03Laboratorio Internazionale della Comunicazione (zwany po prostu Lab), to kontynuacja kursu języka włoskiego dla cudzoziemców, organizowanego przez mediolański Universita Cattolica di Sacro Cuore od 1963 roku. Byłam stypendystką kursu w 1976 roku, gdy siedzibą był średniowieczny zamek Castello Brandolini w Cison di Valmerino, Veneto (patrz podróż Castello Brandolini, na razie na Kolumberze).

W 1980 roku prof. Bruno de Marchi przekształcił wakacyjny kurs językowy w nową, unikalną we Włoszech formę - kurs kultury i języka, i tak powstalo Laboratorio Internazionale della Comunicazione. Od tego też czasu siedzibą Lab został region Friuli Venezia Giulia (początkowo miasta Trieste, Udine, Gorizia, Cividale e Tolmezzo, a od 1989 roku Gemona del Friuli. W ten sposób kurs przestał za główny cel stawiać naukę języka, a zajął się elementami kultury, takimi jak literatura, film, muzyka, historia, teatr, dziennikarstwo i inne.

Podczas trwania Lab przeprowadzane są seminaria z udziałem naukowców, pokazy filmowe, zapraszani są włoscy artyści, kwitnie także oczywiście życie towarzyskie... Organizowane są cotygodniowe wycieczki, spektakle i pikniki, oraz mecz piłki nożnej Professori x Studenti. Na koniec kursu przeprowadzane są egzaminy z kilku przedmiotów, a warsztaty urządzają wystawy.

Kursanci mieszkają w gościnnych rodzinach Gemony, a gospodarze - ciekawostka - nie otrzymują żadnego wynagrodzenia, jedynie zwrot kosztów! Dla rodzin jest to często niezwykła okazja do poznania przybyszy i zaoferowania im wszelkiej pomocy i życzliwości, niejednokrotnie prześcigają się w gościnności, organizują wycieczki i spotkania, zastępując swym gościom rodziców.

Lab przyjmuje osoby o udokumentowanej, biegłej znajomości języka włoskiego, trwa 5 tygodni. Osoby zainteresowane znajdą więcej informacji na ten temat tutaj

Opublikowano: 30 maj 2015
Odsłony: 8730

Wszystko zapięte na ostatni guzik. Za trzy godziny odjeżdża mój pociąg - jadę do Gemony przez Słowenię, gdyż chcę odwiedzić koleżankę w Kranj. Jestem spakowana, zrobiłam najważniejsze zakupy dla domu na pięć tygodni, kiedy mnie nie będzie. Przed chwilą odebrałam z naprawy trzy rowery, które czekają w bagażniku, i jadąc w stronę domu robię jeszcze ostatnie zakupy, parę rzeczy o których zapomniałam.

Wchodzimy do supermarketu biegiem i po paru minutach wychodzimy. Idę w kierunku samochodu - torba z zakupami wypada mi z ręki. Samochodu nie ma... nie ma ... nie ma ...

Wpadam w popłoch. Ani przez moment nie myślę o tym, jak poradzę sobie bez samochodu. Jedyne o czym myślę - NIE MOGĘ JECHAĆ!!!

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 1066

Kranj - Tarvisio - Gemona... Autobus jedzie krętą drogą przez surową, kamienistą okolicę, często wzdłuż górskich rzek. Powietrze jest surowe, choć gorące.

Friuli... Ilekroć mówię komuś o Friuli, z reguły spotykam się z pytaniem - a co to? A przecież każdy kto wjeżdża do Włoch, przejeżdża przez Friuli.

Friuli Venezia Giulia - autonomiczny region, stolica Trieste. Rzecz charakterystyczna, tablice z nazwami miast, rzek itp najczęściej pisane są po włosku i w dialekcie friuli. W dialekcie wydaje się książki, poezje, bajki. Mieszkańcy rozmawiają ze sobą w dialekcie, a wtedy nic nie rozumiesz, niezależnie od tego jak dobrze znasz włoski...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 906

Jadąc tam po 23 latach nie oczekuję cudów. Nie da się wejść jeszcze raz do tej samej rzeki...

Wtedy, w Castello, byłam nurtem tej rzeki. Czułam się w żywiole, w centrum wszystkiego. Żyłam na 100 procent. Teraz ... jestem dinozaurem. Nie, nie jestem jedyna w wieku dinozaura, jest nas parę osób. Ale jakoś tak, czuję się na uboczu. Ci wszyscy ragazzi, niezależnie od pochodzenia, są ogniem, wirującym płomieniem. Rozumieją się bez słów, mają to samo poczucie humoru, chodzą tymi samymi ścieżkami, czują tymi samymi zmysłami. Ja jakoś tak ... inaczej. Choć pracuję z młodymi kolegami i mam z nimi świetny kontakt, tutaj jakoś nie potrafię zaskoczyć. Trudno, co zrobić.

Laboratorio wydaje gazetę La Gazzetta del Gamajun. W pierwszej gazecie naszego kursu ukazuje się mój artykuł pod tytułem C'era una volta un Lab di 23 anni fa. (Był sobie pewnego razu Lab 23 lata temu).  Przywiozłam też zdjęcia z Castello Brandolini, zdjęcia grupowe, na których można było zobaczyć paru dzisiejszych profesorów w wersji sprzed 23 lat...  Urządzam coś w rodzaju gazetki ściennej, cieszącej się sporą popularnością. A potem - zabieram się do nauki...

