Dzień trzynasty, odpoczynek i poprawa pogody

Dziś przed południem odpoczywam, jeśli to tak można nazwać - efektem są zdjęcia na stronie ;) Co prawda nie bawiłam się jeszcze w podpisywanie, więc kto lubi czytać co jest na zdjęciu, lepiej poczekać. W nocy lało trochę, mimo prognozy, która zapowiadała poprawę pogody i bez deszczu. Rano było trochę zachmurzone ale z tendencją do rozpogodzeń. Buty mokre tak, że można z nich wylewać wodę. Stoją na słońcu i mówią mi, że ograniczając bagaż nie wolno nie wziąć drugiej pary butów na skały. Mam trekkingowe sandały, ale to nie to, do tego jest jeszcze trochę chłodno, a sandały, wiadomo, są dziurawe :)

Koło południa jest coraz ładniej, choć cały czas niezbyt gorąco, pewnie na słońcu jest upał. Postanowiłam dziś wybrać się na wycieczkę po wczesnym obiedzie. Najlepiej byłoby taką wycieczkę zrobić jutro, ale kto wie co jutro będzie, a nuż mi przepadnie? Dlatego pojadę dzisiaj. Chcę dojechać z mojej zachodniej strony na wschodnią, w okolice Lago di Venere, rzucić na nie okiem i potem pojechać w kierunku miejsca, do którego najdalej dotarłam wczoraj. Chciałabym spokojnie zatrzymywać się i podziwiać widoki a nie tak jak wczoraj, kiedy padało, wiało i chłodziło mnie do kości, pedałować patrząc w dół na drogę... Jak stamtąd wrócę, zobaczymy, mogłabym tą samą drogą co wróciłam wczoraj, z tym, że to by było znów spory kawałej sempertynami do góry. Albo przez miasteczko Pantelleria. Albo wplaw, przez wyspę :) Zobaczę....

Jestem tu po raz trzeci (jeśli liczyć ten pierwszy jednodniowy wypad, z którego wszyscy się śmieją), i już mi szkoda, że pojutrze wyjeżdżam. Mogłabym tu spędzić jeszcze dwa tygodnie, żeby na spokojnie zajrzeć we wszystkie? prawie wszystkie? ciekawe miejsca...

(później) No tak, pomysł, żeby wyruszyć po obiedzie nie był taki najlepszy, no bo najpierw przygotowałam taki obiad, który starczyłby dla całej mojej rodziny (casarecce z baklażanem, sosem rybnym i ricottą, do tego białe wino), wyszła góra tego, więc był pomysł, żeby zostawić połowę na potem czy na jutro, ale nie udało się go zrealizować... Wszystko zostało wyżarte a talerz wyczyszczony  po tutejszemu chlebem... No dobra,  po takim obiedzie trzeba odpocząć... No i na taką wycieczkę, jaką sobie zaplanowałam jest trochę za późno. Mogę bez problemu dziś pojechać na mniej wyczerpującą wycieczkę gdzieś tu niedaleko, tylko boję się, że jutro na przykład wyjdzie propozycja jakiegoś spaceru z Giulianą czy coś, i będę musiała z czegoś zrezygnować. Jutro wieczorem oddaję rower, a więc muszę na wycieczkę wyjechać rano. Chciałam nic nie musieć, ale do tego potrzebne więcej czasu. A  ja się zastanawiałam, co ja tu będę robić przez 6 dni... Znów liznęłam jedynie kawałek wyspy...

on 05 październik 2018
Odsłony: 16

You have no rights to post comments