Jak już pisałam, żeby  nie wstawać przed trzecią w nocy, dziś śpię w hotelu tuż obok stacji kolejowej w Modlinie. Miałam zamiar pojechać na lotnisko autobusem o 4.56, ale pan w recepcji mnie postraszył, że teraz na,lotnisku są straszne kolejki, więc ustawiam budzik na 3.45. (!?!)…

Wczesniej zdarzyło się cos, co mogło co najmniej utrudnić tę podróż: kiedy dojechalimy z synem pod hotel, on otworzył bagażnik, przed wzięciem walizki założyłam kurtkę i potem wzięłam walizkę i zatrzasnęłam klapę. A on patrzy na mnie i pyta: a nie położyłaś przypadkiem tam telefonu? … I faktycznie… A gdyby nie zauważył tego po ciemku i pojechał do domu??? Nawet gdybym z recepcji dzwoniła do niego, on nie wziął ze sobą swojego… No dobra, w końcu bym go złapała, i co, biedny jechałby z powrotem do  Modlina? A w telefonie przecież teraz jest wszystko, kontakty, rejestracje, bank…

Opublikowano: 02 październik 2023
Odsłony: 45

DSC03120Piszę w samolocie, lecimy nad morzem… Udało mi się w hotelu trochę pospać i jak nigdy w takiej sytuacji obudził mnie budzik. Na minus tego hotelu w Modlinie mogę tylko się poskarżyć że woda pod prysznicem była ledwo ciepła. Ale to mnie chyba bardziej rozbudziło… W pół godziny byłam gotowa. Z hotelu na przystanek idzie się 5 minut. Doszłam dokładnie kiedy podjechał autobus.

Na lotnisku zobaczyłam wielki tłum, jedną ogromną, wijącą się kolejkę. Pomylałam, że pan w recepcji miał rację, dobrze że nie przyjechałam pół godziny później i cierpliwie stalam. Kiedy wreszcie byłam blisko okienka, obsługa lotniska pytała, kto na lot do Trapani, zgłosiłam się. Pani spojrzała na moją kartę pokladową i mówi: ale pani ma priorytet, nie musi pani stać do odprawy, proszę isć prosto do kontroli bezpieczeństwa… no tak, jeśli chodzi o latanie z bagażem podręcznym to jestem  nowicjuszką...

Ponieważ tak bardzo się przejęłam problemem jak się spakować w małą walizkę i jeszcze mniejszy plecak, nieoczekiwanie zrobiło mi się w bagażu sporo miejsca... Dzięki temu dołożyłam do bagażu parę rzeczy w tym przede wszystkim mój ulubiony plecaczek, nieduży a bardzo pakowny, bo ten wymagany przez Ryanaira kompletnie się nie nadaje na wycieczki. I w ten sposób ( nie mówcie nikomu!) przechytrzyłam ryia, bo tylko przechodząc przez bramkę miałam przepisowe dwie sztuki bagażu, a na lotnisku i w samolocie - trzy... 

Efekt tego - najpierw - niepotrzebnego stania w kolejce a potem przepakowywania bagażu był taki, że mimo priorytetu, do samolotu weszłam niemal jako ostatnia... W sumie, lepsze to niż stanie godzinami w kolejce do bramki...

Opublikowano: 02 październik 2023
Odsłony: 43

Przylecieliśmy pół godziny przed czasem, ale Angelo już czekał. Pojechaliśmy najpierw zobaczyć ich dom (do remontu) z nieprawdopodobnym ogrodem pełnym drzew owocowych, oliwnych,z palmą itp, potem odebraliśmy dzieci z dwóch szkół, zjedliśmy obiad i teraz padłam na godzinkę i potem ruszam w miasto.

Wieczorem muszę się przepakować i o 8.30 mam wodolot na Marettimo, tam mam zarezerwowaną jedną noc ale chciałbym zostać jeszcze jedną. Więc jak na razie czasu brak :)

A do tego jeszcze walczę z netbookiem - w ramach wyrzucania zbędnych rzeczy zdecydowałam się wziąć sam tablet bez klawiatury. Wiem, że nie jestem wprawiona w pisaniu na klawiaturze ekranowej, robię trochę literówek, ale to co on wyprawia to już przesada. Zmienia to co piszę, przestawia, już dwa razy po prostu usunął to co napisałam, ale przeszedł sam siebie przestawiając ustawienia menu bloga i przez pewien czas po prostu było tam pusto! Udało mi się naprawić straty na telefonie...

Przez to jednak straciłam masę czasu, dlatego na razie na tym się zatrzymam, może jutro uda mi się dodać zdjęcia...(tak naprawdę to zdjęcia udaje mi się wstawić dopiero w domu).

