Ostatnie przygotowania w toku! Dziś będę spać w Trapani, w Angelo Apartments. Angelo przyjedzie po mnie na lotnisko, zaoferował się, choć powiedziałam, że mogę przecież pojechać autobusem. Druga miła wiadomość, to to, że Filippo z Montalbano powiedział, że przyjedzie po mnie do Mongiove, w ten sposób rozwiązał się problem dojazdu. Tylko przepraszał, że może być o 8 rano! Ale jaki to problem, chciałam być w Montalbano rano, więc po prostu wstanę i będę na niego czekać. Ale to dopiero w czwartek.

Przykro, że niestety nie spotkam się z Iwoną z La Bella Sicilia... Miałam wysiąć w Cefalu i miałyśmy pójść razem na obiad, ale Iwona nie może, trudno, będziemy to miały przed sobą.

Usiłuję zapanować nad tym wszystkim co mam zrobić, wziąć, przygotować... W ramach przygotowań podwiązałam i odchwaściłam pomidory i cukinie :)

Opublikowano: 05 czerwiec 2016
Odsłony: 258

powitanieNa lotnisku zostałam przywitania niezwykle sympatycznie przez Angelo i Olę, którzy stali trzymając kartkę - myślałam, że czekają jeszcze na kogoś i to taka zwykła kartka z nazwiskiem, ale to było powitanie specjalnie dla mnie od Angelo Apartments! Zrobiłam im zdjęcie, później tutaj wkleję. Przed pójściem do domu jeszcze popatrzyliśmy na ten niezwykły żeglowiec, który stoi w  porcie, podobno najstarszy pływający statek włoski... Wyglądał pięknie, ogromny!

Dziś jadę z Carmelo zobaczyć jego rodzinne miasteczko, Poggioreale, opuszczone po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w 1968 r. Więc za chwilę wychodzę, i zastanawiam się, jak wrócę do mojego ogromnego mieszkania, bo schody są pokręcone, wiją się, nawet nie wiem na którym jestem piętrze... Mam tu kuchnię, trzy pokoje, dwie łazienki, pralkę, mikrofalówkę a jak tu dotarliśmy, Angelo chciał przynieść telewizor, który wypożyczył z mieszkania, oczywiście, zatrzymałam go, bo po kiego licha mi telewizor?

Opublikowano: 06 czerwiec 2016
Odsłony: 289

Carmelo jest przesympatycznym panem w moim wieku mniej więcej, znamy się wirtualnie bo zaoferował do wynajęcia sympatyczny domek z basenem w Ummari 20 km od Trapani, niedaleko Segesty. Zapraszał mnie, żebym mogła na własne oczy zobaczyć ten domek, porobić zdjęcia, zobaczyć okolicę, a także opowiadał mi o niezwykłym miejscu - Poggioreale. W 1968 roku miasteczko zoztało zniszczone w trzęsieniu ziemi, a mieszkańcy przenieśli się najpierw do baraków, a następnie do Poggioreale Nuovo. Pozostało miasto - duch... W Poggioreale mieszkała rodzina Carmelo, pozostał tam dom jego dziadków... Pomysł, żeby odwiedzić takie niezwykłe miejsce z kimś, dla kogo jest to nie tylko kupa gruzów, ale masa wspomnień, wydał mi się czymś wartym zrealizowania. Początkowo chciałam tego dnia popłynąć na Levanzo i zajrzeć do groty z malowidłami naskalnymi, ale doszłam do wniosku, że grota może poczekać...

O Poggioreale opowiem oddzielnie, pokażę też kilka spośród wielu zdjęć jakie tam zrobiłam. Nie mogę jednak nie opowiedzieć, jak sympatyczne było to przedpołudnie. Spotykasz kogoś, kogo tak naprawdę nie znasz zupełnie, no bo co to jest znajomość z facebooka... Miła twarz, ciekawe informacje, to wszystko. Spotykasz człowieka, i masz wrażenie, że znasz go od lat. Miły, sympatyczny, uczynny. Otwarty, bezpośredni, kulturalny. Rozmawialiśmy o wszystkim, pokazał mi przemiły malutki domeczek w ładnym miejscu, cisza, spokój. Pokazał mi swój dom pełen pamiątek, ciekawych przedmiotów z dawnych lat. Zawiózł do najlepszej cukierni i kupił najlepsze ponoć na Sycylii cannolo. Ugotował makaron i zrobił pesto (hehe, w mikserze ;). Opowiedział o dzieciach, o rodzinie, o podróżach. Zaprosił, kiedy tylko zechcę...

