Do Sztokholmu popłynęłyśmy promem, co samo w sobie było już ciekawym doświadczeniem, a wróciłyśmy samolotem. Pojechałyśmy do Gdańska pociągiem, a kiedy zobaczyłyśmy ogromny prom, do którego trzeba było wejść na któreś piętro schodami, zrobilo to na nas wrażenie... Pogoda była marna, ale i tak wieczorem zwiedzałyśmy ogromny prom, a rano obserwowałyśmy pojawiające się skandynawskie wysepki. W porcie czekał na nas mój kolega, i pojechaliśmy razem do miasta...

Pojechaliśmy na wzgórze Fafangen, z którego widać było zatokę Saltsjon i Sztokholm, i na którym jedliśmy doskonałe owocowe ciasto

Wieczorem pojechaliśmy do miejscowości Saltsjobaden (kąpielisko nad słonym jeziorem)

Następnego dnia rano pojechaliśmy pospacerować po osiedlu, zbudowanym nad woda i na wodzie, gdzie z domu można wyjść prosto do łódki... Podziwialiśmy osiedle niewielkich domków, oraz później duże wieżowce, ale również blisko natury

W niedzielę pojechalismy do centrum Sztokholmu, pospacerowaliśmy po mieście a później popłynęłyśmy (my z Jagusią) stateczkiem widokowym po zatoce Saltsjon. Ze statku widać stare miasto, wesole miasteczko Grona Lund oraz muzeum statku Vasa

W poniedziałek zaczęłysmy zwiedzanie miasta od zupełnie niezwykłego miejsca - nasi znajomi zawieźli nas przed stację metra, dali bilety i kazali zjechać na dół. A tam świat się zmienił...

Potem spacerowałyśmy sobie po mieście, zaglądając w różne jego zakątki

Ostatniego dnia raniutko mój kolega zawiózł nas na lotnisko, obserwowałyśmy z zaciekawieniem okolice. A potem jak to mam w zwyczaju, leciałam z nosem w oknie, podziwiając świat pod nami...