Dzień 11, Wąwóz Alcantara

Potem pojechaliśmy do wąwozu Alcantara, zeszliśmy po 300 schodach w dół, i tam wśród tych cudów przyrody zauważyłam, że wyładowała się bateria w aparacie... Chciało mi się ryczeć! 

Paolo brodzący już w lodowatej wodzie, gdzie bałam się wejść ze względu na moje biedne nogi, zachęcał do wejścia, powiedziałam mu jaki mam problem, zapytał - chcesz kluczyki? - Pomyślałam o tych trzystu schodach, i powiedziałam  - dawaj!

Wiedząc że nie mamy dużo czasu, wbiegłam na górę, pomordowałam się trochę z zamkami landrovera, szybko wymieniłam baterię i zbiegłam w dół, tu już nie zastanawiałam się, widząc, że wszyscy brodzą w wodzie. Zrzuciłam buty, skarpetki, plastry i weszłam do lodowatej wody na wyślizgane ale kłujące kamienie, żeby zrobić zdjęcia wąwozu - nie po to tu przecież przyjechałam, żeby się roztkliwiać nad poranionymi stopami...

Cuda jakie tam się znajdują są nie do opowiedzenia słowami... To trzeba po prostu zobaczyć, i mnie jest nadal mało. Chciałabym wejść daleko wgłąb wąwozu, ale niestety, niedługo musieliśmy już wracać. Wąwóz, wysoki, długi na 48 km a wysoki na 20 do 50 m został wyżłobiony w czarnych bazaltowych skałach przez nurt rzeki Acantara.

Paolo rozwiózł wszystkich tam, gdzie im było najwygodniej wysiąść, a mnie zawiózł na przystanek autobusu, skąd pojechałam do Noto. Podziękowałam mu bardzo serdecznie, mówiąc, że robi świetną robotę w doskonałym stylu.

Po drodze do Noto nie moglam sie napawac widokami bo bylo juz ciemno, ale wracajac do Catanii, na lotnisko bede jechac ta sama droga, rowniez jadac do Syrakuz bede mogla popatrzec na widoki. Tymczasem przez całą drogę oczami wyobraźni widziałam niesamowity świat, którego nigdy nie zapomnę...

on 02 październik 2007
Odsłony: 450

You have no rights to post comments