To było naprawdę przemiłe przedpołudnie...

Opublikowano: 06 czerwiec 2016
Odsłony: 256

Zielone i złote wzgórza, przestrzeń, cisza, spokój.  Na zboczu szare miasto. Miasto szkielet. Brama do miasta z jednej strony zamknięta na kłódki. Zajeżdżamy z drugiej. Tu stoją samochody straży pożarnej. Carmelo pyta, czy pozwolą nam wejść. Na własne ryzyko pozwalają, tym bardziej, że on jest stąd, a ja jestem przybyszem z innego kraju.

Ja patrzę na miasto w ruinie, na zieleń wplatającą się w poranione mury, na ślady dawnego życia. On patrzy na znajome budynki: tu był dom dziadków, tu szkoła (gdzie zachowała się metalowa rama ławki), tu poczta (gdzie zachowały się malunki na ścianie). Dla niego to co widzi jest szczególnie bolesne. Mówi, że to miasto nie zostało tak bardzo zniszczone, żeby trzeba je było porzucić, można było je odbudować, ale niektórym wygodniej było właśnie tak, niektórym się opłaciło... Potem z miasta chciano zrobić miasto pomnik, zabytek, ale jakoś nikt się za to nie bierze, a kamienie jak to kamienie, po trochę się zapadają, po trochę nikną w ziemi lub w zieleni. Połowa domu jego dziadków się zawaliła. To był arystokratyczny dom, całkiem niezwykle jest słyszeć, że był tam prywatny teatr, że był pokój, z którego można było będąc w domu być jednocześnie na mszy w przyległym kościele... Widać owalne sklepienia, łuki, w niektórych miejscach zdobienia, resztki fresków. Niestety, Carmelo opowiada, że po trzęsieniu ziemi przyjeżdżali tu ludzie zobaczyć to miejsce i często wyjeżdżali wywożąc ... pamiątki... A to ceramikę z posadzki, a to fragmenty fresków, a to zdobione kamienie...

Widzialam w pomieszczeniu koło zawalonego kościoła rozbite na drobne części organy. Nawet nie próbowałam ich fotografować, zdjęcie nie pokazałoby pochodzenia tych deseczek, listewek, kawałków drewna, a klawisze dawno stąd wywieziono...

Biedne, opuszczone, pokaleczone miasto, jakich tu więcej w Valle del Belice...

Opublikowano: 06 czerwiec 2016
Odsłony: 385

Pożegnałam dzisiaj Trapani... Gościnności Oli i Angelo nie zapomnę, w ich Angelo Apartments było mi bardzo wygodnie. Miejsce bardzo sympatyczne, choć tuż przy ruchliwym centrum Starego Miasta, to po zamknięciu okna i włączeniu klimatyzacji śpi się bez problemu. A zaraz po wyjściu z domu jest się w środku tutejszego świata... Rano poszliśmy na śniadanie do restauracji Badia Nuova, tuż obok prowadzonej przez nich informacji turystycznej. W tej restauracji goście Angelo Apartments mogą zjeść obfite śniadanie zgodnie z własnym gustem i upodobaniami za 5 euro. Kto chce, może nawet dostać jajecznicę ;)

Podczas mojego krótkiego pobytu w Trapani królem tego miasta był przepiękny żaglowiec szkoleniowy, przycumowany do wybrzeża, Amerigo Vespucci, podobno najstarszy pływający statek włoski. Tłumy ludzi stały w kolejce żeby wejść na pokład i zwiedzić statek, ja niestety, nie miałam na to czasu. Ale zrobiłam mu kilka zdjęć o różnych porach dnia i nocy :)

Opublikowano: 07 czerwiec 2016
Odsłony: 269