Czwartek - Mozia i powrót do Trapani

Ostatni dzień w Marsali, czwartek. Sprzątamy mieszkanie, pakujemy się. o 12.45 mamy autobus do Mozii. Wolelibyśmy troszkę wcześniej, ale niestety, poza sezonem można tam pojechać albo raniutko, albo właśnie w środku dnia, a powrót też jest dość wcześnie, tym bardziej, że o 18 mamy pociąg do Trapani, a do pociągu spory kawałek.
Gospodarz domu, Nicola, radzi żeby zostawić klucz po prostu na stole, i bardzo to jest wygodne, niekrępujące, ale to po powrocie z Mozii. Kupujemy bilety w barze, proszę kierowcę, żeby nam pokazał kiedy wysiąść. Autobus jedzie przez Możię do Birgi i kierowca radzi, żeby nie wysiadać w okolicy Mozii, bo jadąc tam mamy bardzo daleko do przystani, więc jedziemy aż do Birgi i stamtąd nad morzem wracamy w kierunku Marsali. Robi się z tego niezłe kółko i nie jesteśmy pewni, czy gdybyśmy wysiedli wcześniej, nie bylibyśmy szybciej na wyspie, ale co robić. Wysiadamy na przystani, kierowca sprawdza, czy wiemy kiedy jest autobus powrotny, radzi być 10 minut później ;)

Kupujemy bilety na łódź w kierunku wyspy i zaraz odpływamy. Nie bardzo umiałam sobie wyobrazić tę wyspę i ten rejs łódką. Bardzo to sympatyczne, krótko płyniemy, wyspa jest zielona, pachnąca i ukwiecona. Uwaga uwaga, prócz biletów za łódź trzeba jeszcze zapłacić bodajże 9 euro za osobę za wstęp na wyspę!

Nie jesteśmy pasjonatami wykopalisk, ale robi na nas ogromne wrażenie ta malutka, zielona, pełna kwiatów wyspa. Udało nam się ją obejść dookoła, choć nieco z duszą na ramieniu, bo przyszliśmy na przystań niemal w ostatniej chwili a jak byśmy nie zdążyli na nasz autobus, to następny był dopiero 2 godziny później! Maciek mocno się denerwował, czy uda się zdążyć do pizzerii Calvino, gdzie mieliśmy zarezerwowany stolik na 20...

Ale zdążyliśmy na łódź, zdążyliśmy na autobus. Zamiast jechać do dworca autobusowego użyłam dzwonka sygnalizującego chęć wyjścia na przystanku na żądanie, nie wiedziałam gdzie taki jest, ale byliśmy blisko naszego domu. Pan zatrzymał się natychmiast, zapytał czy tutaj, i potem jeszcze pomachał nam na pożegnanie. Wysiedliśmy tuż przy naszej uliczce!

Godzinka na odpoczynek, ostatnie pakowanie i wychodzimy na pociąg. Niestety, do stacji z naszego domu jest bardzo daleko, ok 45 minut piechotą, ale wyszliśmy z zapasem, szliśmy sobie spokojnie. Pociąg w dodatku miał troszkę spóźnienia, więc Maciek znów denerwował się, co będzie z pizzą, na którą czekał od paru miesięcy...

on 17 kwiecień 2015
Odsłony: 299

You have no rights to post comments