Zbiera się coraz więcej powodów, żeby tu przyjechać jeszcze raz: po wczorajszych wyczynach na Pantellerii "stanca morta" postanowiłam odpuścić poranny autobus do rezerwatu Lo Zingaro, ale pojechać tam później pociągiem i pobyć tam krócej, bardziej wypoczynkowo. Kolejny dzień chodzenia - to po prostu wydawało mi się niewykonalne...

Tymczasem, mimo że wpatrywałam się się badawczo we wszystkie znaczki w spisie pociągów, nie zauważyłam, że ten pociąg jeździ tylko w niedziele... Następny był o drugiej, to już nie miało sensu, tym bardziej, że tutaj wszystko często się kończy po południu, a wiec i powrotny ze Scopello jest o 16... Jak mawiają Włosi, sarà per un'altra volta... Szkoda, bo bardzo się nastawiałam na długi spacer po rezerwacie przyrody, Lo Zingaro było wymarzonym punktem mojej wyprawy odkąd zaczęłam o niej myśleć, no, ale po coś tu trzeba wrócić, o czymś śnić...

Archipelag Egady tworzą trzy wyspy: Favignana, Levanzo, oraz bardziej odległa Marettimo. Wyspy te były 600 tys lat temu połączone z Sycylią, po czym, w wyniku podnoszenia się poziomu morza łączące je przesmyki znalazły się pod wodą, i w ten sposób powstała najpierw jako wyspa - Marettimo (dzięki czemu jest ona najbardziej odmienna od pozostałych wysp), a następnie Favignana i Levanzo.

Według planu po powrocie z Lo Zingaro miałam popłynąć na Favignanę, a więc w takiej sytuacji poszłam do portu.  Kiedy postanowiłam że pojadę na Pantellerie, zrezygnowałam z odwiedzenia Marettimo, ale chciałam obejrzeć choćby Favignanę. A w tej sytuacji mogłam sobie pozwolić na wycieczkę na dwie bliższe wyspy - spokojniutko, wypoczynkowo, a Marettimo ... sarà per un'altra volta...

Opublikowano: 29 wrzesień 2007
Odsłony: 122
Favignana jest dziwna, bo z daleka widać górzysty teren, ale większa jej część jest niemal całkowicie plaska. jest długa i płaska, z łąkami i polami, jakaś taka swojska, tylko w zachodnia jej część jest górzysta, a na szczycie góry Monte Caterina (324 m npm) znajduje się twierdza. Z daleka wygąda trochę jak kapelusz z dużym rondem... Favignanę doskonale zwiedza się wypożyczonym w porcie rowerem.Tak jak Pantelleria jest czarną wyspą, tak Favignana i Levanzo to wyspy niemalże białe, bo wapienne. Na Favignanie wiele jest kamieniołomów, z których wycina się bloki do budowania domów.
 
Po przybyciu na Favignanę sprawdziłam, o której mam statek na Levanzo, i wyszło mi ze mam dwie i pół godziny. Poszłam do wypożyczalni rowerów przy porcie, rower na cały dzien. kosztuje 5 euro. Kiedy dowiedziano się, że chcę go wziąć właściwie na godzinę, (bo o 13 zaczynała się przerwa obiadowa), pani coś zaczęła do mnie mówić porozumiewawczo, i okazało się, ze dostałam rower.. w prezencie, na ile czasu chcę, mogę go zostawić jak już przyjadę przed wypożyczalnia, a jakby ktoś się pytał, to powiedzieć, że mam zapłacić po powrocie, a tak naprawdę to nie mam nic płacić, i miłego zwiedzania wyspy! Po prostu oniemiałam!
 
Favignanę wspaniale się zwiedza na rowerze. Oczywiście, nie ma mowy o wspięciu się na ogromną górę, na której stoi więzienie. No i jednak te 2, 5 godziny nie wystarczyły na objechanie całej wyspy, no, ale ... sarà per un'altra volta... Zdążyłam natomiast wpaść do zatoczki, gdzie opalały się jakieś dziewczyny, i szybciutko wskoczyłam do wody, przepłynęłam kawałek tam i powrotem, i potem szybko się ubrałam i pojechałam dalej. To była niesamowita frajda, jeżdżenie rowerem, i myślałam tez, ze moje nogi odpoczną po wczorajszym... Jak bardzo się myliłam, o tym będzie potem...
 