Opublikowano: 02 październik 2023
Odsłony: 43

Dziś Marettimo. Zanim wsiadłam na wodolot, znów mało brakowało abym napytała sobie biedy... Czy ja stale muszę mieć takie wpadki? Wodolot o 8.30, nie będzie mnie (prawdopodobnie) 2 noce, więc z mojego pokoju może ktoś inny skorzystać. Ok, a więc umówiliśmy się że rano zbiorę moje manatki i to, czego nie biorę na Marettimo zostawię u Angelo. Angelo apartments to mieszkania, jest tam recepcja. Pokoje znajdują się parę metrów dalej. Więc przed ósmą rano zniosłam walizkę z rzeczami do zostawienia i plecak z tym co biorę na wyspę. W recepcji nikogo, drzwi zamknięte... już miałam dzwonić do Oli kiedy zeszli z góry goście (oczywiście Polacy) i otworzyli mi drzwi, ale dziewczyna spytała, jak to, nie ma pani klucza?

No tak, zapomnialam jak mi Angelo objaśniał który klucz do czego i był tam jeden do recepcji. No nic, każdemu może się zapomnieć. Zostawiam więc bagaże, wychodzę i tu jest najlepsze: Po przejściu 20 metrów orientuję się, że mam w ręce klucze! Ale numer, dobrze że go nie zabrałam na Marettimo... Ale będzie jeszcze lepiej: wracam z kluczami, kładę je na stole recepcji i chcę wyjść i zatrzasnąć za sobą drzwi, kiedy z góry windą zjeżdża Angelo z synkiem, jadą do szkoły. Witamy się szybko i pokazuję mu, gdzie zostawiłam rzeczy i dopiero w tym momencie widzę, że zostawiłam nie tylko walizkę ale też plecak z rzeczami na Marettimo!!!!!!

A gdyby nie pojawił się Angelo, zatrzasnęłabym drzwi, nie mogłabym wejść, i co wtedy???? Ktoś by w końcu otworzył, ale czy zdążyłabym na wodolot??? Ja wiem, takie przygody ubarwiają życie, ale może już wystarczy? 
photo 2023 10 03 08 43 29

Opublikowano: 03 październik 2023
Odsłony: 44

Jest tu tak pięknie że nie mam słów... Popatrzcie na zdjęcia, to jest moje mieszkanie, gdzie szumi morze a widok jest obłędny... Parę też zdjęć z okolicy domu - mieści się na  końcu tego mini miasteczka, przy Scalovecchio, czyli starej przystani. Tuż obok jest taka maleńka plaża pełna wysuszonych glonów, na których się leży wygodnie...


Teraz jednak nie rozpisuję się bo muszę trochę odpocząć, potem pójdę na spacer po miasteczku a po południu chciałabym wybrać się w tę właśnie stronę, którą widzę z okna...

Opublikowano: 03 październik 2023
Odsłony: 42

Tak wyszło że mam o wiele mniej czasu niż tematów do opowiadania a problem z tabletem mi tego nie ułatwia... Zaplanowałam spacer do Punta Troia, myślałam, że idzie się cały czas dołem. Poszłam w sandałach trekkingowych. Było pięknie ale potem ścieżka zrobiła się coraz trudniejsza, prowadziła w górę, coraz wyżej i zrozumiałam, że niestety, to nie jest wycieczka na moje siły. W połowie drogi podjęłam męską decyzję o tym, żeby zawrócić, i jestem dumna z tego, że powstrzymałam swoją zwykłą żądzę żeby dojść za wszelką cenę.

Opublikowano: 04 październik 2023
Odsłony: 45

Wybierając się na Marettimo pamiętałam tę wyspę taką, jaka była 13 lat temu. Byłam pewna, że wieczorem, kiedy większość turystów wsiądzie na wodolot powrotny, zrobi się tu pusto. Chciałam pójść do jakiejś małej trattorii i zjeść jakieś rybne danie tam, gdzie jadają rybacy. Ola poradziła mi, żeby zjeść w Trattorii Il Veliero, bo jest tam tanio i można tam dobrze zjeść. Więc wybrałam się tam ok wpół do ósmej, nie jest to malutka trattoria o jakiej myślałam, no ale skoro jest polecana, to warto. Tymczasem kiedy weszłam do pustego lokalu i zapytałam, czy można tu zjeść, kelnerka powiedziała mi "niestety, wszystko zajęte, tu się robi rezerwację wcześniej"... Dziwne, wszystko zajęte a lokal pusty...

