12.06 - Lazaro i meduzy

Najpierw wizyta w sklepie, po kolejną porcję moreli i pomidorków. Chyba się tu zmienię w jedną wielką morelę, zajadam się nimi bezwstydnie!

Gianluca nie ma dla mnie dobrych wiadomości – nadal nie ma chętnych na wycieczkę łodzią. Najbardziej mi szkoda Strombolicchio. Trochę w tym mojej winy, bo mogłam popłynąć w niedzielę rano, ale byłam tak skatowana po wspinaczce na szczyt i po nocnym powrocie, że potrzebowałam czasu na dojście do siebie, a że były do wyboru wycieczki rano i po południu, bez namysłu wybrałam tę drugą. Ranna wycieczka się odbyła, na wieczorną nie było chętnych. A tutaj jest tak mało gości, że ani poranna ani popołudniowa wycieczka niestety się nie odbyła. Co zrobić. Zawsze i wszędzie zostaje mi coś do zobaczenia, jakbym tak zechciała wrócić...

Pytam „come si fa”, czyli jak to zrobić z biletem na wodolot, no bo tu nie ma kasy biletowej. Po prostu – kupuje się na pokładzie. Podobno jak kupię bilet od razu na Filicudi, to w razie czego wodolot z Saliny na mnie poczeka! Na przesiadkę mam całe ... 5 minut, ale już widziałam jak to wygląda, wodoloty zatrzymują się na tym samym pomoście, jeden po prawej drugi po lewej stronie, więc trzeba tylko przejść z jednego na drugi.

Idę więc ponownie na wschód, do Lazaro, tam znajdują się nieliczne zabudowania na zboczu, na różnych wysokościach. Mijam obie zapory ze znakiem zakaz wstępu, zgodnie z radą Mediolańczyków, którzy tam gdzieś mieszkają. Respektuję jedynie wszelkie tabliczki z napisem: teren prywatny. Nie chcę być nigdzie nieproszonym gościem! Mijam kurę z kurczaczkami, kaczkę...

Droga idzie wysoko nad skalistym wybrzeżem, roślinność zapiera dech w piersi, a widoki... Co chwila patrzę na Salinę, gdzie jutro będę przejazdem (lub może lepiej powiedzieć: przepływem...) no i na Filicudi, gdzie spędzę jutrzejszy dzień. Obok przykucnęła mała, ledwo widoczna Alicudi, ostatnia zachodnia wyspa archipelagu, gdzie spędzę dwa dni u gościnnej Giovanny. Mediolańczycy powiedzieli mi, że Alicudi to wyspa magiczna, mówi się o jakichś czarownicach, które tam można spotkać... Zobaczymy za dwa dni... Dziś Etny nie widać, choć wybrzeża Sycylii majaczą na widnokręgu.

Przy ścieżce co chwila pojawiają się ogromne głazy, to wulkaniczne bomby. Jeden taki głaz leży na gruzach zburzonego domu. Ciekawe, czy spadł na ruinę, czy to on ją spowodował...

W końcu ścieżka zaczyna prowadzić w dół, schodzę na kamienną plażę. Po drodze spotykam Stefano, Mediolańczyka, który razem z kolegami (tymi, których spotkałam wczoraj wieczorem w Punta d’ ‘u Cuorvu) mieszkają tu w okolicy. Nawet poznałam wcześniej ten ich dom, bo mówili, że jest tak położony, że po jednej stronie jest morze, z tyłu zbocze wulkanu a po dwu pozostałych stronach – urwiska...

Na dole Stefano układa się na kamieniu, ja najpierw uwieczniam widoki, a potem znajduję zaciszne miejsce i szybko wchodzę do wody. Szybko to może za dużo powiedziane, bo to nie takie proste, nawet, jak się ma plastikowe buty. Tu jest mnóstwo tych głazów, większych i małych, głębiej i wyżej położonych. Zaczynam płynąć i wciąż trafiam na głazy.

Aż w pewnym momencie – ała! Czuję, jak coś bardzo silnie sparzyło mnie w nogę. Wydaję z siebie pisk, płynę a to parzy jak wściekłe! Po chwili drugi, słabszy atak, tym razem w brzuch. Oj, tak to ja się nie bawię! Nie dość, że nie da się pływać, bo tu wszędzie te głazy, to jeszcze jakieś kolczaste stwory mnie atakują!

Szybko płynę do brzegu, nawet nie popływałam na plecach, co tak bardzo lubię! Wychodzę, a to piecze i robią się czerwone placki na skórze. To z pewnością były meduzy, o których dotąd słyszałam, ale nigdy nie miałam ... przyjemności (hm...) ich poznać osobiście. Teraz już wiem czym to pachnie i wcale mi się to nie podoba. Jak się przed tym obronić?...

Biorę aparat i filmuję glony i żyjątka na głazach na samym brzegu, filmuję wodę... Na brzegu pojawili się dwaj Niemcy, mają maski, mają też fajki do snorkelingu. No tak, teraz już wiem o co chodzi z tą fajką! Na Panarei próbowałam i nie mogłam sobie poradzić, fajka mi cały czas zanurzała się w wodzie, a teraz widzę, że trzeba ją zamocować za pasek maski, wtedy trzyma się do góry, kiedy twarz jest zanurzona! Warto byłoby spróbować, ale ... jak ja wejdę do wody po tym doświadczeniu z meduzami???

on 12 czerwiec 2012
Odsłony: 388

You have no rights to post comments