To co mnie przeraża od samego początku, to egzaminy. Egzaminy to mój największy stres, moja tortura. A co będzie, jak nie zdam?... Wybrałam film, muzykę i literaturę. Filmy z laboratoryjnej wideoteki są wyświetlane dwa razy w tygodniu, ja z reguły oglądam każdy dwukrotnie. To  dla mnie wspaniały festiwal włoskiego filmu, zanurzam się w nim po szyję...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 909

Należałoby teraz opowiedzieć o gościnnej Gemonie...

Gemona del Friuli (Glemone w dialekcie friuli) to niewielkie miasteczko położone na południe od wzgórz Carnia.

W 1976 roku zostało niemal całkowicie zniszczone przez trzęsienie ziemi, które kilkoma wstrząsami od maja do września zdewastowało Friuli. W Gemonie zginęło wówczas ponad 1000 mieszkańców. Niezwykle ciekawe nagranie na ten temat znajduje się tutaj. Chłopak nagrywał właśnie na magnetofon przez mikrofon muzykę Pink Floyd, kiedy  nastąpił wstrząs. Powstał w ten sposób unikalny zapis...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 913

Moje jakby odizolowanie od reszty kursantów jest spowodowane prawdopodobnie nie tylko różnicą wieku, ale także faktem, że pobyt tutaj jest okupiony sporym poświęceniem, nie tylko moim, ale całej mojej rodziny...

Moje dzieci są samodzielne, ale nigdy jeszcze nie były tyle czasu same. Moi rodzice wymagają pomocy, a mieszkają w innym mieście. Okazuje się że tata wymaga operacji. Kto się wtedy zajmie mamą? Jestem tutaj, a jednocześnie muszę podejmować decyzje, dawać rady, pomagać w sprawach codziennych, czasem prostych i błahych, a czasem całkiem poważnych.

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 868

W Padwie byliśmy na krótkiej wycieczce, niewiele zapamiętałam z tego miasta i niewiele zdjęć udało mi się znaleźć. Z pewnością muszę tam wrócić...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 869

Wenecja...

Cóż powiedzieć. Uwielbiam tam wracać. Podczas tej wycieczki szukałam ciekawych miejsc - ponad godzinę spędziłam na przykład przed szpitalem, obserwując "ruch chorych", przybywające ambulanse wodne, a nawet wyprowadzenie zwłok do pogrzebowej łodzi, płynącej na cmentarną wyspę.

Zamieszczam tutaj zdjęcia nie tylko z tej wycieczki, ale też z 1998 roku, kiedy to po 22 latach wróciłam do Włoch i ponownie odwiedziłam Wenecję. Trochę mnie kusi żeby tu dodać też zdjęcia sprzed 23 lat - ale nie wiem...

O Wenecji się nie mówi, Wenecję się chłonie...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 847

Oprócz wykładów i zajęć językowych mamy także warsztaty. Początkowo myślałam, że wybiorę warsztat dziennikarski. Kiedy jednak dowiedziałam się, że ma być prowadzony warsztat rękodzielniczy, z głównym naciskiem na pracę w glinie, oczami wyobraźni zobaczyłam moje odwieczne marzenie: usiąść przy warsztacie garncarskim, wprawić go w ruch i rękami formować naczynia! Wydawało mi się to zawsze czymś magicznym - dlatego decyzja - wybieram rękodzieło (la bottega dell'artigianato).

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 891

Kilka zdjęć z meczu studenti x professori, gdzie wszyscy kibicowali zajadle - ale nie pamiętam, kto wygrał:)

Na wieczorku, gdzie zaproszono nas oraz rodziny u których mieszkaliśmy, było bardzo wesoło. Mieliśmy też szczególną atrakcję...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 934

Udało się zdać egzaminy, okupione prawdziwym kuciem, nerwami, nieprzespanymi nocami. Tak bardzo chciałam fare bella figura (dobrze wypaść), szczególnie wobec Bruna, u którego zdawałam egzamin z filmu. Bruno, krytyk filmowy, teoretyk kina wie na ten temat wszystko. Podejrzewam, że nie oblałby mnie z przyjaźni, ale najbardziej na swiecie pragnę, żeby był ze mnie zadowolony. I chyba jest, na szczęście ...

Teraz przyszła pora na wystawy warsztatów. Od pewnego czasu realizuję pewien plan - nie jestem pewna czy mi się uda, ale chcę spróbować. Robię to w absolutnej tajemnicy... Lepię maskę, już któryś raz zaczynam, niezadowolona z efektu. Tym razem chyba będzie to. Nikomu nie mówię, co robię. Do tej pory moje maski są gniewem, radością, strachem. Teraz to będzie ktoś...

W pewnym momencie Mila podchodzi do mojego stołu, patrzy uważnie i mówi - ależ to jest ... il direttore! - Udało się - myślę! Rozpoznała, zobaczyła bez najmniejszych podpowiedzi, nie wiedząc nawet, że maska którą teraz robię ma przedstawiać KOGOŚ.

Podczas prezentacji czekam na moment, kiedy Bruno sam zobaczy maski. O niczym nie wie, nic mu nie mówiłam. Śledzę wzrokiem jego kroki. Zbliża się do gabloty gdzie wystawione są maski, patrzy, i nagle - udało się! Jest poruszony, pokazuje palcem!

Ta chwila, to przeżycie, to coś czego nigdy, nigdy nie zapomnę...

Opublikowano: 07 czerwiec 2015
Odsłony: 856