Dopłynęłam, dojechałam, doszłam i już jestem w moim nowym domu pod Neapolem, w Portici, na trasie Circumvesuviana. Będę tu mieszkać 10 dni, wydaje mi się że będzie mi tu dobrze. To nie jest domek z ogródkiem, ale mieszkanie w dość starej, charakterystycznej dzielnicy. Ale mieszkanie bardzo wygodne, z antresolą, obszerne, wysokie, mnóstwo miejsca na wszystko. Jedyny chyba minus to fakt, że od kolejki idzie się ok 400 m w dół. Chodzić mogę i w górę i w dół, ale wejść tam na górę z walizką, no nie bardzo. Oczywiście, mam czas, ale podejrzewam, że wezmę taksówkę i pewnie jak w Sciacca zapłacę z 10 euro, ale taki wysiłek to nie dla mnie. Ale pomyślimy o tym za tydzień.

Bardzo ciekawy jest widok z mojego okna na podwórze, gdzie moi sąsiedzi urządzili sobie własne miejsce, jakby własne, zamknięte podwórko, gdzie spędziają wspólnie wolny czas. Rozglądając się wyżej widać, że również na dachach pobudowali coś w rodzaju mini ogródków...  Poniżej filmik na youtube, warto spojrzeć.

Dziś urządzałam się, potem poszłam się rozejrzeć, zeszłam do portu, popatrzyłam na plażę z kamiennymi głazami, zjadłam smażone kalmary w rożku (mniam!), zrobiłam zakupy. Portici to nieduże miasteczko położone na zboczu, w dole jest port i plaża, a także stacja pociągu trenitalia, dużo wyżej stacja kolejki Circumvesuviana i jest coś jeszcze wyżej, ale tam nie doszłam.

Jutro wybieram się tak na spokojnie do Neapolu, pewnie spędzę tam cały dzień prawie, ale na razie nie mam zamiaru na poważnie nic zwiedzać, a po prostu połażę i popatrzę. Kupiłam Artecard na 7 dni, to mi daje 5 bezpłatnych wejść w różne miejsca, jak Pompeje, Herkulanum, wycieczka na Wezuwiusza itp, ale ponieważ pojutrze jadę na wycieczkę z Paolą do Campi Flegrei, a w czwartek do zatoki Amalfitańskiej, to nie ma sensu, żeby tę kartę uruchomiła już jutro, bo w takim przypadku działałaby tylko do poniedziałku, a ja mogę z niej korzystać do środy. Dlatego mam zamiar rozpocząć w czwartek, w okolicach Amalfi. Czyli jutro żadnego zwiedzania, a po prostu łazić po Neapolu i troszeńkę go pojąć :)

A dziś mam już dość, więc dobranoc :)

Opublikowano: 23 wrzesień 2019
Odsłony: 6

Tak jak planowałam, pojechałam kolejką do Neapolu, wysiadłam na dworcu centralnym żeby sprawdzić, jak jutro przesiąść się do pociągu do Pozzuoli, gdzie mam się spotkać z Paolą. Wszystko już wiem, również to, że nie znoszę placu Garibaldi i tej okolicy. Żeby zobaczyć Neapol trzeba koniecznie stąd uciekać. Nie będę opowiadać jak szłam i co widziałam, lepiej opowiedzą o tym zdjęcia. Zjadłam najpierw małe calzone, potem doskonałe lody (pesca e melone), i chyba tego było za mało, bo wracając zaczęłam umierać. Ale jak widać, żyję, muszę tylko pamiętać, żeby nie tylko patrzeć, ale też jeść i pić :)

Co mogę powiedzieć, przede wszystkim to, że (jak na razie) nie widzę tu nic z tego, czym niektórzy straszą. Nie tylko nikt mnie nie okradł, nie napadł i tak dalej (tfu tfu, tak na wszelki wypadek), ale też (jak na razie) nie przerażają mnie jadące skutery, a samochody, wyobraźcie sobie - bardzo często zatrzymują się, żeby przepuścić pieszych! No, może nie tak często jak u nas, ale i tak jestem w szoku! Brudno, tak, no trudno, na to byłam przygotowana, ale nie bardziej niż myślałam. Oczywiście, po spokoju na wyspie trzeba się przyzwyczaić do hałasu wielkiego, szalonego miasta, ale ten hałas wynagradza mi na każdym kroku podsłuchiwany dialekt, z którego oczywiście nic nie rozumiem, ale jest tak melodyjny że pieści ucho :)

