Choć myślałam, że będę spać jak zabita po tych wszystkich przeżyciach, niestety, w nocy walczę z hałasami – najpierw chyba bardzo silny wiatr targa żaluzjami, a wcześnie rano zaczynają się uliczne hałasy, wzmocnione kursującymi na okrągło śmieciarkami. Czyżby była nadzieja na to, że dziś już będzie czysto…? W końcu kawa i pisanie relacji z wczorajszego wieczora. Trzeba obudzić Alkę i ruszać w miasto! Nie pada, choć niebo zasnuwają ciężkie chmury. Tradycyjnie bolą mnie nogi, ale tak już chyba musi być…

Dziś penetrujemy Budę...

Siedzimy sobie w restauracji na Starym Mieście. Tak nam się idiotycznie złożyło, że tu dotarłyśmy w momencie największego głodu i zmęczenia, a wiadomo, jak na Starym Mieście jest drogo. Szukanie miejsca, żeby usiąść, ogrzać się, skorzystać z toalety no i zaspokoić głód zajęło nam z godzinę. Ale teraz, prócz braku Internetu, nie jest źle… Zamówiłam zupę rybną, Alka leczo, porcje nie są wcale takie małe, popijamy piwo...

Po wyjściu z domu przeszłyśmy przez Most Elżbiety, wspięłyśmy się na Górę Gellerta, potem zeszłyśmy do Hotelu Gellerta, zaglądając przez ogrodzenie na teren basenów (nieczynne). Potem przeszłyśmy do Kościoła Skalnego, ale niestety – był w remoncie…

Opublikowano: 27 luty 2010
Odsłony: 128

Z okolic Gellerta wzdłuż wybrzeża, w przeszywającym wietrze wracamy do mostu Elżbiety, i dalej przez Taban człapiemy do kolejki Siclo przy moście Łańcuchowym, którą wjeżdżamy na wzgórze zamkowe. Niestety, mimo że dziś nie pada, a nawet przez dużą część dnia świeci słońce, a termometry uliczne pokazują koło 10 stopni, wieje przeszywający, lodowaty wiatr. Dlatego czujemy się wysmagane, przemarznięte na wskroś.

Pech nas prześladuje, bo choć dziś już na naszej ulicy nie ma śladu po śmieciach, kolej przyszła na Taban i Stare Miasto! Zwiedzanie tych urokliwych uliczek, gdy co chwila trafia się na sterty śmieci, leżących tu chyba od wczoraj, bo przesiąkniętych zapachem wilgoci – nie jest miłe. Trzeba mieć pecha, żeby trafić w te miejsca właśnie wtedy, kiedy urządzana jest taka akcja.

Obchodzimy dookoła zabudowania zamkowe, potem urokliwą (gdyby nie te śmieci) ulicą Uri Utca idziemy do końca. Wracamy w kierunku baszty rybackiej no i zaczynamy szukać miejsca, gdzie dałoby się niedrogo (?!?) zjeść i posiedzieć, a może też złapać połączenie z internetem. Niestety, jak napisałam na początku, jest to prawie niemożliwe…

Nie chciałyśmy opuszczać Starego Miasta bo chcemy wieczorem zwiedzić Labirynt pod Starym Miastem, gdzie o 18 zapalają naftowe lampy… Potem wrócimy Mostem Łańcuchowym na naszą stronę Dunaju i pójdziemy w stronę domu. Kto wie, może jeszcze czynne będzie centrum handlowe, gdzie wczoraj udało mi się połączyć z Internetem… Jeśli tak, będziecie mogli to przeczytać, jeśli nie – kto wie, może uda się jutro…

Jutro mamy w planie Wyspę Małgorzaty, okolice Parlamentu oraz ciekawe miejsca Pesztu. Mnie się cały czas marzy jeszcze łaźnia turecka Rudas, ale … chyba wystarczy.

A teraz siedzimy nadal w restauracji, grzejemy się i wypoczywamy…

Opublikowano: 27 luty 2010
Odsłony: 105

Labirynt był nieco straszny, mokry, nieco śmierdzący, i próbował nas oszukać: a to jakieś ślepe zaułki, a to archeologiczne odkrycia = ślady ludzkiej stopy sprzed 40 milionów lat, a także laptopa i komórki z owych czasów. Chodziłyśmy z lampą naftową po ciemku, po kałużach z nadzieją że może jednak uda nam się stamtąd wydostać. Śladów kości uprzednich turystów nie znalazłyśmy, pewnie je sprzątają przed wpuszczeniem nowych.

Potem zeszłyśmy w dół po schodkach zachwycając się cudnie oświetlonym miastem. Wiatr odfrunął i spacer zrobił się całkiem miły.

Teraz piszę siedząc na jakiejś drewnianej skrzyni na ulicy Vaci. W sklepach nie znalazłam internetu ale udało się na ulicy, no to tutaj piszę:)

Zaraz idziemy do domu, pozdrawiamy wszystkich i do jutra! Plany na jutro to Parlament i różne ciekawe miejsca w Peszcie. A w poniedziałek rano - fru, do Warszawy. Dobranoc!

Opublikowano: 27 luty 2010
Odsłony: 105