Pokręciłam się po miasteczku i nie znalazłam miejsca, gdzie czułabym, że mogę zjeść. Obok mojego domu jest restauracja Al Pirata, ale wygląda na bardzo drogi lokal. Pomyślałam więc, że chyba pozostaje mi kupić sobie coś do przyrządzenia, przecież mam kuchnię. Sklep był otwarty, ale jakoś nie mogłam nic sensownego znaleźć do upichcenia, kupiłam więc ser i pomidory, chleba nie mieli. 

Zapytałam pana w sklepie, gdzie oni jadają, a ten mi odpowiada: w domu... No tak, może nie odpowiada im ta turystyczna atmosfera... Mnie to się też nie podoba. Pytam, czy by polecił gdzie bym mogła zjeść, a on mówi: wszędzie jest tak samo, może na przykład Al Pirata? Pomyślałam, że skoro jest tak samo, to może jednak nie będzie tam tak drogo, mam tę restaurację pod nosem, to spróbuję.

Tu o dziwo, nie ma problemu z miejscami. Siadam, kelnerka przynosi mi wodę i pokazuje ulotkę, na której jest adres internetowy, pod którym można znaleźć ich menu. Nie ma takiego normalnego. Czytam i widzę, że jednak faktycznie jest tu drogo, nic poniżej 20 euro, a ja chciałam zjeźć tak za 10-15. No ale już popiłam wodę, nie wypada mi wyjść. Mówi się trudno, zjem raz a dobrze. Biorę kalmara z grilla i sycylijską sałatkę i mam zamiar nie żałować.

Rosa dopiero wieczorem przekazała mi, że nie mogę u niej zostać na drugą noc. To było raczej pewne, ale czepiałam się nadziei. Gdybym była pewna, że nic z tego, szukałabym noclegu w ciągu dnia, pewnie bym coś znalazła, bo w wielu miejscach widzę reklamy z numerem telefonu - wycieczki, noclegi.Trochę liczyłam na pomoc Rosy w znalezieniu domu, ale był już wieczór, nie chciałam wyjść rano z walizką na poszukiwania... Wiem, że gdybym poszła spać bez pewności, że mam się gdzie zatrzymać, nic by ze spania nie było... 

Dlatego kiedy ona się nie odzywa, wchodzę na booking i znajduję tam pokój do wynajęcia za 63 euro. To o 9 euro więcej niż moje piękne mieszkanie, ale co robić, nie będę teraz po ciemku szukać innego lokum. Rezerwuję, zawiadamiam Olę, że mam już gdzie się zatrzymać i wracam dopiero w czwartek, a Angel rezerwuje mi ze zniżką wycieczkę łodzią u swojego kolegi. Czyli, dzień się dobrze kończy choć szkoda mi, że muszę opuścić moje piękne mieszkanie...
IMG 20231004 070355[1]

Opublikowano: 04 październik 2023
Odsłony: 42

Siedzę w porcie obok biura Horison, które organizuje wycieczki łodzią dookoła wyspy. Jestem chwilowo bezdomna, musiałam o 9 zwolnić moje mieszkanko (godzinę wcześniej niż w regulaminie ale mówi się trudno, Rosa mi udostępniła mieszkanie od rana, choć wg rozkładu checkin jest od 14, więc jej daruję...).

Kiedy wrócę z wycieczki mój pokój, który zarezerwowałam wieczorem powinien już być gotowy, tylko mam nadzieję że go znajdę... Po wyjściu z domu miałam godzinę więc próbowałam go znaleźć żeby nie błądzić potem, ale w żaden sposób, według wskazówek na mapce z bookingu mi się to nie udało. Złaziłam całe miasteczko, wszystkie uliczki w górę i w dół i nie tylko nigdzie nie znalazłam takiej uliczki ale w ogóle, nigdzie nie było nazw ulic... Mam nadzieję, że po powrocie z wycieczki pójdzie mi łatwiej, a jak nie to poproszę o lepsze wskazówki albo niech ktoś po mnie przyjdzie! Nie lubię, ale jak się nie da inaczej?...

Teraz za chwilę ruszamy na naszą łódź, dzięki, Angelo za zarezerwowanie rejsu! Mam kanapkę, wodę, maskę i fajkę do pływania i nie mogę się doczekać...

Opublikowano: 04 październik 2023
Odsłony: 43

To mój drugi raz, 13 lat temu płynęłam na początku maja, nie było mowy o pływaniu w zatoczkach, ale przede wszystkim brakowało słonka, było pochmuro, a Marco, nasz kapitan bardzo się martwił, że to co widzimy nie oddaje prawdziwego piękna tej wyspy.

