Na lotnisko dotarłyśmy ze sporym wyprzedzeniem (autobus 2 euro, 15 min drogi z centrum Bergamo). Odprawiłyśmy się z powodzeniem, mimo, że w ostatnim momencie zauważyłyśmy błąd w nazwisku u Alki. Ale błąd przeszedł niezauważony.

Poszukując kawy i kanapki (to ONA, nie ja, ja po prostu cappuccino e brioche) byłybyśmy się spóźniły na samolot, bo się okazało, że kolejka do kontroli bagażu była ogromna, a potem, że na małym lotnisku trzeba było iść i iść, chyba dwukrotnie okrążając lotnisko. Wpadłyśmy do wyjścia ostatnie!

Lot małym samolotem najpierw wzdłuż gór, potem zachodniego wybrzeża Włoch, a potem nad morzem. Niestety, lekkie zamglenie sprawiło, że nie widziałyśmy Rzymu, Neapolu, Wysp Eolskich… one tam były, ale nie dały się zauważyć. Pasażerowie – nie tylko ja – miotali się po samolocie od jednej strony do drugiej żeby zobaczyć coś, cokolwiek.

Ale prezent dostałam od Pantellerii, pokazała się po mojej stronie, w całej okazałości, mogłam palcem narysować trasę mojej wędrówki, a Lago Specchio di Venere błyszczało zielono…

Lampeduzę okrążyliśmy obniżając się, ale nie przewidziałam, że przy lądowaniu będzie ją widać w oknach po lewej stronie – siedziałam przypięta po prawej i mogłam się tylko zachwycać, zdjęcia zrobić się nie dało…

Po wyjściu z bagażami wypatrywałam kogoś z tabliczką La Roccia, Angelo stał i machał tabliczką, roześmiany. Załadowaliśmy się w kilka osób i pojechaliśmy przez miasteczko, port, zachwycone atmosferą. Teren campingu – całkiem niezwykły, nie wyobrażałam sobie, że jest tu tak ładnie! Ale niespodzianka czekała nas w recepcji – okazało się, że mają dla nas całkiem niezwykły prezent. „ponieważ jesteście z tak daleka i zarezerwowałyście tak dawno, postanowiliśmy wam zamiast przyczepki (z użyciem wspólnych łazienek i toalet) dać tzw. chalet, (czyli drewniany domek campingowy) z KUCHNIĄ I ŁAZIENKĄ!!! Nasza radość nie zna granic, podoba nam się wszystko, nie przeszkadza nam prostota tego domku, wykonanego ze starych desek, małe rozmiary wszystkiego – mamy własną kuchnię, a więc możemy coś ugotować, włożyć do lodówki, no i przede wszystkim ta łazienka!!! Gorąca woda, wypróbowałam!

Po rozpakowaniu schodzimy w stronę zatoczki. Camping leży nad zatoczką Cala Greca, jest ona całkiem niezwykła – jakby czworokątna, plaża jest króciutka, okolona wapiennymi skałami. Wypróbowujemy nasz kawałek morza – woda chłodna, ale nie zimna. Na plaży dosłownie dwie osoby oprócz nas. Wiem, że ta nasza zatoczka nie może się równać tym wszystkim które mamy zamiar tutaj poznać, ale robi na nas wielkie wrażenie, jest taka niezwykła…

I jeszcze jedno ogromnie miłe zaskoczenie: zaraz po przyjściu do naszego domku nasi sąsiedzi zapytali, czy nie chcemy zaopiekować się rzeczami, które oni zostawią, bo zaraz wyjeżdżają. W ten sposób dostałyśmy makaron, pesto, oliwę, środki czystości… Było to przesympatyczne, a właśnie jesteśmy po własnoręcznie przyrządzonym prostym obiedzie – makaron z Pesto!

Teraz odpoczywamy, potem mamy zamiar zrobić małe zakupy w sklepiku na campingu, i w drogę do miasteczka. Mamy zamiar dzisiaj spenetrować uliczki, zajrzeć wszędzie, posmakować Lampeduzy, pójść na passeggiatę na Via Roma…

Opublikowano: 01 październik 2011
Odsłony: 69

Nasz camping znajduje się w maleńkiej zatoczce Cala Greca, zwanej też Cala Stretta, co znaczy Wąska Zatoka - jako że faktycznie jest bardzo wąska, z króciutką plażą a bardzo długimi bocznymi brzegami. Schodzi się do niej ścieżką w dół ok. 5 minut z początku campingu.

Camping jest usytuowany na terenie bardzo urozmaiconym - pełno tu ścieżek w górę i w dół, domki są na różnych poziomach, jedne nad drugimi, wszystkie dobrze ocienione drzewami, daszkami itp. Są tu różnego rodzaju domki - drewniane, jak nasz (wewnątrz otynkowane), bardzo proste ale dobrze przemyślane, murowane, tzw dammusi (ale to nie są oryginalne budowle dammusi jak na Pantellerii, tylko domki wybudowane z kamienia - ten typ domków ma najwyższy standard - przyczepki campingow estojące niżej i schodzące w dół oraz miejsce pod namioty.

