Myślałam, że już się nie uda... Kiedy po raz pierwszy jechałam na Sycylię w 2007 miałam taki plan: następna będzie Sardynia... No i nareszcie jest następna, co prawda dopiero po 18 latach od postanowienia, co prawda po drodze byłam na Sycylii kilkanaście razy...
Myślałam, że się nie uda z wielu powodów. Przede wszystkim wydaje mi się, że Sardynia jest bardziej wymagająca niż Sycylia. Trudna szczególnie dla samotnego podróżnika, który w dodatlku opiera się na komunikacji publicznej. Podobno jest też bardzo droga, a ja ostatnio nie bardzo mam fundusze na kosztowne wyprawy...Ale też patrzyłam na nią całościowo. Tak jakby wydawało mi się, że trzeba ją obejrzeć całą. Tak sobie czasem chlipałam, że to się już nie uda...
Tak się jednak złożyło, że przeczytałam bardzo ciekawą książkę amerykańskiego pisarza, Jeffa Biggersa, który spędził na Sardynii kilka lat i opowiedział ją nie jak przygodę w podróży ani jak przewodnik po. On opowiedział a tym, co tam widział, czytał, usłyszał od ludzi i dowiedział się, głównie na temat przebogatej historii kultury Sardyńczyków, historii i kultury bardzo często lekceważonej, niedostrzeganej, nieznanej. Jett Biggers mieszkał w Alghero i tak bardzo przybliżył mi to miasto, że zaczęłam szukać, jak by się tam dostać. Pomyślałam, że na wyprawę po Sardynii nie pojadę, ale mogłabym polecieć do Alghero na 5 dni, pokręcić się po mieście i okolicach pieszo, autobusem a może jeden dzień rowerem elektrycznym... Liznąć kawalątka Sardynii, wsłuchać się w język i - ogromnie bym chciała, choć nie wiem czy to możliwe - posłuchać śpiewu tenores, niezwykłego męskiego chóru o cudownie zestrojonych głosach... Czy będzie to możliwe w takim krótkim czasie, nie wiem, ale kto wie...
Samoloty do Alghero latają z Katowic, a więc polecę z Katowic, a żeby było łatwiej zanocuję w Katowicach, żeby rano dostać się do samolotu. Znalazłam w Alghero niedrogie mieszkanie u "Babci Niny", planowałam pobyt jakoś tak w połowie września, chciałam poczekać ze dwa miesiące, kiedy stanieją może bilety na samolot, żeby dograć datę pobytu z lotami. Dziś jednak zauważyłam, że ktoś zarezerwował to mieszkanie dokładnie w "moim terminie"... Postanowiłam działać. Wahałam się między pierwszym a ostatnim tygodniem września. Gdyby to była Sycylia, wybrałabym końcówkę września a nawet początek października, wydaje mi się jednak, że na Sardynii mogłoby to już być za późno. Nie zależy mi na upałach, ale na ładnej pogodzie no i ciepłej wodzie w morzu. Wybrałam termin od 5 do 10 września i rach - ciach - zarezerwowalam. Mam prawo zrezygnować do końca sierpnia. Postanowiłam loty dopasować do noclegów, będę obserwować ceny, ale może też się okazać że wcale nie będą korzystne, no ale mówi się trudno.
