlatego że niewielkie). Jak już znalazłam wolne miejsce na ławce w cieniu i chciałam zabrać się do jedzenia, okazało się, że w torebce był... tylko jeden krokiet! Sprawdziłam, na paragonie były dwa. Więc wkurzona poszłam tam i zapytałam, o co chodzi. Przeprosili, powiedzieli że pomyłka, pan oddając mi torebkę powiedział, że za pomyłkę powinnam dostać dodatkowy krokiet. Podziękowałam, powiedziałam - no trudno, zdarza się - i poszłam na moją ławkę. Okazało się, że to były tylko słowa, bo w torebce były dwa krokiety, żadnego dodatkowego... Mała sprawa, a jednak wkurza, bo żyją z turystów, to powinni ich traktować jak należy...

No dobra, zjadłam, popiłam i ruszyłam w kierunku przystanku. I tu, uwaga uwaga - zobaczyłam wąską uliczkę, a w niej tabliczkę: Amalfi, Minori ->... O matko, jest oznaczona ścieżka! Znaczy, że jak nią pójdę, to pokieruje mnie do Amalfi i się nie zgubię!!! Trochę późno jak na taką wycieczkę, biorąc pod uwagę, że mam przed sobą jeszcze Amalfi, Positano, Sorrento... Pójdę kawałek i zobaczę... No i jak to się skończyło, wiadomo! Kolana prawie nie działają, bo taka masa schodków z 350 m npm do poziomu morza, ale zrobiłam to!!! Co prawda ścieżka nie prowadzi tym pięknym wąwozem, którym jechaliśmy, ale i tak było super. Doskonale oznaczona, tylko w dwóch miescach, gdzie dochodziła do szosy jakby nie było wiadomo co robić, raz zapytałam panów, wytłumaczyli, że za chwilę będzie zejście, no i było, dobrze oznaczone. Potem już bez pytania, w kolejnym miejscu trzeba było po prostu pójść kawałek szosą i wypatrywać zejścia. Zeszłam do Atrani, aż na plażę, potem tunelem do Amalfi... Zejście z Ravello do Amalfi zajęło mi ciut ponad godzinę, zmęczyło, przede wszystkim kolana, ale było warto! Bilet na autobus mam na pamiątkę :)

on 27 wrzesień 2019
Odsłony: 170

You have no rights to post comments