11.06 - Bazar Ginostra czyli na parkingu przed marketem

Schodzę w dół, zaglądam do sklepiku. To jedyny sklep tutaj. Stwierdzam ze zdziwieniem, że są tu owoce i pomidory, myślałam, że z tym będzie krucho. Kupuję więc – morele są tutejsze, wielkie, słodkie, doskonałe. Nie ma mozzarelli, ma być po południu...

Przed sklepem starszy mężczyzna pakuje towary na grzbiet mulicy. Na stelażu z rulonów maty układa zgrzewki wody. Pytam, jak zwierzak się nazywa – Iride. Mulica stoi spokojnie, ale kiedy trzeba ruszać, stoi ... jak osioł... Łagodna perswazja po chwili pomaga.

Z niemałym trudem szukam mojego domu, jakoś nie mogę tu trafić, ale w końcu jest. Prysznic i robię coś o czym marzyłam: kładę się spać tutejszym zwyczajem, w sjeście. Gdyby tylko ta muzyka nie grała w barze poniżej... Ciekawe, przestaje grać kiedy kończy się sjesta...

Teraz pójdę w drugą stronę, zobaczę jak jest z zejściem do morza, może się wykąpię. A wieczorem pójdę znów podziwiać fajerwerki...

on 11 czerwiec 2012
Odsłony: 323

You have no rights to post comments