Podczas mojej podróży, która trwała 16 dni, z czego 2 w podróży a 14 na wyspach, zatrzymałam się na wszystkich 7 wyspach archipelagu - a spałam w 8 miejscach, bo na wyspie Stromboli spałam w Scauri - w pobliżu portu Stromboli oraz po przeciwległej części wyspy, w miejscowości Ginostra (czyli na wyspie Stromboli spałam 5 nocy).

Najkrócej, bo tylko jeden dzień i jedną noc spędziłam na Filicudi i na Panarei. Trzy noce spałam na Stromboli, dwie w Ginostra i tyleż na pozostałych wyspach. No i w autobusie z Rzymu do Messyny i z powrotem spędziłam w sumie dwie noce.

Na 16 nocy w podróży: 10 spałam za darmo, w tym 2 x w autobusie, 4 x dzięki idei couchsurfingu i 4 x dzięki życzliwości osób, które postanowiły sprezentować mi pobyt. 2 noce spałam na campingu (po 25 euro) i 4 noce w B&B (30 i 35 euro za noc). A więc na noclegi wydałam 180 Euro, a gdybym płaciła za wszystkie noclegi (nie licząc 2 nocy w autobusie) - wydałabym ok. 240 Euro więcej

(oczywiście, to są ceny POZA SEZONEM!!! Kto się tam wybiera latem, musi wydać o wiele, wiele więcej! Ja też latem nie dostałabym takich prezentów w postaci gratisowych noclegów!).

Płynęłam 1 raz promem (Milazzo - Lipari) i 7 razy wodolotem, wydałam na same rejsy 115, 80 E. Jechałam autobusem Rzym - Messyna - Rzym - 75 Euro tam i z powrotem + Messyna - Milazzo - Messyna 8,20 E tam i z powrotem.

Na podróż odłożyłam 880 euro, z czego po powrocie zostało mi 120 E, więc wydałam 760 E (w tym ok. 80 E na zakupy dla rodziny i domu) + 405 zł na bilet LOT Warszawa - Rzym - Warszawa, 96 zł na ubezpieczenie.

Podczas podróży 6 razy jadłam obiad w lokalu: w Porticello na Lipari - pulpety z tuńczyka, na Salinie pane cunzato, pizza siciliana na Stromboli, małże w Ginostra, na Vulcano ryba miecz i w ostatni dzień w il Cratere na Vulcano doskonały obiad: caponata siciliana, misto di pesce i cannolo. 1 raz byłam zaproszona na kolację - u Giovanny na Alicudi. Jeden raz na Lipari zjadłam arancino, ale nie jest mój przysmak.

Nie zliczę, ile zjadłam kilogramów moreli, małych pomidorków, ile kulek mozzarelli. Wypiłam pół opakowania kawy Lavazza i pół litra mleka, zjadłam całe opakowanieamaretti i dwie czarne figi. Kilka razy jadłam granitę: gelsi (morwa), limone (cytryna), mandorle (migdały) oraz mieszaną - z kilku smaków - najlepsza jest migdałowa w połączeniu z owocową... Wypilam hektolitry wody (naturale).

Największe wydatki podczas podróży: wejście na Stromboli z Magmatrek - 28 Euro,wycieczka łodzią do Sciara del Fuoco 20 Euro, wynajęcie roweru na 2 dni na Vulcano 14 Euro, książka o Ginostra 13 Euro, zakupy dla domu (w tym butelka wina malvasia za 15 E na Vulcano) - razem ok. 80 Euro.

Co z ekwipunku na wyjazd najbardziej się sprawdziło: leciuteńkie prześcieradło-śpiwór z mikrofibry - polecam wszystkim! Nic nie waży, można do niego wejść lub się nim przykryć, można go też użyć jako warstwę izolacyjną pod kocem czy w pościeli której nie ufamy. Równie lekki specjalny ręcznik turystyczny, waży nic, jest duży a zwinięty mieści się w małej torebce, chłonie świetnie, schnie natychmiast.Trekkingowe buty trzymające kostkę na górskie wycieczki (Stromboli przede wszystkim + wysokie skarpety i getry). Trekkingowe sandały. Nareszcie miałam spokój ze stopami! Wycieczkowy plecak salomona - pojemny, leciutki, mnóstwo oddzielnych kieszeni i wynalazków, które odkrywa się w miarę używania. Oczywiście,plecak a nie walizka (ciężki, ale walizki za nic bym nie wciągnęła po schodkach Ginostry ani Alicudi...) Chusteczki odświeżające. Czapka z daszkiem (niestety, została w Rzymie...). Druga karta do aparatu (zdjęcia i tak się nie zmieściły na dwóch kartach = 8 i 16 gb...).