Kości zostały rzucone, przede mną Sardynia :)
Mam zarezerwowane mieszkanie u Nonna Nina, rozejrzałam się w innych możliwościach, bo nie wszystko mi się tam podoba, choć lokalizacja jest bardzo wygodna, blisko portu, blisko przystanku z lotniska i nie tylko. Myślałam, że może na grupach i blogach Polaków mieszkających na Sardynii coś znajdę ciekawego, ale wszystko co mi oferują to duże, luksusowe mieszkania za dużą cenę. I nie tylko chodzi o to, że mnie na nie nie stać, ale też po prostu, nie szukam luksusów, wielkiego metrażu itp. Nie mam zamiaru spędzać dużo czasu w mieszkaniu ani zapraszać tam gości, po co mam płacić za coś, z czego nie skorzystam. Okazuje się, że ta Nonna Nina jest naprawdę najtańsza ze wszystkiego, co oferują w Alghero i nawet okolicach. Taniej, a może nie taniej, ale w przybliżonej cenie można wynająć pokój, tylko że mnie zależy na możliwości przyrządzania sobie posiłków. Hostel czy pokój bez aneksu kuchennego zwiększyłby bardzo koszt pobytu, bo musiałabym jadać obowiązkowo poza domem. A ja owszem, z pewnością wybiorę się gdzieś na jakieś jedzonko, ale niekoniecznie codziennie, niekoniecznie trzy razy dziennie... Czyli, koniec z szukaniem innego lokum, chyba, że coś mi spadnie z nieba :)
Druga sprawa: oczywiście, obserwuję loty. Wiem, że najlepiej byłoby poczekać jeszcze ze dwa miesiące, wtedy ceny powinny być niższe. Ale jest jeszcze inna sprawa: ostatnio głośno się zrobiło o akcji Ryanaira przy kontrolowaniu rozmiarów bagażu podręcznego. Za wystające o pół cm rączkę czy kółka wiele osób dostaje dopłatę ok. 300 zł za jeden lot. Mam walizkę kabinową (płatną) i plecak jako ten mniejszy bagaż podręczny (gratisowy), oba zostały nabyte jako te, co spełniają wymagania. Ja mam zawsze problem ze spakowaniem się w bagaż podręczny, potrzebuję różnych rzeczy, które wypełniają walizkę, a taka wypchana z pewnością przekroczy tę wymaganą wielkość, a nawet jeśli nie, to będę się potwornie stresować.
Dlatego postanowiłam, że zamiast wykupywać priorytet z walizką kabinową, co kosztuje ok 75 zł w jedną stronę i się stresować tak przy pakowaniu jak na lotnisku, kupię bilet basic, tylko z gratisową małą torebką (plecakiem) i do tego kupię bagaż rejestrowany 20 kg. Mam walizkę, która spełnia wszelkie wymagania, zmieszczę tam wszystko czego potrzebuję na te 5 dni (w tym sprzęt do snorklingu, buty do wody itp) i wejdę na pokład z małym plecakiem, co do którego nie będzie najmniejszych wątpliwości czy spełnia wymagania. Nie potrzebuję priorytetu, wykupowałam go jedynie dlatego, że w ten sposób płaciłam trochę mniej za bagaż podręczny. Taka walizka 20 kg kosztuje ok 145 zł w jedną stronę, a więc w sumie zapłacę o ok 150 zł więcej niż wykupując bagaż podręczny. I polecę spokojnie nie stresując się czy walizka przejdzie bez dopłaty, i nie martwiąc się jak spakować to, co mi jest w podróży potrzebne do bagażu podręcznego. A do tego jeśli coś tam kupię, też, zmieszczę bez problemu do walizki. Uff, tak postanowiłam i jestem z tego zadowolona :)
Dwa dni temu miałam okazję pogadać z Alberto, prawdziwym Sardo, który zamieszkał w Polsce. Opowiedział mi wiele o Sardynii, a także dał mi sporo rad. Między innymi poradził, żeby będąc w Alghero wybrać się na całodzienną wycieczkę na wyspę Asinara. Asinara czyli jakby Ośla wyspa, podobno w parku krajobrazowym, który się tam znajduje można spotkać wiele dziko żyjących zwierząt, między innymi właśnie osły. No więc poszukuję informacji na temat możliwości zorganizowania sobie takiej wycieczki.
