Do widzenia, Montalbano, raniutko i w drodze...

Oczywiście, przerażało mnie wstanie na autobus o 6.45, ale okazało się, że to nie był problem. Pogoda piękna, ciepło, żegnam się z moim przytulnym mieszkankiem na Starym Mieście i idę w dół, do placu. Wczoraj Filippo pokazał mi gdzie przyjeżdża autobus. Nie ma tu żadnego przystanku, żadnego rozkładu jazdy! Jestem 10 minut przed czasem, ale autobus też jest przed czasem, przesympatyczny kierowca pomaga mi włożyć walizkę do środka, a potem rozmawiamy… Mógłby spokojnie pracować z grupami, jako przewodnik po okolicy! Rozmawiamy też oczywiście o transporcie… Jest to błędne koło: linie są redukowane bo brak pasażerów, mówi on, brak pasażerów bo brakuje linii, mówię ja… Miasteczko, wybrane jednym z najpiękniejszych średniowiecznych grodów we Włoszech w zeszłym roku, liczące na turystów pod względem transportu kompletnie nie jest do takiej działalności przygotowane. Niestety, to jest Sycylia, trudno im pojąć, że owszem, na transport potrzebne są pieniądze, ale dzięki transportowi przyjadą turyści i zostawią pieniądze…

Jadę do Braidi, to wioska kawałek od Montalbano. Jedziemy przez wzgórza, lasy, bujna zieleń, jest i rzeka, podobno w górze było kilka młynów, niestety, rozpadły się. Mijamy Braidi, ciekawe, gdzie my jedziemy… Spory kawałek za wioską, w szczerym polu stoi inny busik. Mój sympatyczny kierowca (linia Magistro) przekazuje mnie drugiemu przewoźnikowi (linia …), z nim pojadę dalej, do Patti. Okolica jest przepiękna, po chwili zza wzgórz wyłania się Etna z ośnieżonym szczytem! Próbuję robić zdjęcia, ale nie wiem, czy coś z nich wyjdzie. Jak pięknie byłoby pojeździć samochodem po tych okolicach, wysiąść tam gdzie pięknie, rozejrzeć się spokojnie, zrobić zdjęcia. Ja, tutaj, samochodem za nic, ale kto tu się wybierze, warto, naprawdę warto!

W Patti wysiadam kawałeczek od dworca, kierowca pokazuje mi drogę, idę w dół, więc to nie problem. Pociąg do Mesyny mam za pół godziny, kupuję bilet w automacie. Później jadąc pociągiem dziwię się, jak szybko znajdujemy się w Milazzo, a potem w Mesynie. Myślałam, że to dużo dalej! Potem w Mesynie mam 1,5 godziny. Najpierw wychodzę na plac przed dworcem, który znam z czekania na autobus do Milazzo po przyjeździe z Rzymu (i potem na odwrót), w budce informacji autobusowej pytam, jak lepiej dojechać do Giarre, bo stamtąd mam przesiadkę do Zafferany (mogę z Katanii, ale to dużo dalej). Okazuje się, że nie ma autobusów do Giarre, więc wracam na dworzec. Wolałabym autobus, bo o ile zrozumiałam, dworzec kolejowy i autobusowy w Giarre nie są obok siebie, a ja potem biorę autobus. Ale może to tylko tak się wydaje. W każdym razie, kupuję bilet na pociąg, potem piję cappuccino w barze stacyjnym no i teraz czekam na mój pociąg w poczekalni.

Dworzec w Mesynie jest spory i wygodny, jak by ktoś potrzebował informacji, to widzę, że jest tu też przechowalnia bagażu. Jestem w sumie trzeci raz w Mesynie, ale miasta nie widzę… Może kiedyś. Za 25 minut mam pociąg, więc zaraz idę na peron. Godzinka czy półtorej i będę w Zafferanie. Potem tylko jeszcze autobus i przybędę do Etna B&B, tam zatrzymam się na trzy dni. Jakiś Siciliano zapytał mnie, po co trzy dni w Zafferanie… Nie ma tam zabytków, prawda? Ale jestem pewna, że to nie będzie zmarnowany czas!

(cdn w następnym wpisie, czyli jak się zaczęły schody ...)

on 11 czerwiec 2016
Odsłony: 626

You have no rights to post comments