Jestem w Palermo, któryś już raz, znowu tylko chwilę. Założenie na ten pobyt - zobaczyć Cappella Palatina, to takie cudo, wszyscy się dziwią że jeszcze tam nie dotarłam. A ja Palermo smakuję po troszeńkę, jak bym miała na to jeszcze cały wiek... Teraz znów tak wyszło, że jestem tu przejazdem...

Ale może od początku, a początek był wczoraj wieczorem: żeby łatwiej było dotrzeć na 4.45 na lotnisko (?!?!?) umówiłam się, że przenocuję u syna w centrum Warszawy. Przyjechałam wieczorkiem, a Jasiek mówi: o rany, to dzisiaj??? Chyba on jeden potrafi tak pokręcić. Na moje szczęście, zmienili plany, nie poszli na jakąś imprezę wieczorną, jaką planowali... A bo by było gdybyposzli, nie byłoby ich, a ja z walizką? Na szczęście nie było gdyby, udało się wszystko z lekka prowizorycznie ale sympatycznie... No, gdyby nie to, że po prostu za nic nie mogłam zasnąć. Nie i już. Chyba w sumie tak z godzinę spałam. Wstałam 10 minut przed budzikiem i w 20 minut byłam gotowa.

Na lotnisku kolejka niesamowita, te dwie godziny z trudem wystarczyły na check-in i kontrolę bezpieczeństwa, nie było mowy o sklepach ani przede wszystkim nabraniu wody. W samolocie, choć nadal spać się nie dało, zmusiłam się do spędzenia całego lotu z zamkniętymi oczami. Ani na chwilę nie odpłynęłam, ale to chyba jednak pomogło...

Na lotnisku przebrałam się w toalecie, no bo nasze 10 stopni a tutejsze 24 to spora różnica. Dobrze zrobiłam, że kupiłam bilet na autobus z lotniska online - chyba bym się już nie zmieściła, a tak miałam zagwarantowane miejsce (i oszczędziłam 30 centów)... I dzięki temu, że miałam ten bilet, pan bileter rozkazał młodemu człowiekowi, który rozsiadł się, jak to oni często robią, na zewnętrznym siedzeniu i udawał, że nie widzi, że to jedyne wolne miejsce - po prostu kazał mu się przesunąć do okna. Dobrze mu tak!

Bo oni tutaj często tak robią. Albo kładą na siedzeniu obok bagaże i w nosie mają to, że ktoś szuka miejsca. Zawsze mnie to wkurza.

Opublikowano: 23 wrzesień 2018
Odsłony: 6

Na przystanku czeka na mnie Kasia, powiedziała, że ma niezbyt dobrą, a może dobrą ?! wiadomość: okazało się, że jej piękne mieszkanie w dzielnicy Vucciria, gdzie miałam spać dwie noce, niestety, nie jest w tej chwili dostępne (a ja się martwiłam, jak wejdę z walizką na czwarte piętro, nie ma tego złego co by na dobre i tak dalej...). Dostałam za to własne mieszkanko również w tej słynnej, bardzo charakterystycznej dzielnicy, w pobliżu targowiska. No i to mieszkanko jest 100 % charakterystyczne, no a ja takie miejsca lubię! Jakby nie było dziwne, że nie ma tu okien, to znaczy, jakby są, ale bez szyb, i jakby nie okna, ale drzwi... Do mieszkania wchodzi się bezpośrednio z ulicy, bez żadnego korytarzyka czy przedsionka, nieraz do takich mieszkań zaglądałam z ulicy, często wiszą w drzwiach takie paciorkowe zasłonki, muszę powiedzieć Kasi, żeby coś takiego zawiesiła. Stwierdziłyśmy, że warto byłoby dla zachowania stylu postawić przed wejściem na ulicy krzesło i stolik ...