Opcje jakie widzę, to wybranie się na rejsc wokół tej wysepki, bywają takie rejsy najczęściej żaglówką, które trwają cały dzień, z jedzeniem, kąpaniem w zatoczkach, snorkowaniem - coś, co oczywiście lubię najbardziej. Nie wiem tylko, ile w przypadku takiej wycieczki można zobaczyć na samej wyspie, a nie tylko na morzu... Takie wycieczki zaczynają się najczęściej w Stintino, gdzie można dojechać autobusem z Alghero.
Widzę też wycieczki busikiem po wyspie, rozumiem, że w takim przypadku trzeba przypłynąć tam łodzią. Ciekawe, bo w ten sposób można zobaczyć dużo więcej na wyspie, z kolei znów nie wiem ile w tej wycieczce jest możliwości popływania na spokojnie.
Kolejna opcja, o której pisze Alicja w swoim przewodniku (Alicja na Sycylii) to rower. W tym przypadku, jak pisze Alicja, trzeba pojechać autobusem nie do Stintino ale do Porto Torres, tam tuż przy porcie można wynająć rower (elektryczny w moim przypadku), po czym wsiąść na łódź i popłynąć na wyspę (w tym przypadku rejs trwa ok godziny), statek wypływa o 8.30 (autobus przyjeżdża o 7.40, więc powinno być dość czasu na wszystko).. Zrozumiałam, że po wyspie nie można tak sobie chodzić, trzeba ją zwiedzać z przewodnikiem, ale jeśli się ma rower, to przewodnik nie jest potrzebny. Rowerem można zajeżdżać do zatoczek i dowolnie spędzić czas, byle tylko wrócić na czas na powrót statku o 18.30. Ta opcja całkiem mi się podoba... Oczywiście, trzeba zapłacić za wynajęcie roweru (ok 35 euro chyba), bilet na łódź koło 25 E plus 5 za przewóz roweru, tylko nie wiem czy to jest cena w jedną stronę czy w dwie. Bo jeśli to cena tylko w jedną stronę, to wszystko razem kosztuje prawie tyle, co rejs żaglówką z jedzeniem... Będę musiała to wszystko posprawdzać i coś postanowć, ale oczywiście mam czas.
Strasznie się zaangażowałam w to szukanie wycieczki... Szukałam takiej, która pozwoliłaby mi może tak jak na Linozie - w pół dnia opłynąć wyspę, z kąpaniem w zatoczkach i drugie pół pojeździć czy pochodzić po wyspie. Ale takich wycieczek nie ma. Trzeba albo albo. Wycieczki łodzią mają w programie spacer w okolicy zatoczki ale nie wiem ile taki spacer może trwać i co można w tym czasie zobaczyć. Do tego jeszcze ta opcja z rowerem.
Jest jeszcze taka sprawa, że wycieczki ruszają ze Stintino. Autobus z Algero do Stintino dojeżdża o 10 a wycieczki ruszają najpóźniej o 9.10... Da się tam dojechać naokoło, przez Porto Torres, ale to jest jazda z przesiadką, a to mnie zawsze stresuje..
Kombinowałam czy nie zrobić tak, żeby zafundować sobie dwie wycieczki, na przykład tę z rowerem w jeden dzień i łodzią w drugi. Ale - poza kwestią ceny - mając 5 dni chyba to nie byłby najlepszy pomysł, no bo jest to jeżdżenie dwa razy w to samo miejsce. No ale już byłam prawie pewna że wybiorę rower a na wycieczkę łodzią może wybiorę trochę inną trasę, no bo wycieczki łodzią nie odpuszczę.
Dziś jednak zobaczyłam wycieczki tzw pescaturismo, czyli wycieczki łodzią rybacką. Na pierwszy rzut oka myślałam, że to nie dla mnie, no bo choć ryby mogłabym jeść codziennie to jednak sceny z połowów mnie przerażają; gdybym sama miała sobie złowić rybę, żeby ją zjeść, to bym pewnie przerzuciła się na coś innego... Ale kiedy tak czytam o tych wycieczkach, to to jednak mogłoby być ciekawe. Zawsze chętnie zaglądam do portu, przypatruję się pracy rybaków... Na takiej wycieczce nie tylko się płynie jako pasażer, ale obserwuje się wszystko to, co się składa na połów ryb. A potem, no tak, potem zjada się to co złowili... I do tego w ramach rejsu jest godzinna wycieczka na wyspę i ponoć można zobaczyć te osiołki... Te wycieczki startują z Porto Torres, można tam dojechać bezpośrednim autobusem z Alghero. Kto wie, czy się nie skuszę...
