Dzień 16, to już naprawdę koniec podróży...

DSC02887( W samolocie pisane) Dziś wstałam o nieprawdopodobnej godzinie, bo o 4.05! Na szczęście obudzil mnie budzik a nie jak zwykle mój lęk, że zaśpię, przez co budzę się co chwilę. Ale łatwo nie było… Drogę na dworzec mam opracowaną (mam nawet ściągę: wyjść z domu w prawo, na końcu ulicy skręcić w lewo i iść prosto. Potrzebowałam ponad tygodnia, żeby się tego nauczyć… Ja tu wciąż błądziłam, nawet wczoraj po powrocie z Bari, poszłam na ostatnie zakupy i tak się zgubiłam, że w końcu, po zrobieniu iluś kółek musiałam użyć Google… Wszystko przez to, że uliczki są wąskie i kręte, a stare miasto ma kształt niemal koła. Wystarczy jeden niewłaściwy krok i już jesteśmy w labiryncie. No więc tak mnie stresowała myśl, co będzie jak wpadnę w labirynt idąc na dworzec, że wykułam tę trasę jak tabliczkę mnożenia. Muszę przyznać, że oni tu dbają o to, żeby ci co używają kółek (inwalidzi ale też turyści z walizkami) łatwiej pokonywali krawężniki. Wszędzie, no może prawie wszędzie są dobrze oznaczone zjazdy.

Na dworcu trochę się wystraszyłam, bo na tablicy przed moim pociągiem był wcześniejszy do Bari, który miał odjazd o 4.40, ale był spóźniony o 50 minut! Co prawda mój nie miał adnotacji o spóźnieniu, ale to nie wróżyło najlepiej. Nie wiedziałam, czy wsiąść do tego „wcześniejszego”, czy lepiej poczekać na mój, no i dlaczego takie opóźnienie? Popatrzyłam co ludzie robią, kiedy nadjechał ten opóźniony pociąg, wszyscy pasażerowie wsiedli, no to ja też. I potem już było ok. Wczoraj kupiłam sobie bilet na dziś, połączenie Monopoli Bari i potem Bari Aeroporto. Czyli tym razem wypróbowałam dojazd na lotnisko pociągiem linii Nord Barese. Co prawda to najdroższa opcja, ale chyba najpewniejsza.

No i już - cappuccino na lotnisku z resztą moich amaretti, bezproblemowa kontrola (check In i Green pass), start o czasie i teraz lecę nad Europą. Moja podróż dobiega końca, traktuję ją jak ostatnią taką moją dużą podróż, a co będzie dalej, zobaczymy… 

on 14 październik 2021
Odsłony: 67