Po Favignanie jeżdżą samochody, motorini, jest tam miasteczko z katedrą, oczywiście jest też masa hoteli, ale zauważyłam, że tak tu, jak na Pantellerii, jak i potem na Levanzo nie ma w ogóle tego obrzydliwego turystycznego ruchu, tzn. są turyści, są kwatery i hotele, są oferty wycieczek (z reguły na telefon), ale nie ma tego biznesu "pod turystów", tego łapania za rękę i ciągnięcia do siebie, tego wrzasku, tej nachalności. Po prostu, jest tu cisza i spokój. W żadnym wypadku nie przypomina to naszych miejscowości nadmorskich, i na szczęście!
 
Objechałam na rowerze, co najmniej pól wyspy (zostawiając drugie pół „per un'altra volta”), i wróciłam do portu. Odstawiłam rower pod wypożyczalnia, z kartką, na której podziękowałam za umożliwienie mi zrobienia takiej fantastycznej wycieczki, i poszłam kupić bilet na statek o 14. A tu okazało się, ze statek jest o 14.35. Szkoda mi było bardzo, bo mogłam sobie jeszcze pojeździć, no, ale juz było na to za późno. A potem się okazało - i na to radzę zawsze zwracać uwagę we Włoszech, a w każdym razie na Sycylii - że to były konkurencyjne firmy i skoro trafiłam do kasy jednej to nie powiedziano mi że jest statek wcześniejszy drugiej firmy... Trudno, w tym czasie odpoczęłam trochę, no bo w tym dniu relaksu miałam już za sobą dość ostre pływanie oraz wycieczkę rowerową...
Opublikowano: 29 wrzesień 2007
Odsłony: 125
Na Levanzo odstawilam moj pokazowy numer... To mi się już parę razy w zyciu zdarzylo. Mój defekt polega na tym, że jak widzę przed sobą drugi koniec czegoś, to chce tam koniecznie dotrzeć, a jeśli coś jest okrągłe, to chce to obejść... Przeczytałam, a w każdym razie pamiętałam, ze Levanzo ma 12 km obwodu, pomyślałam, ze to taki sobie spacerek...
 
Levanzo to najmniejsza z Egad, jest właściwie masywem górskim wyrastającym z morza, którego maks. wysokość to 278 m. Jest bardziej dzika od swojskiej Favignany - wybrzeża są urwiste, wysokie, w wielu miejscach trudno dostępne, okolona nimi centralna część wyspy jest równiną z polami uprawnymi.Levanzo ma powierzchnię zaledwie 6 km2, 12 km linii brzegowej, i zamieszkuje ją 200 mieszkańców.  Na wyspie jest tylko jedna miejscowość, Cala Dogana. 
 
Na północny zachód od portu znajduje się Grotta del Genovese, gdzie odkryto kilka paleolitycznych rytych wyobrażeń ludzi i zwierząt. Grotę można zwiedzać pieszo jak też z łodzi, ale tylko z przewodnikiem. Levanzo to wspaniałe miejsce do wędrówek pieszych, warto jednak zaopatrzyć się w plan wyspy z zaznaczonymi szlakami (nie jest to takie łatwe)
 
Domy tu są wszystkie chyba białe, bardzo zadbane, a droga prowadzi chyba dookoła wyspy, więc... jak jej nie obejść. A wiec poszłam, podziwiając i zatoki i góry, i kolory (rude i białe skały, morze w wielu kolorach), patrząc na ludzi, którzy pływali sobie w zatoczkach. Niektórzy nie mają takiego fioła jak ja, i przyjeżdżają w takie miejsce popływać. A ja sobie myślałam - obejdę wyspę, i potem popływam, bo statki są do późna.
 
Najpierw to była droga, potem szeroka wygodna ścieżka, potem wąska ścieżka. Spotykałam co pewien czas ludzi spacerujących tak jak ja, pozdrawialiśmy się "salve", i to było miłe - wreszcie nie byłam dziwolągiem! Potem w pewnym miejscu ścieżka zrobiła się jeszcze węższa i zaczęła się wspinać do góry. To mi się za bardzo nie podobało, no bo miałam chodzić a nie nadwyrężać nogi. Potem ścieżka dotarła do jakiegoś miejsca, które nosiło ślady ludzkiej działalności, ale co to było? coś jakby ogród, jakiś mur, jakieś drzewa. Były nawet drzewa iglaste, i ścieżka prowadziła w ich cieniu.
 