A do Stintino pojechałabym innego dnia tym bezpośrednim autobusem żeby zajrzeć na tę słynną plażę La Pelosa, i pewnie zajrzałabym też na parę innych...
Obserwuję ceny lotów, odrobinkę staniały, ale - szczególnie powrotny - wciąż jeszcze bardzo drogi. Myślę, że kupię w lipcu.
To nie było łatwe, ofert jest sporo, początkowo szukałam łodzi, która wypływa z Porto Torres, bo tam łatwiej dojechać. Już prawie znalazłam, ale kiedy obejrzałam filmiki na fb z ich wycieczek, trochę się przeraziłam: na wszystkich była normalnie dyskoteka na pokładzie! Tak, jakby nic innego tam nie robili! Głośna muzyka, tańce, itp. Nie mam nic przeciwko, ale to mnie nie interesuje, a bardziej, to mi przeszkadza... Na świeżym powietrzu lubię się wsłuchać w naturę...
Znalazłam łódź, która startuje co prawda ze Stintino, ale o 10 rano, no ale okazało się, że pierwszy autobus bezpośredni z Algero do Stintino przyjeżdża tam dokładnie o 10... Z przystanku do portu jest kawałek, no i nie można przecież być w ostatniej chwili. Jeśli Stintino, to trzeba pojechać z przesiadką w Porto Torres. Myślałam o tej łodzi "PierPat", bo załoga wydała mi się bardzo sympatyczna, jednak niewiele można znaleźć na temat tego, co dokładnie jest w programie.
Zasadniczo ceny są wyrównane - wszystkie bardzo wysokie... We wrześniu od 90 do 110 E. Postanowiłam więc nie sugerować się ani ceną, ani skąd wypływa łódź i wczytałam się bardzo dokładnie we wszystkie oferty. No i znalazłam!
Davide i Sylvia, łódź nazywa się Alex, adres ich strony to pescaturismostintino.eu. Mają doskonałe opinie w google, tripadvisor, na fb itp. Z relacji osób, które z nimi płynęli nie wynika, żeby były to rejsy dyskotekowe ;). Ludzie wiele piszą tak o tym, jak na łodzi można uczestniczyć w połowach i czego można się dowiedzieć, ale też o wycieczkach na wyspę, o pływaniu w zatoczkach i przystankach na plażach, no i o wspaniałej atmosferze na łodzi. A więc już nie szukam. Już ich mam. Oni jeszcze o tym nie wiedzą, mam czas :)
Dzięki moim sponsorom, mojej wspaniałej czwóreczce, byłam w stanie zarezerwować jeszcze jedną wycieczkę! To będzie rajd busikiem po dzikich plażach! Po prostu coś dla mnie! Taka atrakcja na Airb&b: w Alghero wsiadamy do busika (maks 8 osób) i jedziemy tam, gdzie nas zawiezie Davide (nie ten Davide z pescaturismo, inny :) Zatrzymamy się na kilku dzikich, mało znanych plażach i będziemy tam sobie plażować (hmmm...) no ale przede wszystkim snorkować! Podobno cuda można zobaczyć! Dla tych co pierwszy raz to będzie kurs snorkelingu, ja nie potrzebuję kursu, ale wskazanie ciekawych miejsc bardzo mile widziane :) Wycieczka trwa 7 godzin, pod koniec jest sardyński poczęstunek na ostatniej plaży..
