Pół dnia w Syrakuzach

Przez te pół dnia udało mi się dotrzeć do parku archeologicznego, gdzie przede wszystkim zobaczyłam Ucho Dionizosa. Przeogromna jaskinia, nie tylko bardzo wysoka, ale też głęboka, nie wiedziałam, że można tam dotrzeć dość daleko. Kiedy ludzie krzyczeli czy śpiewali, było głośno jak zazwyczaj w jaskini, ale potem zauważyłam, że kiedy przestali, bardzo długo słychać było ze środka pogłos. To było to...

Później poszłam do kościoła San Giovanni sulle Catacombe, bardzo ciekawy kościól bez dachu, podobno odbywają się tam nabożeństwa i śluby... Ale nie to było najciekawsze: potem poszliśmy zobaczyć katakumby. To była chyba najciekawsza rzecz ze wszystkich jakie widziałam podczas tej podróży. Z reguły nie pcham sie w takie miejsca, jak katakumby w Palermo, bo uważam, że zmarli mają prawo do szacunku a nie mają być eksponatami. Ale tutaj zmarłych nie było, był natomiast ogromny labirynt krypt różnego rodzaju. Były pojedyncze, a były takie, gdzie jedna umieszczona była za drugą, w głąb, daleko. To wszystko robiło ogromne wrażenie, a przewodniczka bardzo ciekawie tłumaczyła. Niestety, nie można tam robić zdjęć. Podobno są to największe katakumby na Sycylii.

Przed katakumbami byliśmy w krypcie San Marciano, gdzie chronili się pierwsi chrześcijanie. Odnaleziono tu liczne freski, część z nich nie jest jeszcze zbadana.

Miałam w planie jeszcze dotrzeć w parę innych miejsc, ale minęła godzina 18, kiedy zabytki zostały już zamknięte. A więc poszłam - nieco dookoła, jak zwykle, w kierunku wyspy Ortigia. Ale o tym w następnym wpisie...

on 18 czerwiec 2016
Odsłony: 780

You have no rights to post comments