Poniedziałek - wtorek (4-5 czerwca):
Prom Siremar z Milazzo na Lipari ok. 10 rano.
Spanie w B&B Lauricella (25 E x 2 noce) 

mapaLipari (łac. Lipara; gr. Meligunis) - wyspa pochodzenia wulkanicznego, największa w archipelagu Wysp Liparyjskich (Eolskich). Jej całkowita powierzchnia wynosi ok. 37,3 km². Ukształtowanie powierzchni wyspy wyżynne, z maksymalną wysokością do 594 m n.p.m.. Stała populacja wyspy liczy niecałe 11 tys. mieszkańców, w sezonie turystycznym wraz z przyjezdnymi może dochodzić nawet do 200 000.

Największym miastem i portem jest Lipari. Poza nim ludność zamieszkuje cztery większe wioski: Pianoconte na zachodzie wyspy, Quattropani na północnym zachodzie, Acquacalda na wybrzeżu północnym oraz Canneto na wybrzeżu wschodnim. Miejscowa ludność utrzymuje się przede wszystkim z turystyki, poza tym trudni się uprawą winorośli, figowców i oliwek, eksploatacją pumeksu i rybołówstwem.

Wyspa utworzona została w wyniku czterech erupcji wulkanicznych, z których najsilniejsza, trzecia, miała miejsca między 20 000 lat p.n.e. i 13 000 lat p.n.e. Ostatnia odnotowana erupcja wystąpiła w V wieku naszej ery, gdy pumeksowy popiół pokrył wioski zamieszkane przez mieszkańców rzymskich. Obecnie wulkany uznawane są za nieczynne, jakkolwiek spotyka się fumarole. Wyspa pokryta jest wulkanicznym pumeksem i obsydianem. Pumeks jest eksploatowany i eksportowany. (źródło - Wikipedia)

Na Lipari żyły ludy neolityczne, z pierwszej połowy epoki metali, epoki brązu i epoki hellenistycznej. W związku z tym, Lipari jest najbardziej spośród wysp archipelagu ciekawa pod względem zabytków. Znajduje się tu też Muzeum Eolskie, usytuowane w Zamku Lipari, oraz jedna z najbogatszych nekropolii sycylijskich, a także liczne kościoły, pałac biskupi, i katedra z XU wieku.

W miejscowości Quattrocchi można podziwiać malownicze zatoczki i skały morskie, oraz niezrównany widok na sąsiednią wyspę Vulcano. Wart wejść na górę Pelato, skąd widać Campo Bianco - białą jak śnieg otchłań, oraz wylewy obsydiany w Sparanello i Rocche Rosse. (Źródło: Wyspy Liparyjskie, wyd. De Agostini)

Opublikowano: 04 czerwiec 2012
Odsłony: 152

Jestem na Lipari, mam malutki uroczy pokoik z kuchnią i łazienką, i z telewizorem którego z pewnością nie włączę. Pokój taki jak lubię – bez niepotrzebnych kosztownych dodatków.

Wsiadając na prom wysłałam do właścicielki smsa zawiadamiając ją, którym statkiem płynę, i w porcie oczekiwałam jej, ale bezskutecznie. Wysłałam więc jeszcze jeden sms, że czekam w porcie – na co dostałam zagadkową wiadomość: ale przecież miałaś być dopiero w środę!!!

To było tak zaskakujące że aż nieprawdopodobne, i szybko doszłam do tego, że ze spisu telefonów kontaktowych wzięłam niewłaściwy, i napisałam do Barbary z Saliny zamiast do Melanii z Lipari!!! Szybko udało mi się odkręcić sprawę i przesympatyczna mama Melanii, Immacolata, przyjechała po mnie.

B&B Lauricella położone jest jakieś 300 m od centrum, na zboczu, ale nie wysoko, jest tu sporo takich domków: są parterowe i tak sprytnie zbudowane, że właściwie to nie wiadomo ile tu jest mieszkań. Z każdego mieszkania wychodzi się na kamienne podwórko. Mam przed domem stolik, suszarkę a kwiaty w donicach oddzielają jakby „mój teren” od pozostałego, więc mam poczucie prywatności. Widziałam większe mieszkanie tuż obok (pokazała mi właścicielka).

