Tak w paru słowach - było po prostu super, jestem zachwycona i dumna z siebie. Wszystko było przeciw, ale się udało. Riserva dello Zingaro zdobyta!!! Z wycieczki z przewodniczką nic nie wyszło, bo nie znając drogi wyjazdowej i bez przyzwoitej mapy drogowej wyjechaliśmy z Trapani, w dodatku w wielkim korku niewłaściwą drogą, i nie tylko pojechaliśmy w kierunku autostrady - dużo dalsza droga - a do tego jeszcze przegapiliśmy zjazd na autostradę i na szczęście w końcu zapytaliśmy o drogę - trzeba było daleko wrócić. Dojechaliśmy na miejsce ponad godzinę po rozpoczęciu wycieczki trekkingowej, w której chcieliśmy wziąć udział.

Do tego niebo groziło czarnymi chmurzyskami, co chwilę padało - w ogóle cudownie... Nie mogliśmy się zdecydować co robić, każde z nas chciało czego innego, więc poszliśmy przed siebie. Ja marzyłam, żeby tak wyszło, żebym mogła przejść cały rezerwat aż do końca. Jagusia marzyła o zacisznej plaży. Maciek chciał pochodzić...

Opublikowano: 06 maj 2010
Odsłony: 238

W końcu wyszło tak, że przeszliśmy razem wzdłuż wybrzeża 3/4 długości rezerwatu i Maciek z Jagą zawrócili, ale żeby nie iść tą samą drogą, wyruszyli w stronę wyższego szlaku (to była trasa wycieczki jaką mieliśmy iść z przewodniczką, tylko odwrotnie, to znaczy miała najpierw iść górą a potem dołem).

Ja z miejsca gdzie się rozeszliśmy poszłam w kierunku północnego wyjścia, i piałam z radości nad widokami. Doszłam prawie do końca, prawie, bo dalej widziałam że prowadziła szeroka droga i stwierdziłam, że ten najostatniejszy odcinek sobie odpuszczę, a za to wróciłam też inną, wyższą drogą. Po dojściu do miejsca gdzie rozstaliśmy się, podobnie jak ONI poszłam w górę. Ależ to było podejście! Piękna czerwona ścieżka (tam jakoś wszędzie prawie ziemia ma czerwono-brązowy kolor, co niesamowicie harmonizuje z zielonością i różnymi kolorami kwiatów...

Opublikowano: 06 maj 2010
Odsłony: 238

Podejście było wyciskające pot, ale za to zejście! Rany, tu dopiero nogi zaczęły boleć... Chyba trzy razy więcej trzeba było zejść stromo w dół niż weszło się do góry! Niby wytrenowana codziennymi spacerami po lesie, w wypróbowanych górskich dobrych butach, a i tak niestety, wróciłam z bolącymi nogami. Ja mam chyba jakieś wybrakowane nogi... Ale to wszystko nic, bo wróciłam po prostu szczęśliwa że mi się to udało! Udało mi się więcej niż w ogóle wymarzyłam! Zdobyłam Zingaro!

Jedno, czego się nie udało, i czego bardzo żałuję, to to, że za mało mieliśmy już czasu żeby pojechać do San Vito Lo Capo. Niestety, po porannych problemach z wyjazdem z Trapani baliśmy się, że spóźnimy się do agencji żeby oddać samochód i dlatego .. San Vito sara per un'altra volta...

Ja tu muszę jeszcze wrócić...

Dziś już idę spać, jutro się dzielimy - ja płynę na Marettimo, ONI na Favignanę. I super, to doskonały pomysł. Co mi się na Marettimo uda, to zobaczymy. Na jutro na 20 jesteśmy ZAPISANI (!!!) do pizzerii! Dziś zjedliśmy pizzę w poleconej, niezłej pizzerii Jolanda. Ale jutro będziemy jeść w takiej niezwykłej, gdzie normalnie można kupić tylko pizzę na wynos, a na stoliki trzeba się zapisać. Więc się zapisaliśmy :)

To do jutra. Może dziś wreszcie będę spać.

Opublikowano: 06 maj 2010
Odsłony: 244