Peppe, któremu mnie polecił Angelo (albo jego polecił mnie, sama nie wiem) nie opowiadał nam może tak ciekawie jak Marco, ale pokazał nam cuda w pełnej krasie, przy łagodnej fali, w cudnych kolorach. Mieliśmy dwa przystanki na pływanie w zatoczkach, woda ciepła nie była, ale nie lodowata, rybcie pływały sobie dookoła i było tak jak lubię. No, nie było bardzo bogato w morskiej głębinie jak na Ustice ale wypływałam się do imentu :)

Po powrocie do portu wyruszyłam ponownie na poszukiwanie mojego pokoju...

Opublikowano: 04 październik 2023
Odsłony: 43

Ponowna próba znalezienia zarezerwowanego domu według wskazówek na bookingu skończyła się prośbą o pomoc u źródła. Właściciel wyszedł po mnie pod bar Tramontana. Gdzieś był taki bar, ale gdzie? ... Koło restauracji Il Pirata. No ale przecież to tuż koło domu Rosy!

Znów się trochę pokręciłam w kółko i w końcu spytałam przechodnia wyglądającego na tubylca. Okazało się, że ten bar jest faktycznie tuż obok domu Rosy, uliczką w górę. Tam czekał na mnie właściciel i obśmiał się, słysząc jak szukałam uliczki, która znajduje się dokładnie dwie minuty od mojego wczorajszego mieszkania... No tak, ale z mapki na bookingu zupełnie to nie wynikało...

Mój dzisiejszy dom to pokój z łazienką, jest tu lodówka i nawet rozkładany stolik do pisania czy jedzenia. Mam go zwolnić jutro do 10, mogę zostawić bagaż. Pewnie wyjdę wcześniej, bo chciałabym jeszcze popływać przed opuszczeniem wyspy. 

Pokoik jest nieduży ale więcej nie potrzebuję. Nie ma widoku na zatokę, ale może będzie troszkę ciszej w nocy. Korzystam z tego pokoju żeby odpocząć bo rejs, pływanie, słońce, wiatr na łodzi - to wszystko mnie bardzo zmęczyło. Dlatego dziś pod wieczór tylko trochę pochodzę sobie, coś kupię do jedzenia, i odpoczywam. A, i może bilet na wodolot kupię.

Opublikowano: 04 październik 2023
Odsłony: 44

Spakowana, wyspana, wypoczęta zostawiam bagaż, biorę rzeczy do kąpieli, prowiant i idę spacerkiem wzdłuż wybrzeża w przeciwną stronę niż Punta Troia. Na wycieczce Peppe mi pokazał dokąd można dojść bezpiecznie i bez wysiłku, jest to ścieżka prowadząca za cmentarzem do plaży. Bardzo mi to odpowiada.

Pogoda jest boska, choć trochę gorąco, idę pod słońce. Cmentarz jest duży, jak zwykle szukam bardzo starych grobów, jak to na wyspach, nazwiska się powtarzają. Potem idę dalej, w końcu dochodzę do końca ścieżki. Plaża jest z drobnymi kamyczkami i przypominam sobie,że nie wzięłam butów do wody, szkoda. Jest tu trochę ludzi, ale niewielu. Woda nie bardzo zimna, pływam długo, bez fajki, z samą maską widzę ryby, pływające pode mną. Tego mi było trzeba. Potem trochę leżę, odpoczywam no i trzeba wracać...

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 42

Piszę znów w wodolocie, wracając z Marettimo. Szkoda wracać, mogłabym tam zostać jeszcze parę dni. Szczególnie, że zaczęłam dziś dopiero rozumieć różne takie "come si fa": jak wejść do piekarni, przed którą siedzi zawsze kilku starszych panów, zawzięcie dyskutujących, albo gdzie tanio zjeść - znalazłam lokal street food, stoją przed wejściem ławki i beczki z piwem, myślałam, że to piwiarnia, a piwo na Sycylii mało mnie interesuje. Dopiero dziś przeczytałam na oknie, że to street food, to by było coś dla mnie, ale dziś już mam jedzenie kupione.

Będąc tu drugi raz po 13 latach zauważam spore różnice. Ścieżka, którą dziś szłam w stronę cmentarza i plaży została utwardzona, a wtedy to była zwykła ścieżka, na której spotkałam kobyłę ze źrebaczkiem a po zboczu jeźdźcy jeździli na koniach. Teraz nie widać tu takich obrazków. Wtedy nawet w porcie było niemal pusto, tylko rybacy czyścili sieci. Teraz w okolicy portu jest cały czas tłoczno a jeśli chce się zjeść kolację w lokalu, trzeba rezerwować stolik. Widać sporo grup turystów wyruszających na trekking w góry. No i zauważyłam ze trzy bankomaty, a kartą można płacić niemal wszędzie...

