Siedzę na lotnisku w Rzymie i czekam na mój samolot do Katanii, który niestety jest opóźniony przez co nie zdążę na autobus, którym miałam jechać do Donnalucaty. Na szczęście jest następny, ale będę na miejscu późno.

Muszę Wam opowiedzieć co mi się przydarzyło w samolocie z Warszawy. Siedział koło mnie elegancji młody człowiek, myślałam, że Włoch, ale mówił po angielsku i hiszpańsku. Potem zobaczyłam, że czytał książkę p o arabsku. Kiedy wysiadaliśmy, zawołał mnie bo zostawiłam na siedzeniu laptop!!! Potem jak mu już podziękowałam bardzo bardzo, rozmawialiśmy, on mieszka w Egipcie. Uratował mi życie normalnie! Powiedział, że znaleźliby mnie i odesłali, nawet mu do głowy nie przyszło, że ktoś inny zamiast zawołać mógł sobie wpakować do plecaka, zanim bym się zorientowała, tyle by go widzieli. Przyzwoity chłopak!
Opublikowano: 26 wrzesień 2017
Odsłony: 81

Na wstępie - tak, już jestem w Donnalucata i dobrze mi tu jest :) Ale ponieważ po prostu nie dałam rady napisać o wczorajszej podróży, pozwólcie dwa słowa:

Lot z przesiadką w Rzymie ok, co prawda samolot do Katanii wytartował z 35 minutowym opóźnieniem i byłam pewna, że nie zdążę na autobus AST do Donnalucaty. Co prawda był jeszcze jeden, ale przyjechałabym nim na miejsce bardzo późno. Na szczęście wszystko się odbyło szybko - wysiadanie z samolotu, odbiór bagażu, walizka była!!!, i pędem przed lotnisko szukać przystanku. Stały i nadjeżdżały różne autobusy, w tym sporo linii AST, aż tu patrzę, jeden ma tabliczkę Donnalucata! A więc udało się! Bilet kosztował 9,50E.

Tu znów sytuacja, jakiej nie lubię u Włochów (bo chyba nie tylko Sycylijczyków): idę przez całą długość autokaru, niby pełen, ale jest sporo miejsc zajętych przez... torby i plecaki. Ktoś siada na jednym miejscu a na drugim kladzie bagaż i co go obchodzi. Wydaje mi się, że my tak nie robimy, to znaczy kładziemy, ale kiedy przechodzi ktoś, szukający miejsca, zwalniamy je (nawet jeśli z żalem) raczej nieproszeni. A oni nie. W końcu jakiegoś chłopaka zapytałam, czy to miejsce jest wolne, niechętnie zabrał plecak, nie miał już innego wyjścia...

Nie mam zdjęć z drogi, najpierw było ciemno a do tego trudno byłoby pstrykać mając tego chłopaka między mną a szybą. No i nie bardzo widziałam co mijamy. Potem zrobiło się ciekawiej - podjechaliśmy na plac w Noto i poznałam moją fontannę, widać było bramę miasta. Oczywiście, nie zdążyłam wyjąć aparatu, podobnie jak wtedy, kiedy znaleźliśmy się na tym niesamowicie wysokim moście w Modica. 10 lat temu patrzyłam na ten most - podobno najwyższy w Europie - i na  poruszające się po nim pojazdy jakby to było w niebie, teraz byliśmy na tym moście, a w dole migotały pięknie światła miasta, rozrzucone na dwóch zboczach wąwozu. Żeby tam zrobić zdjęcie, trzeba by się tam dostać, może da się w pobliże  podjechać autobusem, zobaczę jak tam będę. Ale takie zdjęcie wieczorem, to by było coś!

Wcześniej wjechaliśmy do Pozzallo, portu na południowym wybrzeżu, a po opuszczeniu Modiki jeszcze tylko malownicza Scicli, gdzie w tych dniach się wybiorę i - już ja sama z kierowcą - krętą drogą w dół, do Donnalucaty. Tu kierowca wysadził mnie na samym początku ulicy San Remo, a za chwilę podjechał Antonio i podwiózł mnie - raptem 100 m - do B&B Micenci, gdzie spędzę czas do niedzieli.