Potem zrobiło się coraz bardziej skaliście, tzn skały były i przedtem, ale teraz ścieżka coraz mniej przypominała ścieżkę i wcale nie byłam pewna, czy to po czym idę, to ścieżka czy po prostu skały. Cały czas z lewej strony miałam Favignane, a po lewej bardziej z przodu - zasnutą jakaś mglą Marittimo. I tak szłam, szłam i szlam, przestałam widzieć w dole kąpiących się ludzi, przybywało skał, z którymi zaczęłam rozmawiać (no bo jak wam taki potwor wisi nad głowa, to jak go nie poprosić, żeby akurat w momencie kiedy przechodzzicie, nie przyszło mu do głowy zmienić miejsce pobytu...
 
Skały najczęściej białe, ale tez żółte i żółtopomarańczowe, zaczęło sie z tego robić głazowisko. Ponieważ w górze przestało mi się podobać, bo było zbyt stromo i niebezpiecznie, zeszłam na te głazy, które częściowo oblewała spokojna woda i szłam skacząc z kamienia na kamień. No, ale to trwało trzy godziny i nie było nic łatwiej, a wręcz przeciwnie... A ja wciąż widziałam z lewej Marettimo, no może nie z przodu a bardziej z boku, ale wyspa wciąż nie chciała zakręcać. 
 
W końcu głazowisko zrobiło się tak wielkie i te głazy wydawały się sięgać szczytu góry, a wiec nie było żadnej drogi, żadnej ścieżki, żadnych półek skalnych - i tu podjęłam jedną z najmądrzejszych decyzji w moim życiu: z ogromnym żalem postanowiłam zawrócić. Kto mnie zna ten wie, jak ciężka była ta decyzja. Ale wiedziałam, ze nie mogę inaczej, bo raz, za daleko zaszłam i nie było pewne czy zdążę na ostatni statek, a dwa, jakby mi się tam coś stało, to nikt by mi nie pomógł, nikt by mnie tam nie znalazł A jakby nawet pomógł i znalazł, to byłby straszny wstyd - taka duża i taka...(to była moja ostatnia taka wyprawa bez komórki, na szczęście, w końcu trzeba zmądrzeć...)
 
Oczywiście, do tego wszystkiego umierałam ze zmęczenia. Oczywiście, woda mi się dawno skończyła, choć dookoła wody było pełno, jedzonko było rano, i to wszystko, nogi ... lepiej nie gadać. Wczorajsze, przedwczorajsze itp wędrówki, plus rower, plus pływanie...
 
Ale ponieważ wracałam tą samą drogą, więc dość szybko skończył się ten najtrudniejszy odcinek, weszłam znów na ścieżkę, na te tereny niby ogrodu czy sadu, potem na wyraźnie udeptana ścieżkę, potem na szeroką piaszczysta ścieżkę, potem na drogę, potem ... potem zobaczyłam zatokę, i wiedziałam, że się udało...

Musze dodać, że żałuję że nie udało mi się obejść wyspy. Pomyślałam, że to po prostu niemożliwe, bo ten ostatni odcinek był nie do przejścia (nie mowię o skałkarzach i alpinistach ale o zwyczajnych piechurach), ale ta myśl mnie pocieszała, dopóki w sklepie pani Edy miła pani zapytała widząc, jak jestem zmęczona: - zrobiła pani wycieczkę dookoła wyspy? - Powiedziałam - prawie, ale potem były takie skały, że już się nie dało.- A ona na to: - jest tam ścieżka górą, ale trzeba wiedzieć, jak iść...-
No i co ja teraz zrobię? Musiała mi to mówić? Sara per ultra volta...
 
Jutro raniutko spadam stąd, licząc na to, że tylko na jakiś czas, że jeszcze wrócę i jeszcze zobaczę to czego nie udało mi się zobaczyć tym razem. Jadę rano do Palermo, gdzie wsiadam w autobus do Piazza Armerina, tam będę jedną noc, mam nadzieję zobaczyć tzw Villa Romana, a następnego dnia spojrzę sobie na Ennę, która jest najwyżej położonym i najbardziej centralnym miastem w Sycylii, i następnie pojadę do Catanii. Ale o tym już później. Teraz idę się spakować i spać...
Opublikowano: 29 wrzesień 2007
Odsłony: 124