Wydaje mi się, że jest to miłe miejsce do zatrzymania się, jeśli komuś nie potrzebna wielka przestrzeń i luksusy. Cisza, ciepła woda, łazienka, kuchnia, wygodne łóżko, jest nawet suszarka do włosów i żelazko! A do tego właścicielki - mama i córka - są niezwykle miłe, życzliwe, chętne do pomocy a przy tym dyskretne, nie narzucają się z pomocą...

Śniadanie typowe jak w B&B - sucharki, croisant, kawa, marmoladki, nutella. Ale sucharki tak dobre, że nie mogłam się oprzeć, kawa espresso + mleko, tak jak prosiłam, śniadanie na tą dokładnie godzinę, o której chciałam. Immacolata przyjechała po mnie do portu, zawiozła mnie do portu kiedy wyjeżdżałam, a poprzedniego wieczoru zaproponowała pokazanie mi kilku panoramicznych miejsc na Lipari.

W B&B jest internet, wifi, choć klucz wydaje mi się jakiś dziwny. Z powodu problemów z moim netbookiem nie potrafię powiedzieć, czy działa. Jednak zaproponowały pomoc włącznie z korzystaniem z ich komputera w ich mieszkaniu.

Reasumując - miejsce absolutnie godne polecenia!

Opublikowano: 04 czerwiec 2012
Odsłony: 144

Przed południem wydawało mi się, że po 24-godzinnej podróży i nocy w autobusie nie jestem w stanie funkcjonować z niewyspania, a kiedy wyszłam z domu, jakoś tak zapomniałam o zmęczeniu...

A więc Lipari: nie to, żebym była zawiedziona, nie, to ładna wyspa, całkiem spora, tylko taka jakaś, jakby powiedzieć – zwyczajna... Zwyczajna pod tym względem, że przyjechałam na całkiem niezwykłe wyspy, do ludzi którzy mieszkają na mruczącym wulkanie lub na wysepce tak małej, że nie ma tam ulic ani samochodów, a Lipari to taka wyspa jak nieduże, urocze miasteczko.

Jest tu ładnie, czysto, są ulice, samochody wszelakie, autobusy też. Nic nie dymi, nie strzela... :). Urocze miasteczko jest w sumie podobne do wielu innych nadmorskich miasteczek na Sycylii, a do tego masa turystów, sklepów z pamiątkami, ofert, biur podróży... Na filmie poniżej strzyżenie palmy :)

Lipari to całkiem spora wyspa, jest tu poczucie przestrzeni, jest wszystko czego można potrzebować – szpital, szkoły, banki, bankomaty, samochody w każdej konfiguracji. Mieszka tu koło dziesięciu tysięcy stałych mieszkańców. Może się mylę, ale ich życie nie powinno być chyba bardzo różne od mieszkańców małego miasteczka. Fakt, że na stały ląd trzeba płynąć – statkiem to trwało prawie trzy godziny, wodolotem dwa razy szybciej – no ale poza tym...

Jutro spróbuję dotrzeć do kopalni pumeksu, o, to by było coś niezwykłego. Wiem, że są też tu fumarole, ale nie wiem czy uda mi się je znaleźć. To całkiem spora wyspa i te półtora dnia to nie jest dużo na to, żeby zajrzeć w jej różne zakamarki.

Opublikowano: 04 czerwiec 2012
Odsłony: 109

Byłam w muzeum archeologicznym (6 E), gdzie – choć nie pasjonuję się archeologią – to jednak to co widziałam zrobiło na mnie wrażenie. Jest to podobno jedno z najważniejszych muzeów archeologicznych w Europie! Masa wydobytych na wyspach greckich amfor, figurek z grobów, greckich masek teatralnych, ozdób. Muzeum jest bardzo rozległe, ja nie widziałam wszystkiego, bo jednak z zamkniętych sal ciągnie mnie ku życiu... Jeszcze katedra...

Potem poszłam po mojemu, za daleko, za wysoko i w ogóle za bardzo jak na moje możliwości, bo do takiego miejsca, gdzie wyspa się przewęża i widać z niego Vulcano.

Bo z centrum Lipari, z portu, z tej strony wyspy nie widać innych wysp. A Vulcano jest wyspą niesamowitą, zafascynowała mnie kiedy koło niej przepływaliśmy, zawinęliśmy też na chwilę do portu. Część wyspy Vulcano, ta, gdzie jest krater wulkanu, ma niezwykły złoty kolor, i widziałam na własne oczy złocisty dym fumaroli! Zapach siarki bardzo wyraźnie przywitał nas w porcie, i obrazy jak z innej planety. Bardzo się cieszę, że spędzę tam dwa dni i mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć i na wulkan (gdzie można zniszczyć ubranie, bo ta siarka ponoć zamienia się w kwas siarkowy...) i w inne niezwykłe miejsca.