I w ten sposób zmęczona, kaszląca i osłabiona po - lub w trakcie - silnego przeziębienia, i do tego potwornie niewyspana (kupka nieszczęścia, prawda?) dotarłam do celu...

 

Opublikowano: 27 wrzesień 2017
Odsłony: 87

Zaraz opowiem o B&B, ale najpierw dwa słowa o tym, jak mnie tu przyjęli. Antonio postawił moje walizki przed wejściem na górę, a na razie zaprosił mnie do ich salotto, gdzie przywitałam się z jego żoną Giovanną i parą starszych państwa, sąsiadów. Bardzo sympatycznie porozmawialiśmy przez chwilę, po czym poszłam się odświeżyć do mojego pokoju, bo czekała na mnie przygotowana dla mnie kolacja! Prawdę powiedziawszy, marzyłam jedynie o tym, żeby wreszcie położyć się spać, ale byli tak sympatycznie, rozmawiało nam się tak miło, że bez żalu posiedziałam z nimi z godzinę.

No a teraz o B&B: kiedy myślę B&B, to z reguły widzę nieduże pokoiki, wypełnione głównie łóżkiem z łazieną wewnątrz lub w korytarzu. Tu jest inaczej. Mój pokój to właściwie mieszkanie. Mam mały pokoik ze stołem, krzesłami i fotelem, małym telewizorem, klimatyzatorem i balkonem, potem dużą, wygodną sypialnię, z małżeńskim łóżkiem (metalowym, pięknym), z piękną zieloną szafą, dużym telewizorem, drugim klimatyzatorem i balkonem (widoki nie są jakieś zachwycające,  po prostu życie wokół). W sypialni jest duża lodówka, którą bym widziała razej w tym mniejszym pokoju, no bo mruczy. Jest jeszcze spora, wygodna łazienka ze wszystkim czego można by potrzebować.

Do mieszkania brakuje jedynie kuchni, no ale na tym samym piętrze jest duża, dobrze wyposażona kuchnia z dużym stołem. Widziałam inny pokój, bardzo duży, piękny, z wielkim balkonem, wiem że w innej części domu są samodzielne mieszkania do wynajęcia.

Na dole wzdłuż domu są bardzo wygodne miejsca, gdzie można jeść czy odpoczywać, pod daszkiem, stoją tam też rowery z których można bezpłatnie korzystać. Do plaży jakieś 5-10 minut drogi.

Więcej zdjęć i informacji o tym miejscu na portalu, tutaj. Ja mogę tylko powiedzieć, że to co w ofercie nie daje wyobrażenia o tym, jak wygodne, miłe i warte polecenia jest to miejsce!

Opublikowano: 27 wrzesień 2017
Odsłony: 85

Nie rozumiem, przecież wczoraj wieczorem napisałam o wczorajszym dniu!!! Potem zajęłam się zdjęciami, ale nie udało mi się ich przygotować na tyle, żeby tu wkleić, no ale post napisałam! Już wcześniej tak było, że po zapamiętaniu tego co napisałam kartka była pusta, ale wtedy to zauważyłam i zagryzając zęby napisałam jeszcze raz. Teraz musiałam tego nie zauważyć, buuu!

A więc wczoraj, opowiem tak trochę w skrócie, bo przecież mam do opowiadania i dzisiaj, no a zdjęcia się mnożą. Przed południem poszłam przede wszystkim w dół do plaży, to jest dosłownie 5 minut drogi (a może  mniej...). Donnalucata to miejscowość plażowa, na 10 kilometrów rozciągają się szerokie plaże z ladnym żółtym piaskiem. Wczoraj piasek był wilgotny, chodzi się po nim wygodnie, jak po ścieżce. Na plaży kilka osób, ktoś się opala (ale słonka raczej nie ma), ktoś pływa, dzieciaki taplają się w płytkiej wodzie. Idę Lungomare, czyli bulwarem nadmorskim. Bardzo proste, niewysokie domki wzdłuż plaży, potem pojawia się jakaś lodziarnia, jakiś bar, niewiele, pewnie latem więcej tu tego. Uliczki odchodzą prostopadle w górę, widać ładny kościółek, ja na razie idę nad morzem. Przy lungomare wybrzeże jest skaliste. Dalej jakiś niewielki placyk, targ rybny, chyba tutaj jest końcowy przystanek autobusu, dalej znów bardzo szeroka piaszczysta plaża a okolica robi się bardziej elegancka. Zaczyna kropić, więc nie idę dalej, ale nie pada bardzo więc kręcę się po tych uliczkach nad lungomare.

