Wieczorem - wniesienie Madonny do Palazzo Mokarta

Wczoraj wieczorem prawie już usypiałam po ciężkiej poprzedniej nocy i dziennym łażeniu kiedy zadzwonił Gianni. Powiedział, że w Palazzo Mokarta (tam gdzie spałam w październiku) odbędzie się niezwykła uroczystość: obraz Matki Boskiej dei Massari, niesiony przez grupę mężczyzn przez miasto zostanie wniesiony na dziedziniec kamienicy. Mogą wziąć w tym udział tylko osoby mieszkające tam oraz znajomi właścicielki. Gianni nie mógł tam pójść, ale uzyskał zgodę na to, żebym ja poszła.

A więc zwlokłam się, ubrałam ciepło i poszłam. Początkowo myślałam, że już po wszystkim, bo brama była zamknięta i nikogo w pobliżu. Potem pojawiła się grupka ludzi, a za chwilę drzwi się otworzyły i pani zaczęła się witać z tymi ludźmi, zapraszając ich do środka. Wyglądała na właścicielkę, więc podeszłam i powiedziałam, że jestem znajomą Gianniego, na co zaprosiła mnie na dziedziniec. Ludzie gromadzili się na tarasie wewnętrznym, ale pomyślałam, że jeśli chcę zrobić zdjęcia czy filmować, muszę stać na dole. Nie było wiadomo ile czasu trzeba czekać. W międzyczasie gromadziło się coraz więcej ludzi, wszyscy witali się z właścicielką. Z godzinę czekaliśmy, po czym zaczęły dobiegać dźwięki bębnów. Wyjrzałam na plac przed kamienicą, tam stał tłum.

W końcu otworzono na całą szerokość bramę i najpierw przez nią przeszła orkiestra, powiedzmy, niezupełnie zdyscyplinowana. Pan z największą trąbą przyszedł dużo później. Potem przy dźwiękach orkiestry w drzwiach ukazał się jasno oświetlony portret Madonny, przyozdobiony kosztownosciami. Cały postument z portretem i świecami dookoła jakby falował. Okazało się, że mężczyźni, którzy go nieśli na ramionach, obejmując się wzajemnie, poruszali się w rytm muzyki robiąc minimalne kroki raz w prawo, raz w lewo, w ten sposób orszak poruszał się bardzo powoli do przodu, a także wciąż na boki.



Kiedy w końcu Madonna została wniesiona na dziedziniec i kiedy w końcu orkiestra przestała grać a panowie mogli odpocząć, ksiądz odmówił modlitwę z wiernymi, po czym wszyscy zaczęli się pozdrawiać, niektórzy całować. Po pewnej chwili znów orkiestra zaczęła grać a orszak zaczął podobnie jak wchodził - wychodzić z dziedzińca na plac.

Poszłam za nimi ulicami starego miasta, obserwując, jak to wygląda. Przed Madonną na przodzie szedł starszy pan z kołatką. Kiedy nią zaklekotał, mężczyźni opuszczali na chwilę niesiony postument, kiedy za chwilę znów zaklekotał, podnosili i szli do przodu. Było ich bardzo wielu, tak, że ledwo mieścili się niosąc postument, obejmowali się ramionami tworząc jakby jeden organizm.

Nie wiem jak długo trwało to przejście i dokąd poszli, bo w końcu wróciłam do domu i położyłam się spać. Dziś podobno o 14 dwie Matki Boskie mają się spotkać w okolicy palazzo Lucatelli. Zobaczę jak to wygląda. A wieczorem chcę pójść na koncert organowy do kościoła San Pietro.

on 01 kwiecień 2015
Odsłony: 333

You have no rights to post comments