Ostatni dzień pełen wrażeń - Castiglione di Sicilia przez Giardini Naxos

Teraz tylko parę słów, bo jutro muszę wstać przed świtem. Dziś zrobiłam wymarzoną wycieczkę do Castiglione di Sicilia, i nie tylko :) Dopiszę wrażenia, ale muszę się kłaść, więc raczej już z domu, chyba że się uda na lotnisku jednym czy drugim coś tam popisać. (...) No to jakby tak, trochę z samolotu a trochę z domu...

Castiglione di Sicilia urzekło mnie na zdjęciach z netu, zdjęcie było zrobione gdzieś z dołu i pokazywało miasteczko, przycupnięte w górze. Postanowiłam tam dojechać i zobaczyć to cudo. Nie było łatwo znaleźć dojazd, bo owszem, dojechać tam się da autobusem Etnatrasporti, ale żeby tak pojechać tam jak lubię, na pół dnia i wrócić to już problem. Znalazłam autobus z Giardini Naxos, to mi dawało ponad 2 godziny w Castiglione. W sumie na przebiegnięcie się po takiej mieścince to nie jest za mało, ale jakby się tam chciało na spokojnie posiedzieć, może coś zjeść, odpocząć, to już trudniej.

A mnie się jeszcze marzyło coś więcej - żeby nie wracać tą samą drogą... Castiglione nie leży na trasie kolejki Circumetnea, ale leży blisko kilku miejscowości przez które ta kolejka przejeżdża. Więc jakby tak pojechać stamtąd do linii kolejki, zobaczyć kolejne miasteczko na Etnie i wrócić w drugą stronę? (w zeszłym roku jechałam kolejką z Katanii na zachód i północ, dojechałam do Randazzo, które spenetrowałam, potem wysiadłam jeszcze w Adrano, które mi się bardzo podobało. Gdybym teraz pojechała w drugą stronę, mogłabym się pochwalić, że objechałam Etnę... No ale choć bywają autobusy do Linguaglossa, to odjeżdżają przed południem i nie da się tego połączyć. Znalazłam autobus do Randazzo i zaczęłam się zastanawiać, ale trochę przerażało mnie, że to mój ostatni dzień, taka wyprawa przeciągnie się do wieczora, w Randazzo już byłam, więc co tam będę robić przez ponad 2 godziny? I do ostatniej chwili nie byłam pewna co zrobię, uzależniałam też decyzję od pogody. Na wszelki wypadek kupiłam bilet na autobus tylko w jedną stronę.

W Giardini Naxos miałam godzinę, liczyłam na spotkanie z Tizianą, u której spałam rok temu, ale niestety, w ostatniej chwili coś jej wypadło. A więc przeleciałam się ze stacji do początku lungomare, kupiłam focaccię w mojej rok temu wypatrzonej piekarni (taką prawdziwą, jak lubię, z solą i rozmarynem), potem jeszcze lody na dworcu, oczywiście, zajrzałam na ten stylowy dworzec w Giardini Naxos - Taormina i ustawiłam się na przystanku.

Z autobusu nie tak łatwo pstryknąć fotkę. Nie udało mi się dobrze zobaczyć, ani tym bardziej sfotografować Castiglione z daleka. Ale miasteczko jest ładne, dość zadbane, ciekawe, no a widoki stamtąd niezwykłe. Wiedziałam, że pod miasteczkiem znajduje się ciekawy bizantyjski kościółek (la Cuba), bardzo chciałam go zobaczyć, ale to jednak było za daleko.

I teraz powiem Wam najlepsze: Kiedy już obejrzałam Castiglione z różnych stron, usiadłam sobie niedaleko przystanku, a jeszcze wcześniej, zaraz po przyjeździe uważnie sprawdziłam rozkład jazdy na przystanku, żeby sprawdzić, czy nic nie pomyliłam, czy napewno jest ten autobus do Randazzo. Na rozkładzie był, jak wół. No to siadłam sobie i czekam. Przyjechał wcześniej autobus, którym miałam w pierwszym planie wrócić do Giardini Naxos. Normalnie do głowy by mi nie przyszło, żeby zadawać takie pytania, no bo rozkład jest, i w necie i na przystanku, autobus ma napisane jak byk, że jedzie do Taorminy, czyli nie do Randazzo. Ale że Sycylijczycy tak robią, pytam jak durna kierowcy, czy on napewno nie jedzie do Randazzo. A on mi na to, że nie, ale żebym wsiadła... Zgłupiałam... Pytam, dlaczego, a on mi na to: bo mój kolega, który jedzie do Randazzo, raczej tu na górę nie będzie wjeżdżał, ja panią zawiozę na dolny przystanek i zadzwonię do niego żeby napewno tam się zatrzymał!!! No to fajnie, zaraz wyobraziłam sobie, jak ja w tym Castiglione czekam na autobus do wieczora, a później już w planie żadnych nie ma! A raniutko mam samolot do Polski!!!

No więc zwiózł mnie, to mało powiedziane, bo myślałam, że chodzi o parę metrów, więc stalam na stopniach trzymając się drzwi. A on jechał w dół serpentynami, normalnie spadał z tego wzgórza, i jeszcze gadał przez telefon! No ale jak widać, przeżyłam! I nie tylko, bo nie dość że autobus do Randazzo się grzecznie zatrzymał (na dole, bo na górę nie wjechał...), ale wcześniej starszy pan, który zbierał winogrona w winnicy obok przystanku zapytał, czy nie chcę winogron. Chętnie bym trochę kupiła, ale wiedziałam, że zaraz będzie autobus, więc nie chciałam ryzykować, że coś tam zaczynamy kombinować a tu autobus jedzie. Więc grzecznie podziękowałam. A za chwilę widzę, jak pan idzie w moim kierunku z kiścia winogron - dał mi na spróbowanie i zaraz pojechał sobie :)

on 12 październik 2017
Odsłony: 402

You have no rights to post comments