Castelvetrano i Sagra del Carciofo

W Castelvetrano miałam 4 godziny na zobaczenie miasta oraz na napawanie się świętem karczocha. Musiałam tylko zrozumieć, jak tu się poruszać, żeby potem łatwo wrócić na dworzec. To okazało się łatwe, bo stare miasto jest na górze a dworzec na dole... Nie mogę oczywiście powiedzieć, że poznałam to miasto, absolutnie, pokręciłam się po Starym Mieście, które robi miłe wrażenie, zajrzałam do kilku kościołów, obeszłam centrum, a później zaczęłam kontemplować święto karczocha.

Uliczki centrum zamknięte zostały dla ruchu, rozstawiono tu stoiska, głównie niestety takie typowe stoiska, na których sprzedawano kosmetyki, ozdoby, gospodarstwo domowe, ale też trochę ceramiki, wyroby rzemieślników, słodycze. Najpierw popatrzyłam co mnie interesuje, pokręciłam się. Później znalazłam stoisko, na którym można było zamówić gotowaną owcę (ale nie było w niej karczocha, więc nie wzięłam) lub pasta frittedda, chyba to znaczy smażona, z karczochem i groszkiem, więc zamówiłam tę pastę, no bo zrobiłam się już nieźle głodna. Myślałam, że to będzie malutka miseczka, a dostałam całkiem sporą porcję gorącego jedzenia. Zresztą, należało mi się, bo czekałam sporo czasu aż będzie gotowe, co jakieś 10 minut mnie pocieszano, że jeszcze 5 minut i będzie gotowe ;) Było ciekawe, najadłam się za wszystkie czasy (i za 3 euro...).

Później przyszła pora na karczocha z rusztu, tu trzeba było kupić specjalny bilet, bo to stoisko brało udział bezpośredni w święcie. Nie bardzo wiedziałam jak się to je, bo widziałam, że ludzie zdejmują i odkładają liście karczocha. No ale jakoś mi się chyba udało i im bliżej byłam rdzenia tym było lepsze. Gdybym wcześniej nie zjadła tej pasty, to chyba bym wzięła dokładkę... (1 karczoch 1 euro).

Na koniec pozwoliłam sobie na deser, myślałam o cannolo, ale były ogromne, więc kupiłam sobie sfince, to były jakieś takie smażone pierścionki posypane cukrem pudrem. Poprosiłam pół porcji (2 euro, podczas gdy cała kosztowała 3), co i tak było o wiele za dużo, ale było naprawdę dobre.

Pomiędzy stanowiskami pojawiał się zespół pieśni i tańca w kolorowych strojach regionalnych, maszerujący w takt muzyki, zewsząd dobiegała muzyka mniej regionalna. Pełno ludzi, bardzo fajna atmosfera.

Wróciłam do domu bardzo zmęczona, chyba głównie tym słońcem, ale też naprawdę zadowolona z ciekawej wycieczki.

on 19 kwiecień 2015
Odsłony: 317

You have no rights to post comments