Droga z Alghero do Bosa jest słynna ze swoich widoków. Widziałam zdjęcia i nawet filmiki z tej trasy i nie zawiodłam się. Zatrzymywałam się na prawie wszystkich miejscach postojowych i pstrykałam fotki... W pewnym momencie droga skręciła kawałek od wybrzeża i trochę się przestraszyłam, że coś pomyliłam, ale potem wróciła na brzeg morza. Trudno opisać słowami wrażenia, dlatego zostawiam miejsce na zdjęcia.
Wyczytałam, że warto w Bosa wybrać się w takie ciekawe miejsce, wapienny brzeg, nad nim białe klify i krajobraz robi się księżycowy. Jest tu tzw piscina naturale, czyli takie oczko wodne, wydrążone przez morze i prawie zamknięte przez te białe skały. Według wskazówek powinnam pójść ścieżką, prowadzącą po klifie, a ja poszłam ścieżką na poziomie morza. Porównując jednak zdjęcia myślę, że dotarłam faktycznie do Cane Malu. Szkoda, że nie mogę sobie pozwolić na to, żeby tu popływać...
Tinnura znajduje się 9 kilometrów od Bosa. Jest to malutkie, ciche miasteczko, gdzie bardzo chciałam przyjechać, ale póki nie zdecydowałam się na wynajęcie samochodu, nie byłoby to możliwe. Mając Pandinę mogę spełnić to marzenie. Jest coraz większy upał, chodzę po prawie pustym miasteczku (sjesta...) i zachwycam się pięknymi obrazami na ścianach domów. Niektóre sprawiają naprawdę wrażenie, jakbyśmy widzieli rzeczywistą scenę z życia mieszkańców. Czasem trudno rozróżnić, co jest prawdą a co obrazem: widzimy ścianę, nad nią dach, ściana jest prawdziwa, a dach namalowany. Bywają drzwi prawdziwe i drzwi namalowane, postacie zajęte pracą lub rozmową a niektóre wyraźnie nam się przyglądają...
Nuraghe Santu Antine (Nurag Dom Króla) znajduje się w pobliżu miejscowości Torralba, ok 45 km od Bosa. A może najpierw - co to takiego te nuragi?
To tajemnicza i bardzo ciekawa sprawa. Na Sardynii (i tylko tam) znajduje się co najmniej 7 tysięcy takich okrągłych wież z epoki brązu (XX-XVIII wiek przed naszą erą). Nie jest jasne, do czego służyły nuragi, są teorie, że były to wieże obronne, inne - że miejsca kultu. Wokół nuragu budowano pomieszczenia mieszkalne oraz studnie.
Ludzi tego okresu na Sardynii nazywa się Nuragińczykami, ale tak naprawdęniewiele o nich wiadomo. Prawie nic prócz tego, że byli wspaniałymi budowniczymi... Już sam fakt, że nuragi zbudowane są "a secco", czyli kamienie układane jeden na drugim bez jakiejkolwiek zaprawy (w ten sposób były też budowane dammusi na Pantellerii) - świadczy o kunszcie tych budowniczych. Budowle te przetrwały tysiące lat! Ale nie były to jedynie okrągłe wieże z pojedynczym murem. Przykład Nuraghe Santu Antine pokazuje, że nurag tworzyła komora główna, wokół której dobudowywano kolejne komory, tworząc między nimi korytarze. I nie tylko, bo tworzono budowle kilkupiętrowe! Nuraghe Santu Antini miał 3 piętra, trzecie się nie zachowało, ale dwa piętra istnieją do dziś i można schodami kamiennymi wejść na pierwsze i na drugie piętro... Dziś ten nurag wznosi się na 24 metry...
Mój program na dziś zrealizowany, teraz muszę na spokojnie przejechać jakieś 50 kilometrów żeby być na lotnisku nie później niż o 19, a wcześniej jeszcze jak najbliżej lotniska napełnić bak Pandiny. Kiedy przed wyjazdem radziłam się ChataGPT jaką trasę wybrać, miałam do wyboru autostradę lub ciekawą krajobrazowo ale trochę trudniejszą trasę. Wybrałam tę drugą, obiecując, że będę jechać ostrożnie.
Jest inaczej niż myślałam, bo spodziewałam się, że będę przejeżdżać przez jakieś wioski, tymczasem na całej tej trasie od Bosa minęłam zaledwie parę miasteczek, żadnej wioski. Jadę przez pola, przez lasy, wzgórza lub w niektórych tylko miejscach prostą drogą. Trasa nie jest trudna. Jedyne co mnie przeraziło, to kiedy w Tinnura pojechałam w niewłaściwym kierunku, a google map (ten inteligentny robot) zamiast mi powiedzieć, że powinnam jechać w przeciwnym kierunku, poprowadził mnie przez zaułki miasteczka dookoła i nagle znalazłam się właśnie w takiej sytuacji, jakiej się obawiałam: stromo pod górę a na górze ostry zakręt. To się zdarzyło tylko raz, na szczęście.
Jadę zadowolona że wypełniłam zadanie, za chwilę jestem na lotnisku, kilka minut i sprawa załatwiona. Zostawiam Pandinkę nie bez żalu i wracam do domu autobusem. W domu chcę sprawdzić na koncie ile dokładnie zapłaciłam za benzynę i serce mi zamiera: mam na koncie dokładnie 0 E... Na początku nie skojarzyłam tego nawet z paliwem, myślałam, że to depozyt (100 E), ale czemu 0, przecież była tam jakaś rezerwa... Potem widzę, że na koncie w ogóle nie ma mowy o żadnym depozycie, a jest jakaś firma, sprawdzam - to nazwa tej stacji. Pobrane z konta 103 E...
Zapytałam na jednej z grup na fb o co chodzi, czy mam się bać. Wytłumaczyli mi, że taka jest tam procedura. Na koncie blokowane jest 100 E, a następnie pobierana właściwa suma a reszta wraca na konto (czy też jest odblokowana). Tylko że to może potrwać i 2 dni... Trochę mnie to pocieszyło, do tego na szczęście mam trochę gotówki no i mam też drugą, polską kartę. Niepokoi natomiast fakt, że nie mam żadnego potwierdzenia tego tankowania, prócz tego, co na koncie... Na szczęście kasa wróciła na konto na drugi dzień wieczorem.
Ale reasumując, pomysł z wypożyczeniem auta był naprawdę dobry. Pandina nie sprawiła mi żadnego kłopotu (ani ja jej), udało mi się dotrzeć wszędzie tam gdzie chciałam, wycieczka była ciekawa, warto było!