Niedługo wyjeżdżam z Syrakuz, byłam tu króciutko, tylko jedną noc i jedno popołudnie i wieczór. Zatrzymałam się w B&B Caravaggio, prowadzi go bardzo sympatyczna polsko-sycylijska para: Sylvia i Antonio. Od niego otrzymałam ogromnie precyzyjne informacje co można w Syrakuzach zobaczyć. Oczywiście, w tak krótkim czasie to nie jest możliwe, ale zrobiłam co tylko się dało, przez co położyłam się spać ledwo żywa ze zmęczenia, które nakłada się dzień po dniu na moje biedne plecy... 

B&B Caravaggio mieści się trzy przecznice od Ortigi, miejsce jest zupełnie niesamowite. Pokoje są ładne, nowoczesne, bardzo wysokie, bardzo ładnie wykończone kolorystycznie. Za to położenie płaci niestety hałasem, szczególnie w niektóre dni tygodnia (jak piątek), kiedy w barze poniżej gra muzyka... Niedługo będzie śniadanie, a potem idę na autobus, który odjeżdża o 9.

Opublikowano: 18 czerwiec 2016
Odsłony: 410

Przez te pół dnia udało mi się dotrzeć do parku archeologicznego, gdzie przede wszystkim zobaczyłam Ucho Dionizosa. Przeogromna jaskinia, nie tylko bardzo wysoka, ale też głęboka, nie wiedziałam, że można tam dotrzeć dość daleko. Kiedy ludzie krzyczeli czy śpiewali, było głośno jak zazwyczaj w jaskini, ale potem zauważyłam, że kiedy przestali, bardzo długo słychać było ze środka pogłos. To było to...

Później poszłam do kościoła San Giovanni sulle Catacombe, bardzo ciekawy kościól bez dachu, podobno odbywają się tam nabożeństwa i śluby... Ale nie to było najciekawsze: potem poszliśmy zobaczyć katakumby. To była chyba najciekawsza rzecz ze wszystkich jakie widziałam podczas tej podróży. Z reguły nie pcham sie w takie miejsca, jak katakumby w Palermo, bo uważam, że zmarli mają prawo do szacunku a nie mają być eksponatami. Ale tutaj zmarłych nie było, był natomiast ogromny labirynt krypt różnego rodzaju. Były pojedyncze, a były takie, gdzie jedna umieszczona była za drugą, w głąb, daleko. To wszystko robiło ogromne wrażenie, a przewodniczka bardzo ciekawie tłumaczyła. Niestety, nie można tam robić zdjęć. Podobno są to największe katakumby na Sycylii.

Przed katakumbami byliśmy w krypcie San Marciano, gdzie chronili się pierwsi chrześcijanie. Odnaleziono tu liczne freski, część z nich nie jest jeszcze zbadana.

Miałam w planie jeszcze dotrzeć w parę innych miejsc, ale minęła godzina 18, kiedy zabytki zostały już zamknięte. A więc poszłam - nieco dookoła, jak zwykle, w kierunku wyspy Ortigia. Ale o tym w następnym wpisie...

Opublikowano: 18 czerwiec 2016
Odsłony: 426

Ortigię już odwiedziłam w 2007 roku, była to bardzo krótka wycieczka z Noto, gdzie się zatrułam i spędziłam pół dnia na ostrym dyżurze. Później wracając do ostello z przykazaniem, aby pozostałą część dnia leżeć, skręciłam w stronę przystanku i pojechałam do Syrakuz. Tam, słabiutka, poszłam prosto na tę niezwykłą wyspę.

Dziś wróciłam na Ortigię. Mam wrażenie, że ktoś tu się nieźle napracował. Wiele kamieniczek jest odremontowanych, nie widać już tyle odrapanych, walących się domów. A Piazza Duomo jest nadal przepiękny... Na Ortigi postanowiłam wreszcie coś porządnego zjeźć. Miała to być jakaś stylowa knajpka, na świeżym powietrzu. Trochę się nachodziłam, bo większość to były drogie restauracje, ja chciałam jakąś trattorię, i do tego, żeby była nastawiona na ryby. I znalazłam! Bliziuteńko Piazza Duomo, w podwórzu, pod dachem z pnączy. Przed wejściem stoi łódź rybacka. Nazywa się to miejsce Pescamare.

Muszę powiedzieć, że tak miejsce, jak i potrawę wybrałam idealnie. Pesce spada alla marinara. Do tego pewnie nie pasuje sałatka z pomidorów, ale jak dla mnie była ok. Wielki kawał ryby w czerwonym, niesamowicie smacznym sosie...

Wracając do domu zrobiłam jeszcze kilka nocnych zdjęć Ortigi.

Potem zaczęły się schody, bo pod oknem do północy grała orkiestra... No, ale coś za coś... 

Opublikowano: 18 czerwiec 2016
Odsłony: 351