Kiedy już nie umarłam z głodu w kolejce, pokrzepiona dwiema butelkami wody, wymarzyłam sobie na kolację pizzę. Ale nie byle jaką: wczoraj zauważyłam, że dosłownie dwa kroki od mojego domu, na sąsiedniej uliczce jest malutka pizzeria. A więc jak tylko doszłam do domu i zostawiłam prowiant na najbliższe dni, zeszłam jeszcze do tej pizzerii i zamówiłam na wynos pizzę - z długiego spisu wybrałam, tytułem solidarności - siciliana :) Pizza się piekła, a ja zapytałam, czy mogę zrobić parę zdjęć. Wszyscy się strasznie ucieszyli, zrobiło się bardzo sympatycznie, a jakaś starsza pani, pewnie stała klientka zaczęła mnie pytać, czy podoba mi się pan (nie pamiętam imienia, pewnie pizzaiolo, który wkładał pizzę do pieca). Oczywiście, potwierdziłam :). W domu udało mi się zjeść jakieś 2/3, reszta będzie na jutro, choć nie przepadam za pizzą z poprzedniego dnia, to nic nie poradzę, i tak ledwo żyłam po zjedzeniu części!

Opublikowano: 25 wrzesień 2019
Odsłony: 6

Teraz króciutko - najpierw czeka mnie kolejne wyzwanie, to jest dotarcie do Pozzuoli  na właściwą godzinę, w tym kupienie biletu na metro, ale dam radę. Paola (airbnb) obiecuje pokazać mi to co najciekawsze na terenie Campi Flegrei (wielka groźna kaldera...), więc nastawiam się na coś co lubię :) Co z tego wyniknie, napiszę jak wrócę. Liczę na to, że będzie to mimo wszystko dzień odpoczynku, bo będziemy jeździć samochodem, więc moje nogi odpoczną po wczorajszym spacerze a przed jutrzejszą wyprawą do Zatoki Amalfitańskiej.

aPaolaI wieczorem... Było super, Paola i jej chłopak Ros byli przemili, spełniali wszystkie moje zachcianki... Spotkaliśmy się w Pozzuoli i stamtąd pojechaliśmy zobaczyć główny krater, Solfatara - z góry, bo wstęp jest zamknięty po tragicznym wypadku. Ale i z góry robi wrażenie, poza tym ogrom tego krateru, coś niesamowitego. Cały teren Campi Flegrei jest upstrzony po prostu jeziorami i jeziorkami, a wszystkie to kratery wulkanów, wiele z nich jest pięknie utrzymane, z trasami spacerowymi dookoła, plażami i zielenią. Zjeździliśmy teren Campi Flegrei od Pozzuoli, Lago d'Averno i dojechaliśmy az do Miseno i Monte di Procida, ale jeździliśmy w różne strony, tak że trudno byłoby mi opisać trasę. (dopisek już z domu: Paola opisała mi emailem dokładną naszą trasę, wysłała mi mapkę, a ja według jej wskazówek zaznaczyłam na niej trasę - zaczyna się w Pozzuoli, stąd jedziemy do Solfatara, potem wracając przez Pozzuoli docieramy do Lago d'Averno i Monte Nuovo, a potem dalej na południe i wschód - Capo Miseno, Monte Procida i Lago Fusaro. Dokładniej zobaczycie to na zdjęciach.

mapa1aJedynie pogoda trochę zawiodla, na szczęście nie padało, lub prawie, ale najczęściej było zachmurzone, więc biedne moje zdjęcia... Nad jeziorkiem Lago d'Averno zjedliśmy obiad, według mojego życzenia fritto di frutti di pesce. Cały teren nie tylko pełen jest kraterów, jeziorek i śladów aktywności wulkanicznej, jak na przykład stożek wulkanu, który wyrósł tutaj w ciągu jednego tygodnia (!!!), ale też jest tu wiele zabytków, ogromny amfiteatr, rzymskie termy, świątynie, w niektórych miejscach dzisiejsze życie po prostu zrosło się z przeszłością...

Po powrocie do domu dostałam od Paoli zdjęcia, które zrobiła ona oraz jej chłopak, Ros. Jak rzadko, na tych zdjęciach jestem ja, czasem też z Paolą, która jest przesympatyczna. Jeśli ktoś jest zainteresowany taką wycieczką jaką udało mi się zrobić z Paolą, poszukajcie na airbnb w atrakcjach na Campi Flegrei, z pewnością znajdziecie.

Opublikowano: 25 wrzesień 2019
Odsłony: 6