Jeśli kogoś interesuje Marettimo, jeśli chciałby zobaczyć na mapie to o czym piszę, to przygotowałam takie dwie mapki: pierwsza, to mapka wyspy, gdzie zaznaczyłam białą linią maleńkie miasteczko z portem, czerwona kropa podpisana Casa sulla Spiaggia, to mój dom przy przystani. Zieloną przerywaną linią zaznaczyłam moje dwie wycieczki, tę w stronę Punta Troia (na północ), i tę na południę w stronę Spiaggia dei Nacchi. Żółta linia pokazuje mój spacer do Case Romane w 2010 roku. Druga mapka to plan miasteczka, po stronie południowej Scalo Nuovo czyli nowa przystań, tam przypływają wodoloty i promy, a po północnej - Scaloveccio czyli stara przystań, gdzie znajduje się Casa sulla Spiaggia. Kliknij w mapkę by otworzyć ją w nowym oknie.
Mapa  PlanMiasteczka

W Trapani prześpię się, a wcześniej muszę jak najlepiej przeorganizować bagaż, tak żeby do Partinico wziąć jutro minimum rzeczy. Plan jest taki, że jadę pociągiem o 6.50 (?!?), nie dojeżdżam do Partinico, ale wysiadam w Trappeto, a o 14.30 mam autobus linii Segesta do Partinico. Później w razie czego jest też pociąg, ale co ja bym tam robiła tyle godzin? Poza tym jeśli przyjadę wcześniej może dam radę po południu pójść do Parrini... Zobaczymy jak to wyjdzie jutro. Super byłoby skorzystać jeszcze z morza w Trappeto, ale to by powiększyło mi bagaż, który będę musiała nosić przez kilka godzin.

OK, ale dziś już tylko kupić bilet, policzyć ile czasu się idzie na dworzec, zakupy na drogę, pakowanie i odpoczywanie...jutro będzie wyczerpujący dzień.

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 45

Ładne miasteczko, piękne morze, tylko trochę się wkurzyłam: tak na wszelki wypadek sprawdziłam rozkład autobusów i nie ma nuż tego o 14 coś! A był w rozkładzie z dzisiejszą datą! czyli muszę tu zostać do 16tej, to trochę przesada... Na razie jestem zmęczona i trochę zniechęcona, miałam nawet pomysł, żeby się dowiedzieć ile by kosztowała taksówka do Parrini... Prawdę powiedziawszy, wciąż się nad tym zastanawiam... Jeśli pojadę pociągiem, dziś już nie zdążę tam dotrzeć, jutro będę musiała wyjść bardzo wcześnie, żeby zdążyć na pociąg - choć bez bagażu i rano będzie chłodno... Muszę to przemyśleć. Na razie siedzę w barze, nad głową huczy mi radio i próbuję skorzystać z okazji i popisać. W pociągu przygotowałam zdjęcia, choć nie wiem czy mój tablet pozwoli mi je wstawina stronę. Myślę, że pójdę zobaczyć jak tu wygląda ta plaża - jednak wzięłam ręcznik i kostium, choć nie wzięłam maski.

Później: leżę sobie na plaży w Trappeto, nie opalam się bo nie lubię, nie pływam jednak bo zrobił się silny wiatr i wcale nie jest gorąco. Trochę przeczekuję... Potem idę plażą, po piasku, moczę stopy i jest całkiem przyjemnie. Potem jeszcze trochę łażę po miasteczku i w końcu idę na dworzec, z myślą, że przeczekam tam tę ostatnią godzinę do pociągu. Co dalej - przeczytajcie koniecznie...

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 46

Przychodzę na stację - wymarła, nie ma żywej duszy, nie tylko kas ale też i automatów. No ale ja mam bilet z Trapani do Partinico, chyba nie muszę kupować nowego. Szukam rozkładu, jest schowany za szybą, prawie go nie widać. Tylko że na tym rozkładzie nie ma mojego pociągu!!! A jeszcze kilka dni temu na stronie trenitalia był! Sprawdzam na stronie - zniknął!!! To jakiś zamach na mnie?... Zostałam wykiwana nie tylko przez Autolinee Segesta, ale też przez Trenitalia...

I co teraz? Teraz już nie ma się co zastanawiać, muszę wziąć taksówkę, pewnie pójdzie ze 30 euro... Ale gdzie szukać taksówki? Znów obchodzę całe miasteczko, nawet nie ma się kogo zapytać...