Wycieczkę łodzią (pescaturismo) z Davide i Silvią zarezerwowałam na sobotę, dzień po przyjeździe, a dzikie plaże na poniedziałek. To się może zmienić w przypadku złej pogody, ale jeśli nic się nie zmieni. to mam w zasadzie plan na Alghero..
Przylot z Katowic 5 września o 12.45, autobus do miasta, moje mieszkanko będzie wolne od 15.30, ale mam nadzieję, że będzie można zostawić bagaże. Tego dnia zrobię rekonesans, zakupy na pobyt no i chciałabym dotrzeć na plażę, między innymi po to, żeby wypróbować mój sprzęt, czyli wysłużoną maskę, fajkę ale także nowy (w zasadzie stary, bo używany) aparat Olympus, który podobno robi doskonałe zdjęcia pod wodą. To było szaleństwo, bo przecież nie wiem czy to przypadkiem nie będzie ostatnia taka możliwość dla mnie, ale chciałabym wreszcie móc zrobić pod wodą jakieś sensowne zdjęcia...
Sobota, 5 września rejs pescaturismo na Asinarę, z zaglądaniem do zatoczek, pływaniem, snorkowaniem, łowieniem ryb no i jedzeniem tego, co złowimy. Muszę dojechać z przesiadką w Porto Torres do Stintino, ale dam radę. Wrócę prawdopodobnie bezpośrednim autobusem do Alghero (rano dojeżdża do Stintino za późno, dlatego pojadę naokoło).
W niedzielę prawdopodobnie wybiorę się do miasteczka Bosa, pewnie autobusem (myślałam o rowerze, ale to jest jednak dość daleko...). Chętnie bym wzięła rower w Bosa i tam pojeździła, ale nie wiem czy jest taka możliwość.
W poniedziałek Dzikie plaże & Snorkeling, ruszamy z Alghero i tamże wrócimy, więc luksusowo.
No i wtorek zostanie na zaplanowanie, bo w środę rano wracam. Z dużych rzeczy miałabym Grotta di Nettuno oraz plaża La Pelosa w Stintino - słynna, piękna, trzeba rezerwować, no nie wiem, ja bym ją chciała zobaczyć, nie muszę płacić za leżenie na plaży, zobaczę co się da zrobić.
Zbieram fundusze, robię kosztorys, plan, szukam informacji itp...
A, bilety na Ryanair zamiast tanieć rosną... :(
Dziś postanowiłam, jak za każdym razem przed podróżą, sporządzić dokładny plan podróży i wpisać tam różne ważne informacje, które mi się przydadzą w drodze. No więc, w drugi dzień, wycieczka łodzią wokół Asinary. Wiedziałam, że dojazd jest dość trudny, bo wycieczka zaczyna się o 9.30, zbiórka o 9.15 w Stintino. Pierwszy autobus bezpośredni dojeżdża tam na 10. Więc trzeba jechać dookoła. Wydawało mi się, że znalazłam połączenie przez Porto Torres, wyruszając z Alghero o 6.30, ale kiedy przyjrzałam się bliżej rozkładom, zauważyłam, że cos tam się nie zgadza... Autobus z Alghero jest w Porto Torres o 7.29 ale następny autobus do Stintino odjeżdża dopiero o 9 tej i jest w Stintino o 9 50, czyli klops,.. :(
Po przestudiowaniu wszystkich możliwości jedyne połączenie, które istnieje to autobus z Alghero o 4.45 (!?!?!), potem z Porto Torres o 6.25 no i będę w Stintino stanca morta o 7.09, na 2 godziny przed zbiórką... Potem rejs i powrót wieczoram, wszystko razem robi się mocno wyczerpujące no i wkurzające. Dlaczego 95 procent wycieczek jest ze Stintino, wszystkie ruszają rano a pierwszy autobus z Alghero, bezpośredni przyjeżdża tam o 10?
