Popołudniowa wycieczka na wschodnie wybrzeże

Wyruszyłam o 15. Postanowiłam większą trasę zostawić na jutro, ale dziś zrobiłam naprawdę ciekawą trasę: pojechałam na wschodnią stronę wyspy, tym razem okrążając ją po stronie północnej, przejeżdżając przez miasteczko Pantelleria. Wolałabym górą, tak jak trzy lata temu szłam do Lago di Venere, ale tam jest taka bardzo stroma droga w górę, nie wjechałabym na nią, a zjeżdżać nią też się boję (przez pewien odcinek prowadzą w dół rower, starając się, żeby mi nie uciekł).

Jadąc w stronę miasteczka zatrzymałam się w kilku miejscach, między innymi tam, gdzie mieszkają potwory z lawy. Całe wybrzeże jest upstrzone takimi czarnymi stworami, można się w nich doszukiwać różnych postaci. Nieprawdopodobne, że stoją tu tak od powstania wyspy! Potem była czerwona góra.

Przez miasteczko przejechałam bez zatrzymania i wjechałam na trasę rowerową (ale i samochodową), prowadzącą z północy po stronie wschodniej  na południe. Trasa prowadzi cały czas wybrzeżem. Niedługo pokazał się mój ulubiony kościółek San Vincenzo i droga prowadząca do Lago di Venere - nie mogłam tam zajrzeć choćby na chwilę. Jezioro, kiedy je zobaczyłam po raz pierwszy, zrobiło na mnie największe wrażenie, chyba dlatego, że było kompletnie nieruchome, jak prawdziwe lustro. Dziś powierzchnia wody była lekko pomarszczona i przez to odrobinkę straciło, ale i tak jest piękne :) 

Moje wędrówki tutaj - 11 i 3 lata temu prowadziły dalej w górę, ponad jezioro i w kierunku zachodniej części wyspy, tym razem jadę dalej. Miałam zamiar dzisiaj dojechać tak daleko, żeby zdążyć wrócić przed zmierzchem, na spokojnie. Droga prowadzi w górę i pojawia się w dole zatoka Cala Cinque Denti, czyli zatoka pięciu palców - ja tu nigdy tych pięciu palców nie umiem wypatrzyć, no ale pewnie źle patrzę :) Byłam tu 3 lata temu z Pappe, samochodem.

Jadę dalej no i widzę drogę prowadzącą w stronę wybrzeża i napis: Punta Spadillo i Laghetto delle Ondine. Punta Spadillo to cypel, na którym stoi latarnia morska (zawsze chciałam się tam dostać), ale Laghetto delle Ondine ogromnie mnie kusi - wiem, że jest to jeziorko ponad poziomem morza, gdzie woda wpływa przy większej fali. Można tam się kąpać, ale to nie dziś, bo choć słonko ładnie świeci, to zbyt ciepło nie jest. Zjeżdżam żwirową drogą w dół, za jakiś czas widzę parking i tabliczki wskazujące: w prawo do Latarni Punta Spadillo, w lewo do jeziorka. Absolutnie wybieram jeziorko. Zostawiam mój pojazd na parkingu (niech wie), biorę plecak i idę. Widać, że to jeziorko musi być tam w dole, bo jakby ta woda się do niego dostała, a jesteśmy wysoko. Więc trzeba zejść, no a potem trzeba będzie wejść na górę. Co robić...

Po drodze jest mnóstwo potworów z lawy, jakieś stare budowle, potem już same czarne głazy. Jest ścieżka, ale niedaleko jeziorka przechodzi w wielkie kamienie, po których trzeba się jakoś dostać w dół. Oj, brak mi butów, które się suszą po wczorajszym... Jeziorko jest piękne, odbijają się w nim skały. Oj, fajnie by było tu popływać. Jest o wiele większe od tego oczka wodnego, w którym pływałam na Linozie. 

Trzeba wracać, i już wiem że dziś dalej nie pojadę. Licząc czas wychodzi mi, że wrócę do domu koło 19, czyli o zachodzie słońca. Więc wspinam się na górę, potem jadę po tej żwirowej drodze pod górę i najlepsze, że słońce tak mi świeci w oczy, że po prostu jadę po omacku. Szczęście, że nic z przeciwka nie jedzie, ale podłoże jest bardzo nierówne, a ja po prostu nie widzę nic! W końcu wyjeżdżam na drogę i jadę z powrotem. Mam do wyboru albo wrócić tą samą drogą, czyli przez miasteczko, albo górą, koło lotniska i potem tą stromą drogą w Grazia, którą boję się zjeżdżać, ale wjechać na nią za nic bym nie dała rady. Wybieram to drugie. Zachód słońca spotyka mnie jeszcze na górze, zjeżdżam najpierw taką stromą drogą, gdzie leży żwir i hamując, żeby mi się pojazd nie rozpędził, parę razy wpadam w poślizg. On jest bardzo ciężki, dlatego jak coś takiego kombinuje, to trudno mi go opanować. No ale jakoś w końcu dojeżdżam do domu i jeszcze przed domem próbuję zrobić parę zdjęć nieba po zachodzie słońca.

Dzisiejszy dzień uważam za bardzo udany, do tego nie tak awanturniczy jak wczorajszy :)

on 05 październik 2018
Odsłony: 57

You have no rights to post comments