Są sklepy, jakiś market, inne, restauracje, bary, wszystko raczej nieduże. Wchodzę do kościółka, jest w nim piękna, wielka szopka na całą ścianę, chciałabym jej zrobić zdjęcie, ale jest za szybą i zbyt ciemno. Można ją oświetlić, ale trzeba by wrzucić 2x50 centów, a ja takich nie mam. Trudno. Pada coraz bardziej, więc robię jeszcze zakupy w markecie, na obiad kupuję tutejszą foccaccię, taką nadziewaną (hm, mam nienajlepsze wspomnienia z poprzedniego razu, 10 lat temu...), Potem biorę gotówkę z bankomatu, zauważyłam, że od rana do wieczora kiedy tam znów zaglądam pilnuje go carabiniere! Czyżby to była jego służba???

W domu pochłaniam foccaccię i mam zamiar spokojnie popisać, zająć się pierwszymi zdjęciami. Nagle widzę jednak, że wyszło słońce! Nie wiem, na jak długo, więc chcę skorzystać ze słonka, no bo zdjęcia bez światła to nie to o co chodzi. Więc szybko wychodzę i robię podobną trasę, choć najpierw chodzę uliczkami, a potem idę plażą w drugą stronę, nie pod miasteczkiem, ale jakby wychodząc z niego na wschód. Spacer po tej pięknej plaży to ogromna przyjemność. Widzę pojedynczych plażowiczów, kogoś w wodzie, kogoś jadącego na rowerze po plaży, jakichś biegaczy, a jacyś ludzie na jakby boisku grają w golfa czy coś takiego. To wszystko spokojnie, bez tłumów, parawanów, parasoli. Plaża jest cały czas piaszczysta, choć wzdłuż plaży w morzu jest trochę skalistych tworów. Jednak kto nie lubi skał, miejsc bez nich jest mnóstwo a woda przy brzegu jest bardzo płytka.

W końcu wracam, bo przecież chciałabym tu przyjść jeszcze raz wieczorem, żeby złapać zachód słońca. Po przyjściu nie ma mowy znów o pisaniu czy zajmowaniu się zdjęciami, bo gadamy z Giovanną. Potem wychodzę i jest pięknie, ogromne słońce topi się w morzu - to pokażą zdjęcia, które tu dodam najdalej jutro. Po powrocie znów gadamy, znów zaprosili mnie na kolację, wracam do pokoju dość późno, piszę kilka zdań tutaj - to to, co zniknęło, nie wiem dlaczego... I jeszcze przygotowuję najpierw zdjęcia z zachodu słońca, kilka z nich udaje mi się wrzucić na fb. A potem już spać...

Opublikowano: 28 wrzesień 2017
Odsłony: 98

Do Scicli miałam pojechać w dzień, kiedy słońce będzie murowane. Wczoraj zapowiadali słońce na dziś, dziś rano było pięknie słonecznie, więc jadę. Antonio zaproponował, żebym wróciła z nim, on w Scicli pracuje, no dobra, ale kończy o 12, a autobus do Scicli jest o 10, no to miałabym tam półtorej godziny... Umówiliśmy się na sms, ale od razu kupiłam bilet powrotny. No, to mogę powiedzieć, że wróciłam tuż przed 18... No, po 16 byłam gotowa do powrotu, ale autobus był dopiero o 17.20, do tego spóźnił się 15 minut. Wróciłam strasznie zmęczona, ale baaaardzo zadowolona, to znaczy wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że słonko, owszem, było ale do pewnego momentu, a potem zrobiło się chmurzyście i tak już prawie cały czas - po południu znów się pokazało (a teraz, wieczorem, grzmi i pada). Szkoda, bo zdjęcia panoramy miasta z góry z pewnością bardzo na tym stracą...