Czego nie wzięłam, a brakowało: cukier do kawy - przecież kupowanie kilograma cukru nie ma sensu, a tam gdzie miałam kuchnię i sama robiłam sobie kawę cukru nie było. Dwa razy wyprosiłam, a raz ... gwizdnęłam w barze... Koniecznie powinnam była wziąćpendrive'a, ułatwiłoby to bardzo korzystanie z internetu. Na wyspach - prócz Lipari - nie ma wifi. Zapalniczka - na campingu była kuchenka gazowa, ale żeby zapalić gaz musiałam kupić zapalniczkę za 2 euro. Za mało: kremu z filtrem, balsamu do ciała po opalaniu. Przydałby się telefon z włoską kartą sim, muszę o tym pomyśleć następnym razem.

Co się nie sprawdziło - aparat do zdjęć podwodnych - bubel, zepsuł się po 10 minutach używania! Maska do pływania - z pewnością dobra, ale nie kiedy się pływa podczas długich pieszych wycieczek, bo ciężka. Na wycieczki lepsza byłaby lekka, plastikowa a nie szklana (użyłam 1 raz!). Fajka do pływania - ale to chyba moja wina, bo nie umiałam jej zamocować. Długie spodnie, kilka niepotrzebnych ciuchów, jedne buty i jeszcze kilka innych rzeczy spokojnie mogło zostać w domu i nie obciążać plecaka.

Opublikowano: 23 czerwiec 2012
Odsłony: 64

Żadna z tych wysp – no, może oprócz Lipari – nie ma własnego ujęcia wody. Nie ma tu też urządzeń odsalających wodę, jak na Lampeduzie. Między wyspami kursuje statek – cysterna, który dowozi wodę. Zatrzymuje się w porcie, gdzie rurę ze statku podłącza się do systemu prowadzącego wodę do głównej cysterny na wyspie. Wiele godzin trwa przepompowywanie wody ze statku do cysterny, skąd następnie woda jest prowadzona wodociągiem do poszczególnych domów.

Poza tym każdy dom ma własną cysternę na wodę deszczową. Woda z dachu i często też z tarasu zbierana jest do specjalnego pojemnika. Wodę tu się szanuje, oszczędza. Co prawda tylko Monica na Stromboli wymaga od swoich gości skrupulatnego przestrzegania zasad ekologicznego obchodzenia się z wodą i nie tylko. Nigdzie indziej na wyspach nie spotkałam się z jakimiś wymaganiami, regułami, nikt więcej nie prosił mnie o oszczędność wody. Wiem jednak, jakie to ważne, i staram się oszczędzać. Z tego też względu wędruję z własnym śpiworem – prześcieradłem, z własnym ręcznikiem...

Czytałam, że na wyspach władze wprowadziły przepis, że goście powinni tu spędzać minimum trzy dni, jest to uzasadnione tym, aby zmniejszyć zużycie wody na pranie pościeli i ręczników. Między innymi z tego powodu nie jest łatwo znaleźć tutaj nocleg na jedną noc, i cena za taki nocleg jest, niestety, odpowiednio wyższa...

Oszczędność wody – tak, ale jeśli chodzi o gorącą wodę, to najczęściej nie jest to żaden problem. W wielu domach (na dużych wyspach chyba we wszystkich) jest system ogrzewania solarnego. Nawet na domach, wyglądających jak lepianki często widać urządzenia pobierające energię słoneczną do ogrzewania wody. Czego jak czego, ale słońca tu nie brakuje, więc czasem z kranu łatwiej pobrać gorącą niż zimną wodę. W niektórych domach jednak woda podgrzewana jest jeszcze prądem – tak jest u Moniki na Stromboli, tak jest u Giovanny na Alicudi.