W końcu wchodzę do tego baru, gdzie rano piłam cappuccino, nie wzięli nic za to że usiadłam przy stoliku, to może pomogą... Właściciel się zastanawia, mówi, że tu nie ma taksówek... Potem bierze kluczyki i prowadzi mnie do samochodu. Pytam, ile? 30 euro. Nie wiem czy faktycznie nie ma taksówek, ja żadnej nie widziałam. Ale jestem mu wdzięczna, mówi się trudno. Choć po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją na Sycylii to cieszę się, że jadę, plan sam się zdecydował. Dojeżdżam do Parrini samochodem a potem, jak się napatrzę na te malowane domki jakoś dolezę do mojego B&B w Partinico...

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 44

Zmęczona po kilkugodzinnym łażeniu z bagażem po Trappeto, no i wciąż jeszcze wkurzona skupiam się na niezwykłych kolorowych domkach Parrini. Maciupeńkie to borgo, mniejsze niż Scopello, a taka perełeczka... Na kamieniczkach obrazy, różne sentencje, ale też mnóstwo pięknie udekorowanych szczegółów. Jest też mini muzeum sycylijskich marionetek, a także pracownia artysty, tworzącego całkim niezwykłe pamiątki... Na koniec kupuję granitę z granatów, pychota! Zbieram siły i ruszam w dogę do Partinico, pocieszając się, że nie muszę iść w obie strony i że jutro nie muszę się zrywać wcześnie rano, by tu dojść i wrócić przed pociągiem.

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 44

Idę szosą, nie ma poboczy, droga nie jest zbyt ładna, ale w oddali widać góry. W końcu po przejściu ok. 3 kilometrów otwieram gps, żeby zobaczyć jak dojść do mojego B&B, wiem że jest przy trasie wylotowej na Parrini. Po chwili orientuję się, że doszłam za daleko, musiałam minąć tę uliczkę... Wracam 500 metrów i jestem na miejscu. (czyli przeszłam około kilometra niepotrzebnie). Początkowo nie mogę się zorientować, które to B&B, stoją tu w krótkiej uliczce trzy duże wille, nigdzie nie ma numeru, nazwy, szyldu. Już chcę dzwonić, kiedy słyszę jak ktoś mnie woła z pierwszego domu, najbliżej szosy.

Duży, piętrowy dom w ogrodzie, kiedy młody chłopak mi otwiera, widzę przez drzwi bardzo dużą salę, dwa łóżka z boku, jedno podwójne po środku. Przez moment się przestraszyłam, że to jakaś pomyłka, że to wspólny pokój kilkuosobowy. Za chwilę jednak okazuje się, że to wszystko tylko moje! Wszystko tu jest najwyższej jakości. B&B a jednak jest kuchnia! Rano właścicielka ma przynieść mi śniadanie, ale widzę ekspres do kawy na kapsułki - a ja nie mam mleka! Dzielnie proszę o odrobinkę mleka rano do kawy. Oczywiście, nie ma sprawy!

Kiedy zostaję sama, zwiedzam mój dzisiejszy dom i się zachwycam... Łazienka też jest wielka, jest wanna! Nawet poduszki są wyszywane... Po takich przeżyciach mi się należało...

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 43

Tu mi się spało chyba najlepiej. Nie muszę się nigdzie spieszyć, więc na spokojnie książka, blog, potem kawa (nie wiem jak właścicielka to zrobiła, ale w mojej kuchni rano pojawił się sok owocowy, mleko do kawy i trzy cornetti. A więc śniadanie, a przede wszystkim kawa... Jak sę ma wannę i czas, to nie ma siły, kąpiel... Potem się powoli zbieram i myślę, żeby spróbować wysłać zdjęcia na stronę, kiedy pojawia się właścicielka, przemiła uśmiechnięta Dora. No i gadamy półtorej godziny :) głównie o podróżowaniu, Sycylii, ale też o rodzinie i o życiu... Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie.

Na dworcu, hm, ani kas, ani automatów. Próbuję kupić bilet przez internet, ale jakoś mi to nie wychodzi. Dobra, to nic, w tej sytuacji można kupić w pociągu. Wsiadam, jadę. Konduktor parę razy przechodzi ale nie sprawdza biletów i zaraz znika. w końcu łapię go na jakiejś stacji i zgłaszam sprawę. Pyta tylko dokąd jadę i mówi, żebym usiadła. OK, to siedzę. Minęliśmy już Marsalę a ja wciąż jadę na gapę...

Carmelo nie odpowiada na pytanie jak się spotkamy, czy w Trapani czy w Ummari. Jakoś to będzie :)

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 47

Dojechałam do Trapani wciąż bez biletu. Konduktor nawet mnie widział, ale po prostu mnie zignorował. Nie to nie, nie będę się napraszać.

