Valderice i połowa krewetek

Do Valderice pojechałam autobusem AST. Wybierając się tu warto wybrać autobus, który jedzie pół godziny a nie ponad godzinę (trasa). To ten, co jedzie na Erice. Ale kierowcy trzeba powiedzieć wyraźnie, że VALDerice a nie Erice, bo oczywiście, jeśli Erice, to bilet jest droższy. Tak właśnie mnie się wydarzyło, ale trafiłam na wyrozumiałego kierowcę, i grzecznie oddał nadpłatę... Ja sobie wyobrażam, jak ten autobus się tam dalej wspina, aż na szczyt góry Erice ... Ja jednak wysiadłam w Valderice, na pierwszym przystanku, zapamiętałam, że był to przystanek przy Carabinieri i tam postanowiłam wrócić aby złapać powrotny.

Autobus przejeżdża przez Valderice takie sobie. Uliczki, ulice, budynki nowoczesne, starsze, sklepy i tak dalej. Po prostu miasto. A ja tu przyjechałam, bo kilka razy przejeżdżałam ze znajomymi samochodem przez piękne miasteczko, i takiego szukałam. Bałam się, czy uda mi się je znaleźć, ale wystarczyło skręcić w uliczkę w dół - i za chwilę było pięknie! Znalazłam dokładnie to, czego szukałam. Cisza, spokój, nawet lodów nie było ;) Ale za to widoki - to na dolinę, to na górę...

Napstrykałam zdjęć, potem wlazłam na najwyżej prowadzącą uliczkę, potem z niej zeszłam inną drogą, schodkami między domami, i potem wróciłam w okolicę Carabinieri. Okazało się, że oczywiście, nie wzięłam ze sobą kartki z rozkładem jazdy, a jeśli ja pamiętam godziny, to znaczy, że ich nie pamiętam...Czyli, nie byłam pewna, czy autobus ma być o 13.30, o 14, czy może o 14.30. Ale podeszłam do tego filozoficznie: w końcu przyjedzie. Usiadłam za murkiem, za mną było wyjątkowo brzydkie podwórko, zagracone starymi oponami, rozpadającym się samochodem. Tu jednak mieszkają też ludzie... Wyszła jakaś tęga pani, pozdrowiła mnie i zaczęła ten kawałek nieszczęścia zamiatać... Pozamiatała i zniknęła w czymś, co nie przypominało domu...

W końcu nadjechał autobus, tego można się było spodziewać. Nie wiem nawet, czy miał spóźnienie, skoro nie pamiętam, o której miał być. A sprawdzać wstecz mi się nie chce ;)

Na obiad usmażyłam połowę krewetek, które kupiłam rano na targu. Nie wiem jak to jest, że dla rodziny kupiłam 40 dkg i był obiad, a tu poprosiłam 30 dkg i mam dwa obiady, ale jakie obiady! Po prostu cała wielka patelnia krewetek! Może one tu jakoś inaczej ważą? Przydały się cytryny z Custonaci, wczoraj nabyte białe Grillo... Na drugie 1/3 wczoraj kupionej fasolki szparagowej. Szczęście zupełne...

on 28 kwiecień 2015
Odsłony: 405

You have no rights to post comments