Dzień 17-ty, dziś opuszczam Lampedusę

Siedzę na lotnisku, czekam na mój samolot do Palermo. Lotnisko jest całkiem nowe, nowoczesne, inne niż to, które pamiętam. Dziś tylko trzy z nas miały dyżur na plaży, pozostałe dwie sprzątały i gotowały. Dyżur był krótszy, ale dość intensywny, bo dziś pojawiło się masę meduz. Trzeba było ratować je przed plażowiczami, którzy chcieli koniecznie je unieszkodliwić – wynosili je z wody w czapkach, maskach, butach, wiaderkach…

Meduzy parzą, sama to wiem jeszcze z Ginostry, ale tutaj meduzy są u siebie, a my jesteśmy intruzami, a do tego jest to jedzenie żółwi. Kto wie, że fakt pojawienia się takiej ilości meduz nie świadczy o tym, że lada dzień przypłynie tu jakaś żółwica… Ale niestety, stanie się to już podczas naszej nieobecności. Kiedy sparzyła mnie meduza rok temu, nie miałam nawet pojęcia jak wygląda, dziś chodziłam między nimi, robiłam im zdjęcia, filmowałam, ratowałam i obserwowałam. Są malutkie (te tutaj), ale potrafią naprawdę sprawić ból. Chodząc wystarczy się rozglądać, gorzej, jak się pływa.

Poszłam dziś na ostatnie pływanie, starałam się rozglądać, widziałam je w pobliżu, na szczęście nie spotkałam żadnej za blisko. Tylko jedna malutka sparzyła mnie, ale delikatnie, trochę jak pokrzywa, nie został nawet ślad.

Mnóstwo rozmów z ludźmi, a również między nami coraz więcej opowieści o rodzinie, dzieciach, o tym co robimy jak nie jesteśmy wolontariuszkami. Niedługo się rozstaniemy i z pewnością już się nie zobaczymy, choć Silvana zaprasza mnie serdecznie do swojego domu w Ligurii, nad morzem…

Na Lampeduzę też z pewnością już nie wrócę. Dobrze mi tu, ale wydaje mi się, że nie miałoby to sensu, tyle jeszcze do zobaczenia na Sycylii – nie mówię o reszcie Włoch i reszcie świata, bo jakoś poza Sycylię nie potrafię zajrzeć… Nie żegnam się ze smutkiem, nie, po prostu, coś co bardzo chciałam zrobić – zrealizowałam.

Muszę przyznać, że jestem z siebie dumna, cieszę się, że mi się to udało. Wydaje mi się, że moje zadanie wypełniłam właściwie, że zrobiłam coś ważnego dla tego skrawka ziemi, dla tego kawałka morza. Nie zobaczyłam żółwi, nie byłam świadkiem wylęgania się żółwiątek (w tym celu należałoby tu przyjechać we wrześniu)…

on 12 lipiec 2013
Odsłony: 177

You have no rights to post comments