Ale miało być o Lipari, więc na Lipari idąc drogą cały czas serpentynami w górę po dwóch godzinach dotarłam do punktu widokowego, skąd bardzo ładnie było widać ... Vulcano... Zrobiłam zdjęcie i pomyślałam – co teraz...?

Droga powrotna, co prawda w dół, ale daleko, a ja w głowie mam cały czas jeden cel: za kilka dni wejdę na Stromboli i muszę chronić stopy... Nabrałam odwagi i zapytałam ludzi, którzy tam właśnie się zbierali czy by mnie nie podrzucili do Lipari, nie odmówili! Za chwilę znalazłam się na nowo w Marina Lunga w miasteczku...

Jutro mam obiecany przez Melanię i jej mamę zachód słońca z widokiem na Vulcano! A przed południem spróbuję dotrzeć do kopalni pumeksu. No a w środę rano zmieniam wyspę na Salinę, i tylko na jeden dzień...

Opublikowano: 04 czerwiec 2012
Odsłony: 95

Dziś jest piękny dzień, piękny pod każdym względem. Zrobiłam wspaniałą wycieczkę, i tak wyszło, że obeszłam – objechałam całą wyspę! Ale oczywiście, nie samodzielnie. Wybrałam się do kopalni pumeksu, a najpierw skusiła mnie nazwa Spiagge Bianche, czyli białe plaże.

Pojechałam autobusem do Canneto i stamtąd – dzięki wskazówkom kierowcy – dotarłam ukrytą dróżką do tych plaż, które okazały się szare... Jako że tutaj wszystkie plaże są czarne, to te są jaśniejsze, bo oksydian (czarny) jest wymieszany z pumeksem (białym) i wszystko razem tworzy taki szary proszek.

No ale to nie dało mi jeszcze tego, o co chodziło, czyli białych złóż pumeksu...

Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 82

Doszłam do białych zboczy, znalazłam – niestety, już nieużywane – wykopaliska pumeksu, ukradłam dwie pumeksowe kostki. W Porticello zeszłam do portu, z którego bezpośrednio na statki ładowano pumeks (kiedy go jeszcze wydobywano), była też tam plaża (szara), a obok coś co wyglądało albo jak prywatny dom, albo ... może tu dają jeść...

Okazało się że dają, i to był strzał w dziesiątkę! Wczoraj wykarmiłam się dużym kawałkiem foccacci za półtora euro. Dziś mogę zjeść obiad! To było pyszne – polpetti di tonno, czyli jakby mielone kotlety – czy pulpety – z tuńczyka.

Najadłam się do syta, napiłam, odpoczęłam – i poszłam dalej.

Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 101

No bo dalej miało być takie miejsce, skąd widać wszystkie wyspy, prócz Vulcano, która jest po drugiej stronie (Vulcano na południe a pozostałe wyspy na północ od Lipari). Do tego miejsca było jednak daleko.

Początkowo droga była łatwa – choć trochę szkoda, że trzeba iść szosą, nie ma ścieżek a teren jest bardzo niepewny – później zrobiło się podejście i serpentyny. Widoki nieziemskie, i coś, o czym jeszcze nie powiedziałam: zieleń, cudne kwiaty, roślinność we wszystkich kolorach.

Lipari to dla mnie zielona wyspa. Ta strona wyspy znacznie bardziej mi się podoba niż centrum, z turystami i pamiątkami. Tu jest cisza, spokój, widoki zapierające oddech, idę sama, co jakiś czas mija mnie autobus (którym mam zamiar wrócić) lub samochód czy skuter.


Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 97

Idę serpentynami północnym wybrzeżem, liczę wyspy, macham Barbarze na Salinie... Docieram do punktu panoramicznego Le Puntazze, właściciel pokazuje mi wyspy, a ja mu mówię o moich planach. Jutro będę tam - pokazuję najbliższą Salinę. A on na to - na Salinie w Lingua musisz koniecznie spróbować granity da Alfredo, palce lizać! Obiecuję, że spróbuję...

Po dojściu do miejscowości Quattropani zupełnie na północy wyspy , a może jeszcze trochę na zachód (akurat ta miejscowość, wysoka i oddalona od wybrzeża nie urzekła mnie) - docieram do przystanku... Tak, przystanek jest, ale rozkładów brak. Autobusy wcześniej mnie mijały, ale czy teraz coś przyjedzie czy za godzinę, czy za trzy... Czekać? A co innego można zrobić?