Carmelo chyba nie da rady przyjechać, nie problem. Idąc z dworca szukam, gdzie by coś zjeść, w zasadzie jest już na to trochę późno, ale widzę jakiś niewielki lokal z sycylijskim jedzonkiem. Ja mam zwykle w takich miejscach problem, bo nie potrafię wybrać, nie wiem co jest co i "come si fa". Ale coś mi się kojarzy i pytam o parmigianę (bakłażany, pomidory, ser). Jest, do tego chleb i woda, obiad za 8 euro, to lubię.

Potem biorę mój bagaż i idę na przystanek. Oczywiście, mam w głowie, że pewnie autobus nie przyjedzie, a może ja coś pomyliłam, albo mnie nie zabiorą bo nie mam biletu. Nic z tych rzeczy, autobus jest o czasie, jedzie tam gdzie powinien a bilet kupuję u kierowcy za 1,30...

Carmelo podjeżdża po mnie, jest bardzo zapracowany, widzę, że będę mogła spokojnie zająć się pisaniem, zdjęciami itp. I tego mi było trzeba. Basen jest, ale zrobiło się pochmurno i pochłodniało, więc dzisiaj nic z tego. Za to jutro ma być festa dla przyjaciół i jestem zaproszona :)

Myślałam, że pójdę dziś na jakieś mini zakupy,coś do domu, coś na drogę, jest sobota, jutro się nie da. Ale dziś też nie ma jak, bo trzeba byłoby gdzieś jechać, a nie chcę zawracać głowy. No i dobra, jutro najem się na imprezie, a pojutrze będę w domu. Jedyny minus że internet marnie działa, o wysyłaniu zdjęć nawet mowy nie ma, dobrzeże udało mi się trochę popisać...

Opublikowano: 07 październik 2023
Odsłony: 46

Dziś w nocy obudziłam się i, jak to bywa o 3 w nocy, wymyśliłam sobie problem: ciekawe, co ja teraz zrobię, jak dożyję do tej imprezy... Oprócz kilku herbatników nie mam kompletnie nic do jedzenia. Choć już tu byłam, odwiedziłam tylko dom Carmelo, nie widziałam miasteczka, czy wioski. Myślałam, że po przyjeździe pójdę sobie na spacer po okolicy, zajdę do jakiegoś sklepu i kupię sobie coś do przekąszenia na wieczór, na dziś i na drogę w poniedziałek, a także parę rzeczy do domu, jakieś przyprawy, busiate, niewiele, ale jednak.

Kiedy powiedziałam o tym planie Carmelo, ten się zmartwił: "ale tutaj nie ma żadnych sklepów, jeśli chcesz, mogę cię zawieźć do sąsiedniego miasteczka, Fulgatore." Wiedziałam, że jest bardzo zajęty, jestem gościem, robi mi przysługę, dając mi mieszkanko na dwie noce, a do tego zakupy w towarzystwie to trochę krępujące, więc powiedziałam, że to nie problem, nie ma o czym mówić.

W nocy jednak nawet "nie problem" robi się czymś wielkim, un problemone... Co prawda od lat zaczynam dzień od cappuccino z ciasteczkami, to jednak przed południem muszę zjeść coś bardziej treściwego, zwykle jogurt z owocami itp, potem kanapkę, jak nie, to tracę siły... To co to będzie? I z takimi to myślami biłam się nocą przez dłuższy czas, bez sensu... W końcu wymyśliłam, że mam mleko i dużo herbatników, które dał mi Carmelo do kawy, to się rano objem tymi herbatnikami z mlekiem. Nie wiem co na to powie mój żołądek, nie przyzwyczajony do takiego jedzenia, ale zaspokoję głód... A na jutrzejszy lot zorganizuję pewnie coś z imprezy, w najgorszym przypadku kupię coś na lotnisku, choć wolałabym tego uniknąć, bo i drogo i z reguły mało apetyczne...

A z tą kawą też ciekawa sprawa: w kuchni mam kawę i cukier, poprosiłam o odrobinkę mleka, dostałam litr. Czyli, co prawda nie cappuccino ale kawa z odrobiną mleka rano zapewniona. Ale zaraz zaraz, gdzie moka? (moka to ten ekspres do kawy, który się stawia na gazie, co najmniej jeden znajduje się w każdym domu, i w każdym mieszkaniu do wynajęcia). Jak zrobię rano kawę bez moki? Carmelo i Valeria pojechali wieczorem do przyjaciół, głupio mi przeszkadzać, ale lepiej wieczorem niż rano. - Carmelo, wybacz, że przeszkadzam, ale gdzie znajdę mokę, nigdzie jej nie widzę?" Odpowiedź jest zaskakująca: - Nie mam moki, mam ekspres na kapsułki, rano przyniosę ci kawę...

