Dzień 8 cd, Favignana

Favignana jest dziwna, bo z daleka widać górzysty teren, ale większa jej część jest niemal całkowicie plaska. jest długa i płaska, z łąkami i polami, jakaś taka swojska, tylko w zachodnia jej część jest górzysta, a na szczycie góry Monte Caterina (324 m npm) znajduje się twierdza. Z daleka wygąda trochę jak kapelusz z dużym rondem... Favignanę doskonale zwiedza się wypożyczonym w porcie rowerem.Tak jak Pantelleria jest czarną wyspą, tak Favignana i Levanzo to wyspy niemalże białe, bo wapienne. Na Favignanie wiele jest kamieniołomów, z których wycina się bloki do budowania domów.
 
Po przybyciu na Favignanę sprawdziłam, o której mam statek na Levanzo, i wyszło mi ze mam dwie i pół godziny. Poszłam do wypożyczalni rowerów przy porcie, rower na cały dzien. kosztuje 5 euro. Kiedy dowiedziano się, że chcę go wziąć właściwie na godzinę, (bo o 13 zaczynała się przerwa obiadowa), pani coś zaczęła do mnie mówić porozumiewawczo, i okazało się, ze dostałam rower.. w prezencie, na ile czasu chcę, mogę go zostawić jak już przyjadę przed wypożyczalnia, a jakby ktoś się pytał, to powiedzieć, że mam zapłacić po powrocie, a tak naprawdę to nie mam nic płacić, i miłego zwiedzania wyspy! Po prostu oniemiałam!
 
Favignanę wspaniale się zwiedza na rowerze. Oczywiście, nie ma mowy o wspięciu się na ogromną górę, na której stoi więzienie. No i jednak te 2, 5 godziny nie wystarczyły na objechanie całej wyspy, no, ale ... sarà per un'altra volta... Zdążyłam natomiast wpaść do zatoczki, gdzie opalały się jakieś dziewczyny, i szybciutko wskoczyłam do wody, przepłynęłam kawałek tam i powrotem, i potem szybko się ubrałam i pojechałam dalej. To była niesamowita frajda, jeżdżenie rowerem, i myślałam tez, ze moje nogi odpoczną po wczorajszym... Jak bardzo się myliłam, o tym będzie potem...
 
Po Favignanie jeżdżą samochody, motorini, jest tam miasteczko z katedrą, oczywiście jest też masa hoteli, ale zauważyłam, że tak tu, jak na Pantellerii, jak i potem na Levanzo nie ma w ogóle tego obrzydliwego turystycznego ruchu, tzn. są turyści, są kwatery i hotele, są oferty wycieczek (z reguły na telefon), ale nie ma tego biznesu "pod turystów", tego łapania za rękę i ciągnięcia do siebie, tego wrzasku, tej nachalności. Po prostu, jest tu cisza i spokój. W żadnym wypadku nie przypomina to naszych miejscowości nadmorskich, i na szczęście!
 
Objechałam na rowerze, co najmniej pól wyspy (zostawiając drugie pół „per un'altra volta”), i wróciłam do portu. Odstawiłam rower pod wypożyczalnia, z kartką, na której podziękowałam za umożliwienie mi zrobienia takiej fantastycznej wycieczki, i poszłam kupić bilet na statek o 14. A tu okazało się, ze statek jest o 14.35. Szkoda mi było bardzo, bo mogłam sobie jeszcze pojeździć, no, ale juz było na to za późno. A potem się okazało - i na to radzę zawsze zwracać uwagę we Włoszech, a w każdym razie na Sycylii - że to były konkurencyjne firmy i skoro trafiłam do kasy jednej to nie powiedziano mi że jest statek wcześniejszy drugiej firmy... Trudno, w tym czasie odpoczęłam trochę, no bo w tym dniu relaksu miałam już za sobą dość ostre pływanie oraz wycieczkę rowerową...
on 29 wrzesień 2007
Odsłony: 200

You have no rights to post comments