W domkach są łazienki z gorącą wodą bez ograniczenia oraz kuchenki z lodówką i kuchenką na gaz, brak czajnika lub ekspresu do kawy.W pokojach są półki oraz szafa na rzeczy wiszące z wieszakami, z tym, ze szafy nie mają drzwiczek. Takie proste drewniane półki.U sufitu jest duży wiatrak, doskonale odświeża powietrze, ale w nocy jego szum i powiewy nie dają mi spać, więc na noc go wyłączam, ale noce nie są upalne, więc to nie problem. Przed domkiem jest stolik z krzesłami oraz leżaki na tarasie, jest sznurek na pranie. Rzeczy cenne, karty, pieniądze mozna zostawić w depozycie.

Dla mieszkańców przyczep i obozowiczów są tu duże wygodne łazienki z miejscem do zmywania, wszystko z kamienia.

Na terenie campingu znajduje się bar - restauracja i tzw market (gdzie można kupić absolutnie podstawowe rzeczy, typu woda, mleko, kawa, makaron, przecier pomidorowy, ciastka, środki czystości itp.Kawa w barze kosztuje 80 centów, cappucino 1,20, słodka bułeczka do kawy 1 euro.Restauracja serwuje potrawy głównie rybne, 1 danie można zjeść za 7 -15 euro (bez wina).

Przy campingu jest parking, do szosy i przystanku 2 minuty drogi, bilet autobusowy kosztuje 60 centów, jeździ co godzina od 8 do 21 w lecie i do 20 poza sezonem. Problemem może być właśnie komunikacja wieczorem - pizzerie i trattorie raczej zaczynają wydawać jedzenie po 20, lub nawet później, a atmosfera miasteczka wieczorem jest godna skosztowania. Jeśli się nie ma środka lokomocji powrót piechotą szosą po ciemku nie jest specjalnie sympatyczny. Wynajęcie samochodu czy skutera to cena ok 30 euro, można wynająć rowery, ale ja tu nie widziałam nikogo,kto by jeździł na rowerze, nie wiem co z rowerem można zrobić jak się dojedzie do miasteczka...

W recepcji można dowiedzieć się o dostęp do wifi, o ile zrozumiałam, nie jest on oferowany każdemu, ja dostałam (może dlatego, że dyrekcja campingu wie, że piszę opinię o tym miejscu:)

Ogólnie - na moje wymagania jest doskonale. Nie potrzebuję nic więcej. Nie przeraża mnie prostota mało miejsca w domkach, szafki bez drzwiczek itp. Każdemu kto ma podobne wymagania jak ja polecam szczerze ten camping.

(poniżej filmik Alki z campingu - montaż i komentarz mój:) )

Opublikowano: 01 październik 2011
Odsłony: 72

Pisząc to pomyślałam sobie - zaraz, ale to wszystko jednego dnia??? No tak, ten dzień jest długi... Teraz siedzę sobie koło recepcji, bo dostałam klucz do internetu i - hura - mogę mieć darmowy dostęp kiedy chcę, ale tylko siedząc tuż obok recepcji. Więc siedzę tu, walcząc z ... uwaga uwaga - komarami!!! - sennością i bólem nóg (tradycyjnie) i chcę opisać drugą część dnia.

Do miasta można pojechać autobusem, ale nie widziałam ani jednego. Wiec poszłyśmy piechotą. Wrażenie z drogi nieco dziwne: na pierwszy rzut oka wydaje się, że mijamy wysypiska, ale jak się przyjrzeć, większość tego co widzimy to kamienie. Często nawet ładnie poukładane. Tam gdzie u nas jest trawa, tu rośnie ?!? coś suchego. Kamienie są koloru ecru. Suche są również drzewa. Dużo bardzo takiej skały jak wapień, wyżłobionej od dołu, jakby to co jest - zbudowane na przykład - było na pieczarach...

Ale z kolei miasto: teraz mówię miasto, a myślałam że to taka wioska... To co do tej pory widziałam na filmach dawało wrażenie takiej pół arabskiej biednej mieścinki, z ludźmi zapomnianymi przez świat i resztę ludzi. Tymczasem gdzie tam, centrum jest ładne, całkiem eleganckie, jest wiele bardzo zadbanych domów. Oczywiście, Lampedusa to tylko jedna miejscowość, ale naprawdę ładna!

Jutro mamy zamiar wybrać się do którejś z zatoczek. Dziś kupiłyśmy sobie dwie butelki taniego wina i odrobinę prowiantu, no i zaraz idziemy spać. A pewnie we wtorek wybierzemy się na Linozę, ale postanowiłyśmy - zgodnie z radą innych turystów - że zamiast organizowanej wycieczki wybierzemy się rejsowym wodolotem i same po tej wyspie będziemy łazić.

A teraz pozwólcie że pójdę spać...

(poniżej filmik pokazuje chłopaków, grających wieczorem na via Roma)

Opublikowano: 01 październik 2011
Odsłony: 81