Na początku trochę nie wiedziałam gdzie iść, bo nie miałam planu, ale szybko znalazłam drogę i potem już było z górki, choć raczej pod górkę, bo oczywiście, wlazłam wysoko. Scicli to miasto na trzech wzgórzach, wysoko są ruiny zamku a pod nim kościół San Matteo, pod kościołem z kolei w skałach znajdują się groty, w ktorych dawni mieszkańcy urządzali sobie mieszkania, chroniąc się w ten sposób przezd piratami. Dużo tych grot obudowano, tworząc system domów wielopoziomowych. Większość z nich jest opuszczona, ale niektóre są wyremontowane, widziałam tam nawet ekskluzywny hotel ze spa i basenem. Jednak na  ogół są to bardzo biedne mieszkania.

W takich grotach mieszkała rodzina pana Carmelo, który urządził tam mini skansen. Można tam zobaczyć, jak wyglądała taka zamieszkała grota (jeszcze w latach 50-tych zeszłego wieku!), zgromadził tam mnóstwo sprzętów, narzędzi, przedmiotów użytecznych w pracy, w domu, pamiątek. Bardzo warto tam zajrzeć!

Kiedy wyszłam z grot pana Carmelo okazało się, że słońce się schowało i pojawiły się ciemne chmury. A ja wchodziłam coraz wyżej i miałam wielką chrapkę na panoramę Scicli w promieniach słońca... Z naturą nie wygrasz... Doszłam do San Matteo (kościół zamknięty, ale liczą się przede wszystkim widoki), doszłam jeszcze wyżej, w pobliże zamku, ale dalej już dałam spokój.

Potem zeszłam w dół i znalazłam się po drugiej stronie wzgórza. Z góry wypatrzyłam znajomy z filmu Montalbano plac... Poszłam więc w tamtym kierunku. Okazało się, że w budynku Municipio można wejść do biura kwestora, które pojawia się w filmie, jest to oczywiście zabytkowe pomieszczenie, więc warto je zobaczyć nie tylko ze względu na to, że tutaj dzielny komisarz ściągany był na dywanik do kwestora...  Bilet można połączyć ze zwiedzaniem dwóch perełek Scicli - kościoła Santa Teresa i Palazzo Spadari. A co, kupiłam sobie taki bilet za 5 euro i za każdym razem byłam oprowadzana indywidualnie, jak jakiś VIP :) Pomiędzy jedną a drugą atrakcją zjadłam - na tym słynnym placu Montalbano - pizzę a taglio z kwiatami cukinii, mozzarellą i anchois, była wyborna! Wiedziałam, że nie uda mi się zdążyć na autobus o 14, ani o 14.30, a późniejszych nie zapisałam, bo nie podejrzewałam, że tyle czasu tam zabawię...

Scicli to piękne barokowe miasto, odbudowane po wielkim trzęsieniu ziemi pod koniec XVII wieku. Charakterystyczne dla tego miasta są maszkarony, podtrzymujące balkony - są to różne postacie, czasem ludzkie, czasem zwierzęce. No i te piękne stalowe balkony... Chodziłam, podziwiałam, robiłam zdjęcia. Ostatnią godzinę przesiedziałam jednak na skwerku tam, gdzie miał przyjechać autobus. No i teraz już jestem w domu, najedzona, odpoczywam, no bo oczywiście, taka wycieczka wyciągnęła ze mnie resztkę sił.

Dziś nie zeszłam do Giovanny i Antonia. Wiem, że jedzą teraz kolację, a nie chcę znów ich objadać. Mam nadzieję, że zrozumieją. Dziś chcę nadrobić zaległości w  pisaniu, opracować zdjęcia. Jutro będzie mój ostatni dzień tutaj, spokojny, bez pośpiechu, wtedy pogadamy. Na plażowanie nie ma szans, i temperatura taka na skraju - w słońcu ciepło, ale w cieniu niekoniecznie, a ja wciąż jeszcze nie mogę wyzdrowieć do końca. Więc na spokojne jutro się nastawiam. Teraz biorę się za zdjęcia, po troszkę będą się tu pojawiać.