Podjeżdża samochód na rejestracji z Florencji, wysiada para, pytam z głupia frant czy nie wiedzą nic o autobusach. A skąd by mieli wiedzieć, skoro przyjechali własnym samochodem z Florencji? Ale bardzo chcą pomóc, i wychodzi tak, że ... jedziemy razem! Dziś przyjechali do Lipari, nie bardzo wiedzieli gdzie się wybrać, więc jadą tam gdzie mnie pasuje, a najlepsze, że nie jedziemy z powrotem, tylko dalej, okrążając Quattropani dzięki czemu - hura, hura - objechałam (i częściowo obeszłam) wyspę dookoła!

Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 99

Zaglądam jeszcze do Canneto, gdzie mi się rano tak spodobało, i już autobusem wracam do Lipari, a Immacolata, zgodnie z obietnicą, zawozi mnie jeszcze w parę miejsc widokowych. Z jednego widać jak na dłoni wyspę Vulcano (która jest bardzo blisko Lipari) i wszystkie jej wulkany, a z największego, tego złotego dymiło się na biało... Vulcano,Vulcano, ciągnie mnie na tę wyspę...

Teraz biorę się za pakowanie, jutro rano jadę na Saliny, to jest bardzo blisko. Barbara napisała mi, żebym zostawiła plecak w kasie biletowej (o rany, mam nadzieję, że mnie nie pogonią...) i pojedziemy na plażę (hm, a mnie się ta woda wydaje zimna...) a potem na jedzenie (pane cunzatu i granita... – chyba chodzi o coś w rodzaju bruskietek, a granita to ja wiem co to takiego i jeden pan dziś mi polecał granitę na Salinie, właśnie tam gdzie mamy się wybrać!).

Potem odbierzemy mój plecak (hm...), i pojedziemy „do domu”. Dalej nasze plany jeszcze nie sięgają, ale ja wiem, że u Barbary pozbędę się części – choć niewielkiej – prezentów, jakie wiozę, więc choć niewiele, ale mi ulży... Trochę mi szkoda, że na Salinę mam tylko jeden dzień, ale wysp jest siedem – SIEDEM... Chcę ich wszystkich posmakować...

Wydawało mi się, że w dwa dni na Lipari niewiele jestem w stanie zobaczyć, bo nie mam szans dotrzeć w wiele miejsc, ale zobaczyłam naprawdę dużo, a jeśli czegoś nie widziałam - Immacolata mówi, że będzie powód, żeby tu wrócić :)

Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 104

Początkowo miałam tu być jeden dzień, byłam dwa i nie żałuję. Ten drugi dzień pokazał mi inne oblicze Lipari niż tylko ładne miasteczko. Moja rada - obejść miasteczko, odwiedzić Katedrę i muzeum i udać się w inne rejony.

Po Lipari można się poruszać autobusem, dobrze jednak mieć spisane rozkłady jazdy, bo bywa tak, że jest przystanek, nie ma rozkładów i nie wiadomo, czekać czy nie. Bilety kupuje się u kierowcy.

Na Lipari jest wszystko, również banki, bankomaty, możliwość płacenia kartą, jest szpital (choć mówią, że go zamkną...), jest masa sklepów - to wszystko oczywiście w miasteczku Lipari, w innych miejscowościach jest całkiem inaczej.

Statki i wodoloty pływają z Marina Lunga. Jest przechowalnia bagażu, dla tych, co przypływają na wyspę na jeden dzień.

Opublikowano: 05 czerwiec 2012
Odsłony: 105

Rano na Lipari jeszcze śniadanie, a potem Immacolata zawozi mnie do portu. Płynę wodolotem Calypso na Salinę. Na Lipari przyplynęłam statkiem, na statku można siedzieć na pokładzie, płynie się wolniej, ale wszystko widać no i można robić zdjęcia. W wodolocie trzeba siedzieć w pomieszczeniu zamkniętym a szyby z reguły są zachlapane...

Ale ja i tak próbuję robić zdjęcia, bo będąc na wyspie nie jest się w stanie jej zobaczyć zzewnątrz... Szczególnie ciekawie wyglądają białe pumeksowe zbocza i urządzenia wydobywcze. 


Opublikowano: 06 czerwiec 2012
Odsłony: 98