Obok sympatyczny pan prowadzi barek, Kasia poprosiła go, żeby w razie czego mi pomógł. Pan siedzi teraz na krześle po drugiej stronie ulicy (uliczki, wąziuteńkiej, gdzie wszystko się remontuje i renowuje), a uliczka jest niezwykle czysta... Widok z sypialni...przez te drewniane ni to drzwi, ni to okiennice, ale za to bez szyb, prowadzące na mini balkon, gdzie jako namiastka suszarki na pranie zawieszono ... taką stojącą suszarkę, zamiast stać, wisi sobie nad głowami przechodniów... A więc widok z sypialni mam niezbyt piękny bo za wiszącą suszarką widzę metalowe konstrukcje remontowe, no ale cieszy, że się renowuje i będzie ładniej. Gdzieś tam pod tą blachą wygląda duży obraz Matki Boskiej...

Sypialnię mam na antresoli, prowadzą na nią murowane schodki. Na górze jest łazienka i ogromna szafa ubraniowa na całą ścianę. Na dole kuchnia, stół. Odgłosy ulicy słychać jak w domu, ale to są takie odgłosy życia, wołanie (oczywiście, po sycylijsku), czasem jakiś skuter, z rzadka samochód przejedzie, to nie ruchliwa ulica w centrum. A jestem w centrum, centrum wszystkiego - wieczorem Vucciria, uliczne jedzenie, targ, dwa kroki do via Roma, via Vittorio Emanuele, do mojego ukochanego Piazza Marina z figowcami dusicielami, do portu żaglowego, do 4 Canti.

I nie ważne, że może przydałyby się jednak szyby w oknach, ładny widok, że ta ulica jakby wchodziła do domu. Dla mnie to takie mieszkanie jakie miewa tu wiele ludzi przez całe życie. Pewnie przez całe życie nie chciałabym tak mieszkać, ale przez te dwa dni z największą przyjemnością :)

Opublikowano: 23 wrzesień 2018
Odsłony: 7

DSC07420Jakby człowiek szukał gdzie tu się pobawić, no to byłoby super, ale jeśli człowiek marzy o tym, żeby odespać nieprzespaną poprzednią noc i oczy mu się same zamykają, no to nie jest to właściwe miejsce... Grają naprawdę nieźle, tutaj obok jest kilka barków, jedna "drinkeria", i ogólnie jest fajny nastrój, tylko... ja bym chciała spać...

(dopisek już rano): no, było ciężko! Jakby człowiek spał pośrodku imprezy... Jedyne pocieszenie, że grali naprawdę nieźle... Czasem dochodziły do mnie dźwięki muzyki z kilku miejsc naraz... Postanowilam przetrwać, miałam moment załamania, jak po drugiej bylo tak samo głośno, ale potem na szczęście ucichło i na większe jeszcze szczęście nie było porannych hałasów...

Opublikowano: 23 wrzesień 2018
Odsłony: 8

Na szczęście po nocnym imprezowaniu, w ktorym brałam udział tylko na słuch, ale za to do po drugiej w nocy, rano było wyjątkowo spokojnie. Żadnych pokrzyjuwań po sycylijsku, żadnych motorini pod domem, a więc, nie wyspałam się, ale trochę jednak pospałam. Mam zdjęcia do dodania, ale to potem. Niestety, w domu jeszcze nie dowieźli butli gazowej, więc na kawę muszę pójść do baru, a więc najpierw muszę się dobudzić, wziąć prysznic i ubrać. Wolałabym kawę, a raczej cappuccino zaraz po obudzeniu, no ale na to jeszcze przyjdzie czas. To mieszkanko tutaj dopiero startuje, trochę tu trzeba jeszcze poprawić, ale i tak mi się podoba :)

Plan na dzisiaj: koło południa jadę pociągiem do Campofelice, gdzie spotkam się ponownie z Agnieszką, która tam prowadzi domki Casa Cattleya, restaurację i bar na plaży. Spędziłam u Agnieszki i jej rodziny trzy wspaniałe dni w 2015 roku i ogromnie się cieszę na to spotkanie. Dołączy do nas Iwona, która też mieszka w Campofelice, a która prowadzi bloga La Bella Sicilia. Czyli dziś będzie polski dzień w Campofelice :)

Pogoda ładna, w nocy ponad 20 stopni, w dzień po południu ma dojść do 28, slonko. Jutro ma trochę padać.