Kiedy jechałam na wyspy, mówiono mi, że jest tu problem z zasięgiem sieci telefonicznej. Właściwie tylko w Ginostra widziałam, że czasami telefon szukał zasięgu, raz z takiego powodu nocą się całkowicie rozładował (dobrze, że wtedy nie potrzebowałam budzika...). Wszędzie indziej zasięg jest, mieszkańcy korzystają z internetu (przez linię komórkową).

Opublikowano: 23 czerwiec 2012
Odsłony: 63

Udała się ta podróż, bo bardzo chciałam. Ale jeszcze bardziej się udała dzięki wielu osobom, którym chciałabym podziękować:

Mojemu Tacie, który odkąd się dowiedział o moim pomyśle na Urodziny na Wulkanie, co miesiąc przez półtora roku wpłacał na moje konto "Wakacje" stałą sumę. Podczas mojej podróży regularnie czytał blog - czułam tam Jego obecność...

Moim dzieciom, które wspierały mnie cierpliwie w przygotowaniach, duchowo i również finansowo, były wciąż obecne podczas długich marzeń i podczas realizacji.

Giovannie Petrusa i jej Rodzinie, która podarowała mi dwie noce w prowadzonym przez siebie B&B Luna Rossa w Ginostra na wyspie Stromboli, nie chcąc nic w zamian. Spędziłam wspaniałe spokojne dwa dni w miejscu niezwykłym i pięknym, za co jestem Wam ogromnie wdzięczna!

Barbarze Focke (couchsurfing), która ugościła mnie w swoim mieszkaniu na Salinie, i - wraz z przemiłą koleżanką, Lilly, poświęciła mi cały dzień, dzięki czemu mogłam zobaczyć w sympatycznym towarzystwie to, co najlepsze na tej pięknej wyspie. Dziewczyny, nigdy nie zapomnę tego zwariowanego dnia, tych autobusów, podopiecznych Barbary, jak również pane cunzato i ślicznej Rinella oraz zachodu słońca nad domem z Il Postino...

Monice Nuzzo ze Stromboli (couchsurfing), w której absolutnie niezwykłym strombolańskim domu spędziłam trzy dni. Monica, nigdy nie zapomnę Ciebie, tego domu, tej atmosfery, tej magii jaką tam stworzyłaś, twojego pięknego akcentu napoletano też! Uccelli d'Alto Mare, Casa dei Viaggiatori - to prawdziwa przystań dla wędrowców! Monica, jesteś niezwykła! Dziękuję też, że mogłam zobaczyć jak wygląda praca przy przygotowaniu tradycyjnego eolskiego domu na przyjazd wędrowców...

Giovannie Mannino z Alicudi, która z niesłychaną gościnnością przyjęła mnie do swojego domu, dała mi wygodny pokój z bajecznym widokiem nie chcąc zapłaty. Giovanna przyjęła mnie jak przyjaciółkę, nakarmiła wspaniałą kolacją i ciekawymi opowieściami. Zachęciła mnie też do wyprawy na Montagnole mimo mojego zwątpienia czy dam radę: Ce la fai! powiedziała, a więc poszłam. Nigdy tego nie zapomnę!

Immacolata i Melania Lauricella z Lipari, mama i córka: po prostu B&B Lauricella, a czułam się tam jak u rodziny. Immacolata zawiozła mnie na miejsca widokowe, gdzie można tylko wzdychać z zachwytu, obie starały się mi pomóc jak tylko mogły.

Wszystkim napotkanym Eolianom, którzy uśmiechem, pozdrowieniem, życzeniami, pomocą, radą, życzliwością, zainteresowaniem sprawili, że czułam się tam gościem, kimś ważnym, kimś na kogo się czeka...

Dziękuję też wszystkim Osobom, które pamiętały o mojej podróży, wspierały mnie duchowo, czytały moje zapiski, trzymały kciuki, składały życzenia telefonicznie, mailowo i po prostu w myśli... Jechać z Wami było pięknie!

Być może o kimś jeszcze zapomnialam, kiedy sobie przypomnę, dopiszę.

Opublikowano: 23 czerwiec 2012
Odsłony: 76