Ok, miło, ale nie pojmuję: to po co mi tutaj kawa i mleko skoro nie mogę sama zrobić sobie kawy?... Oczywiście, nie komentuję, a kiedy rano, czytając sobie po obudzeniu, słyszę ciche: kawa gotowa!, dziękuję bardzo i trochę nie wiem, co zrobić dalej, bo mam naparstek espresso i litr mleka... Jak dodać do tego mleko, żeby to była kawa, a nie mleko z kawą? Ja nie marudzę, skąd, ja tylko się dziwię...

Od rana trwają pracowite przygotowania do imprezy... Będzie grill, muzyka i ponoć również kąpiel w basenie... Oczywiście, to nie z mojej okazji ale miło że w ostatni dzień mojego pobytu na Sycylię trafiam na imprezę :)

Opublikowano: 08 październik 2023
Odsłony: 45

Siedzę już w samolocie, za 5 minut wyruszamy do domu, ale nie wiem, z prognozy raczej wygląda, że lecimy na któryś z biegunów... Tu teraz, o 9 jest już powyżej 20 stopni, w Warszawie jest teraz koło 3 stopni... Jutro już ma być dużo cieplej, ale czy koniecznie na mój powrót musiało się zrobić tak zimno?

Wczoraj przeżyłam :) Przed południem uzupełniłam blog, na ile się dało, bo internet u Carmelo jest strasznie słaby, a mój jest na wyczerpaniu. Potem wzięłam się za zdjęcia, żeby w domu móc je wreszcie wstawić do bloga. Z tego co piszę wynika jasno, że ten dzień jest dniem odpoczynku, przygotowaniem do powrotu.

Koło południa zrobiło się gośno i radośnie, przyjechali przyjaciele Carmelo i Valerii. Kiedy wyszłam na zaproszeie Carmelo, wszyscy już byli w kostiumach a kilka osób wchodziło już do wody. No to szybko się przebrałam i dołączyłam do nich. Woda była pierońsko zimna, ale i tak udało mi się popływać a nawet zanurkować. Impreza najpierw trwała w okolicy basenu, tam zabrały się panie, a panowie szykowali jedzenie. Potem zaprosili nas do stołu, na pierwsze danie był mój ulubiony makaron, specialita trapanese, busiate. A martwiłam się, że tym razem nie miałam okazji go spróbować.

Atmosfera bardzo miła, szczególnie rozmowa z dwiema paniami, które nie mogły się nachwalić wrażeniami z pobytu w Polsce, zachwycone Krakowem, Warszawą i ... polskim jedzeniem. Na koniec było parugodzinne karaoke, a to nie jest coś dla mnie... Nic nie poradzę,że nie lubię takiego śpiewania, szczególnie do mikrofonu, ale z drugiej strony, kto wie, czy to nie dzięki karaoke Włosi są tacy rozśpiewani...

Potem poszłam się pakować i przygotowywać do powrotu. Umówiliśmy się z Carmelo na wpół do ósmej,o takiej porze to ja mogę wyruszać...

A dzisiaj: jeszcze pół godzinki jazdy, miło gadając z Carmelo i już lotnisko, cappuccino z moimi ciasteczkami (kupionymi jeszcze na Marettimo) -2 euro za cappuccino, cena w porządku. Z imprezy niestety nic nie dało się wziąć na drogę, były ciacha, ale takie z kremem (w tym cannoli), nie doniosłabym nawet do lotniska. Więc nie było wyjścia - kupiłam najdroższą w życiu kanapkę za 7 euro (ale dość sporą) i wodę za 2,50 ( w mieście kosztuje 60 cent. ). No i jeszcze ricotta i busiate do domu, w cenie lotniskowej, ale musiałam...

Teraz lecimy już nad terraferma, czyli nad lądem, przelecieliśmy nad Egadami a potem nad Ustiką, bardzo wyraźnie ją było widać z góry.

(troszkę później, już z domu) Teraz zostało mi jeszcze uzupełnić to pisanie i dodać zdjęcia. Podczas tej podróży miałam duże problemy techniczne, przede wszystkim przez to, że nie bardzo umiałam się dogadać z moim komputerkiem bez klawiatury. Wszystko było skomplikowane albo niemożliwe do wykonania. A więc następne kilka dni będę jeszcze z głową tam. Jeśli ktokolwiek tu zagląda, zapraszam już za momencik, za parę dni, kiedy blog stanie się opowieścią (czyli od początku a nie od końca) i pojawią się tu zdjęcia. (edit tydzień później: zdjęcia dodane, blog uzupełniony, jeszcze tylko dopiszę informacje praktyczne)

I wtedy to już będzie naprawdę koniec mojej podróży, kto wie czy tam jeszcze kiedyś wrócę...

Opublikowano: 10 październik 2023
Odsłony: 45