Opublikowano: 24 wrzesień 2018
Odsłony: 6

Wiedziałam, że będzie sympatycznie i tak właśnie było, jak nie bardziej :) Wiedziałam, że Agnieszka nakarmi  mnie dużo bardziej niż do syta, a do tego jak smakowicie! Wydawałoby się, że tyle się zjeść nie da, a zjadłam, takie było dobre! Wcześniej jeszcze zajechałyśmy pod domki Cattleya - jak tam cudnie! Wiedziałam, że tam jest pięknie, przecież spędziłam tam trzy dni, ale nie wiedziałam, że ta piękna roślinność tak urośnie przez te 3 lata! Piękne krzewy niemal zasłaniają dom, a basenu nie mogłam znaleźć, tak się ukrył w zieleni!

Potem przyszła Iwona, którą znałam dotąd tylko z korespondencji mailowej (za to wymieniłyśmy mnóstwo długich maili, więc jakby od duszy znałyśmy się już trochę). Teraz będę umiała ją sobie wyobrazić, pisząc do niej. Nasze spotkanie było przesympatyczne, gadałyśmy i nie mogłyśmy się nagadać.

Wróciłam do Palermo dopiero wieczorem, po drodze do domu zobaczyłam tę wieczorną atmosferę Vucciria, gdzie trwało gorące street food, ale na to, żeby czegoś tu spróbować po prostu już nie miałam miejsca...

 

Opublikowano: 25 wrzesień 2018
Odsłony: 5

Dziś jadę do Sciacca, ale po południu, wcześniej mam w planie głównie Cappella Palatina. W nocy było cicho, spało się nieźle, rano też nie było hałasów... Ponieważ nadal nie zamontowano butli gazowej, musiałam dotrwać z cappuccino do wyjścia z domu, a potem wymyśliłam, że co prawda wczoraj poszłam na kawę do baru, który poleciła mi Kasia, i kawa tam była boska, to dziś chcę zmienić miejsce i jako że jestem na Vucciria, chcę wypić kawę właśnie tu. I to był błąd... Bar Vucciria, cappuccino takie sobie, za to za 2,50 choć bez jakiegokolwiek dodatku w rodzaju ciacha czy cornetto. Wczoraj zapłaciłam tyle za doskonałe cappuccino z dobrą słodką bułeczką... No trudno...

Dziś na Vucciria dużo więcej się dzieje niż wczoraj rano. Już teraz przygotowują się stoiska, głównie z rybami, ale nie tylko. Dziś idę via Vittorio Emanuele w drugą stronę, przez Quattro Canti w stronę katedry, i dalej do Palazzo dei Normanni. To strasznie turystyczna trasa, wiem, no ale czasem trzeba :) 

Potem jest Cappella Palatina, piękna jak marzenie. Mnie trochę przeszkadzało (prócz tłumu) trochę za dużo sztucznego światła. Co tu opowiadać, zdjęcia mówią same....

A potem ... 

Opublikowano: 25 wrzesień 2018
Odsłony: 3

Po wyjściu miałam ochotę wrócić prosto do domu. Ale tuż obok jest ten niezwykły kościół, do którego kilka razy próbowałam się dostać i  nigdy nie mogłam się zgrać z rozkładem. Dlatego byłam absolutnie pewna, że teraz tak będzie, ale chciałam choćby przejść obok, no więc przeszłam - a tu otwarte!!! Jest tu przepiękny ogród obok kościoła, jest studnia z krużgankami, można dojrzeć te niezwykłe różowe kopuły kościoła, a sam kościół - piękny, prosty, surowy... Bardzo się cieszę, że wreszcie mi się udało!

Opublikowano: 25 wrzesień 2018
Odsłony: 3

Trzeba się pakować... Znów w Palermo byłam chwilkę, i znów zobaczyłam jakiś jego jeden kawałeczek, a coś tam sobie przypomniałam. I tak bym mogła  jeszcze wiele, wiele razy...

Na pożegnanie trochę fotek z Palermo...

Opublikowano: 25 wrzesień 2018
Odsłony: 7