Mimo mojego twardego postanowienia, że nie będę wynajmować samochodu, wysłałam zapytanie do firmy, bardzo chwalonej, do tego z siedzibą na mojej ulicy w Alghero, z pytaniem o cenę. Przejrzałam milion opinii, wszystkie niesłychanie pochlebne, chwalą również rozsądne ceny, no ale gdzie niegdzie przemycono cenę i ja tu czegoś nie rozumiem...Piszą na przykład 300 E za dwa dni... I to ma być rozsądna cena??? Ja słyszałam o cenach w rodzaju 40-50 euro za dzień, tu bym się mogła z bólem serca zastanowić, ale tyle? No nic, zobaczymy co mi odpiszą. Podejrzewam jednak, że wstanę w tę sobotę 6 września przed świtem, zawezmę się i przeżyję...
Pan z wypożyczalni na mojej ulicy odpisał, że nie ma wolnych samochodów na te dni. Coś mi się wydaje, że mu się nie spodobałam, no bo to mój pierwszy raz... Ale na grupie na fb znalazłam polską firmę, organizującą wycieczki i wypożyczającą samochody, napisałam do nich i od razu dostałam ofertę: 54 E za dzień + 11 za full casco, warunki wydają się dobre, opinie doskonałe... Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że wydawanie tylu pieniędzy tylko na dojazd do Stintino i z powrotem byłoby bez sensu, ale jeśli wynajmę na dwa dni, mogę pojechać do Bosy, zajrzeć w różne ciekawe miejsca a także po wycieczce w Stintino zajechać na La Pelosa - po 18 wejście na plażę jest wolne. Owszem, wydam 130 E więcej niż chciałam (no może 110, bo nie będę płacić za autobusy mając samochó) i to jest duża różnica ale dzięki temu zobaczę podczas tej podróży o wiele więcej, niż bym zobaczyła bez samochodu.
Z reguły nie wynajmuję samochodu z kilku powodów, główny to oczywiście kasa. Ale też bez samochodu zwykle daję radę dostać się wszędzie gdzie chcę (czy prawie), a nie stresuję się tym, że coś zepsuję, coś zadrapię i będą starszne koszty. Nie stresuję się też parkowaniem, ruchem, przepisami drogowymi i ciasnymi uliczkami. Na koniec jeszcze fakt, że jeżdżę zawsze tylko jednym, moim samochodem i stresuje mnie sytuacja, że nie znam samochodu. No więc stres będzie, ale postanowiłam dać sobie radę. Coś za coś! :)
Samochód wezmę na lotnisku, ale nie od razu po przylocie, bo chcę go oddać w niedzielę wieczorem. Więc po przylocie przyjadę do mojego mieszkanka autobusem, liczę na to, że pozwolą mi zostawić bagaże (check in od 15...). Chciałabym zaraz po przyjeździe pójść na zakupy, bo jutro wycieczka całodniowa, muszę i zjeść normalne śniadanie i wziąć prowiant. Jeśli z tym check in uda się szybko uwinąć, chciałabym się zorientować w okolicy i potem wybrałabym się na plażę Maria Pia, która jest blisko lotniska. Odbiór samochodu o 19, więc z plaży nie wracałabym do domu tylko poszła na przystanek, skąd chyba jakieś 10 minut autobusem i będę na lotnisku. Tu ma na mnie czekać najprawdopodobniej Fiat Panda...
Samochodem wrócę do domu, mam nadzieję, że ten przejazd wystarczy żeby przestać się stresować. Już mnie tak nie przeraża to, że przesiądę się w inny samochód niż mój (wczoraj miałam okazję przejechać się mazdą i nie było problemu). Pozostaje stres przed nową okolicą, tamtejszymi zwyczajami na drogach i ciasnymi uliczkami. Po powrocie do domu chciałabym jeszcze pójść na spacer do portu, który jest niedaleko.