Opublikowano: 28 wrzesień 2017
Odsłony: 96

Dziś po raz pierwszy miałam bezpośredni kontakt z morską wodą! Na kąpanie jeszcze za wcześnie, biorąc pod uwagę jak kaszlę (choć dziś czuję wyraźnie poprawę!), ale parę godzin szłam plażą z nogami w wodzie, i to było super! Płytka woda była ciepła, a do tego ten wspaniały piasek! To nie tylko piaszczyste plaże, ale ten piasek jest czysty, żółty i drobniuteńki, a do tego jakoś tak nie grzęźnie się w nim, idzie się wygodnie, ludzie tu na rowerach jeżdżą i dzieci w wózkach wożą. Doszłam aż do strumienia, który wpada do morza, słonko świeciło, morze szumiało, było super :)

Potem zaczęłam po trochę przygotowywać się do trudnej jutrzejszej wyprawy w kierunku Marzamemi (dwie przesiadki, jedna ponad 2 godziny w Modice, druga w Pachino), pół dnia żeby przejechać kilkadziesiąt kilometrów. Aż tu teraz Antonio mi mówi, że to nie ma sensu, on mnie zawiezie do Ispica i stamtąd już mam tylko Pachino i Marzamemi! Zamiast o 10 wyruszam o 13, a na miejscu będę o tej samej porze co miałam być. Superowo, ogromnie się cieszę i oczywiście jestem mu bardzo wdzięczna!!! Grazie Antonio di avermi regalato ancora la meta giornata a Donnalucata!

 

Opublikowano: 29 wrzesień 2017
Odsłony: 87

Wieczorem miałam się zająć zdjęciami z Scicli. Zamiast tego poszłam na wieczorny spacer lungomare, zobaczyłam kolejny niezwykły zachód słońca - ciekawe, bo nigdy dotąd nie widziałam, jak całe słońce wchodzi do morza! Zawsze jakoś się częściowo chowało między chmurami, tworzyło wspaniałe widowiska, smugi. Tutaj choć na niebie są chmury, słońce pokazuje się całkowicie, jest wielką czerwoną kulą, która powolutku zanurza się w morzu... Poszłam w drugą stronę, mijając bardziej elegancką, choć też darmową plażę z drugiej strony miasteczka. Było ciepło, spokojnie. Trochę ludzi spacerujących, biegających, rozmawiających, jakaś restauracja, bar. Były wreszcie lody...

Opublikowano: 30 wrzesień 2017
Odsłony: 78

Kiedy wczoraj wieczorem wróciłam do domu, zajęłam się zdjęciami, ale niewiele zdążyłam zrobić, zeszłam do Antonia i Giovanny, no i pogadaliśmy sobie prawie do jedenastej. To są tak sympatyczni ludzie, prowadzą prawdziwe B&B, gdzie jest i bed, i breakfast, jak też są gospodarze, z którymi można pogadać i zaprzyjaźnić się. Można, ale wcale nie trzeba, jeśli komuś to nie pasuje. Mówię - teraz zostawiam Was, muszę coś zrobić - i bez problemu żegnamy się - tak wtedy, jak i innymi razy. Mówią, że starają się wyczuć gości, jeśli ktoś nie wykazuje chęci kontaktu, nie narzucają się. Ludzie bywają różni, należy to zaakceptować, jesteśmy co do tego zgodni. Ja w moich samotnych podróżach czasem czuję się trochę sama, chciałoby się do kogoś tworzyć usta, z nimi gada mi się sympatycznie.

Dzisiaj pakuję się i potem idę na ostatni spacer po miasteczku. Koło pierwszej ruszamy z Antoniem do Ispica i zacznie się drugi etap mojej podróży.

Opublikowano: 30 wrzesień 2017
Odsłony: 92

W końcu przyszedł czas, żeby wyjeżdżać... Najpierw zjadłam na obiad ośmiorniczki, usmażone przez Antonia! Były pyszne! :)

Antonio i Giovanna byli tak mili, że zawieźli mnie do Ispica, dzięki czemu jeszcze chwilę spędziłam z nimi, i mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy, a z pewnością będziemy w kontakcie. Gorąco polecam wszystkim, którym marzy się pobyt w takim miejscu - cichym, spokojnym, z pięknymi, przestronnymi plażami pełnymi żółtego, czyściutkiego i drobniutkiego piasku. Z Donnalucaty dwa kroki do Scicli, kawałek dalej - ale łatwy dojazd - do Modiki, Raguzy. Kto podróżuje samochodem ma jeszcze mnóstwo innych miejsc, do których stąd łatwo dotrzeć. A B&B Micenci Giovanny i Antonia to miejsce, gdzie warto się zatrzymać.

Opublikowano: 30 wrzesień 2017
Odsłony: 89