W sobotę jadę na 9.15 do Stintino, to jest jakieś 50 km, wyjadę na tyle wcześniej, żeby nie ryzykować spóźnienia, więc z pewnością będę tam dużo za wcześnie. Ale cappuccino w barze byłoby super. No i tam samochód zostanie sobie a ja popłynę z rybakami w stronę Asinary. Będzie z pewnością super. Po powrocie z wycieczki pojadę jeszcze trochę dalej, do słynnej plaży La Pelosa, która jest płatna i wymaga rezerwacji ale po 18 już można wejść bez problemu. Po pływaniu z łodzi myślę, że nie będę już tam pływać, ale chciałabym ją zobaczyć z bliska. Potem powrót do Alghero już na spokojnie, powolutku, może z przystankami na widoki.
W niedzielę zaplanowałam wycieczkę do Bosy, miałam tam jechać autobusem, a dzięki autku mam nadzieję zajrzeć w różne ciekawe miejsca. Oczywiście, spędzę dużo czasu w Bosa, ale jakieś 10 km dalej jest takie malutkie miasteczko Tinnura, gdzie można podziwiać wspaniałe murale. Bardzo tam chciałam dotrzeć, ale jadąc autobusem nie byłoby jak, chyba, że bym w Bosa wypożyczyła rower, a autkiem tam dojadę bez problemu. Kusi pomysł, żeby wracać trochę naokoło, dotrzeć do słynnych nuragów, ale muszę do tego podejść jak najrozsądniej, wyliczyć czas, żeby zdążyć na 19 oddać samochód. A więc zobaczymy w praniu.
W poniedziałek mam zaplanowaną wycieczkę busikiem na dzikie plaże i snorkling. Start i meta w Alghero więc będzie na luzie. Po powrocie oczywiście chciałabym znów pokręcić się po mieście, przejść się bulwarem.
Wtorek to mój ostatni dzień, zasadniczo "czas wolny" ;) pewnie jakaś plaża, ale marzy mi się Zielona Grota. Wszyscy prawie będąc w Alghero jadą zobaczyć Grotę Neptuna, ale dowiedziałam się, że dosłownie dwa dni temu otworzono na nowo słynną piękną grotę. Aby się tam dostać potrzebna jest rezerwacja i mam zamiar już teraz kupić bilet.
W środę w południe mam lot powrotny.
Tak to wygląda w planach. Biorąc pod uwagę charakterystyczny dla Sardynii problem z wietrzną pogodą, niepokoi mnie co będzie, jeśli w dzień wycieczki łodzią pogoda będzie zbyt wietrzna żeby płynąć. Zanim zdecydowałam się na samochód, myślałam, że jestem "dyspozycyjna", miałam spory luz i mogłam zmieniać daty. A tu rezerwacja samochodu jest dokładnie na te dwa dni i trudno byłoby, szczególnie w ostatniej chwili coś zmienić... Ale nie ma sensu martwić się na zapas...
Do tej pory przy każdym wyjeździe sprawdzała się zasada, żeby kupić bilet nie wcześniej, niż na 2 miesiące przed wylotem. A tu guzik! W kwietniu bilet (bazowy) tam kosztował ok. 200 zł a dzisiaj 399! Był moment, że cena spadła poniżej 200 i absolutnie należało wtedy kupić. Potem zaczęła rosnąć i na 2 miesiące przed było już 330 a potem urosło do prawie 400. Jakoś sobie wbiłam w głowę, że powinnam te bilety kupić razem, tam i z powrotem i czekałam głównie na spadek ceny biletu powrotnego. Ta z kolei niewiele się zmieniła, najpierw koło 550, potem przekroczyła 600 a teraz wynosi 480 zł. Gdybym kupiła bilet tam za ok 200 zł, mogłabym potem czekać na to co będzie z ceną powrotnego. No i sama nie wiem co robić. Ludzie mówią, że najczęściej w ostatniej chwili ceny mocno spadają, ale to nie jest na 100% pewne, a co jeśli w ogóle bilety się skończą?
Strona 1 z 2